piątek, 16 grudnia 2011

Proste pytania. Trudne odpowiedzi

(przedstawicielom mediów dedykuję)

Internetowi celebryci zyskujący obłędną popularność w kilka chwil, zabawne obrazki, które "widział każdy", filmiki video z dziesiątkami tysięcy "obejrzeń", nic nie znaczące lajki poparcia na Faceboooku. Znamy to, prawda? Ale słabo znamy, dopóki sami nie doświadczymy.

Pan Marek, przypadkowo spotkany na poznańskiej ulicy, pokazany światu (ze swoją smutną opowieścią) w kwietniu, na przełomie listopada i grudnia rozgorzał nagłym ogniem. I zgasł...

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Polska jak Kambodża. Według Uważam Rze

Uważam Rze (nadal nie mogę się przyzwyczaić do tej marki) piórem jednego ze swoich autorów o Kambodży. Ale opis potworności, jakie spadły na tamtejszą ludność za sprawą reżimu Czerwonych Khmerów, jest jedynie uzupełnieniem kluczowej tezy, zamkniętej szczypcami wstępu i zakończenia tekstu. 
Oto, jak pisze autor, proces, w którym przed sądem postawiono dawnych (baardzo wiekowych) oprawców, odpowiedzialnych bezpośrednio za śmierć w mękach tysięcy ludzi, jest dowodem na to, że jeżeli się chce to komunistów można jednak osądzić... Gdyby ktoś miał wątpliwości - autor wyraźnie zaznacza, że śladem Kambodży powinny iść inne kraje, na których komunizm odcisnął swe krwawe piętno - przede wszystkim (tak, w tekście jest "przede wszystkim") Polska. Że powinno być nie tak jak dotąd (to nawiązanie do bezkarności dawnych aparatczyków, generałów i agentów).

To prawda - komunistyczne zbrodnie w Polsce nie zostały rozliczone. Bliscy tych, którzy zginęli, jak dotąd nie doczekali się sprawiedliwości.

Ale zakładam, że autor miał na myśli żyjących odpowiedzialnych, czyli na przykład Jaruzelskiego czy Kiszczaka. I Czuję dysonans.
Bo to jednak nie ta skala.

W Kambodży zginęło (zamordowanych lub zagłodzonych) prawdopodobnie ok. półtora miliona obywateli (na 7-milionową populację).
W Polsce, od momentu obalenia Gierka ilu? Kilkuset? (na blisko 40-milionowy kraj)
Trochę niezręczne porównanie.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Matka. A przy okazji Polka

Dawno lektura książki, a zwłaszcza książki wspomnieniowej, nie dała mi tyle satysfakcji.
A już na pewno nie spodziewałbym się tego po książce-spowiedzi skromnej żony nieskromnego polityka.
Dawno nie połknąłem blisko 540 stron (ok, duża czcionka, sporo zdjęć, ale jednak) w jedno popołudnie i wieczór.
Dawno (a może nigdy) książka biograficzna tak mocno mnie "nie uderzyła".

"Marzenia i tajemnice", czyli opowieść Danuty Wałęsowej to lektura obowiązkowa.

niedziela, 4 grudnia 2011

Niewygodne krzesła, skromnie i chłodno. Ale bardzo ciekawie i ożywczo

Potocka ma swój teatr. I Janda. I Żebrowski. I nawet Tenzeszparąmiędzyzębami. Podobno prywatne teatry w Warszawie cieszą się wielkim powodzeniem, oferując może nieco mniej kosztowny (mniejsza obsada, skromniejsza technika), ale za to - przystępny repertuar. Zarabiają na nazwiskach (również nie-aktorów, za to celebrytów), i dobrze.


Marek Zgaiński - poeta, pisarz, reżyser, dziennikarz, kompozytor, muzyk, słowem - człowiek kultury, na Swoim Teatrze (czyli Moim Teatrze) z pewnością nie dorobi się fortuny. Ale mam nadzieję, że to szaleńczo odważne (w Poznaniu) przedsięwzięcie utrzyma się samo...

poniedziałek, 21 listopada 2011

Peter Gabriel - New Blood. Piękne. Aż mdli

No więc (nie zaczyna się zdania od "więc", więc zaczynam od "no") wysłuchałem uważnie nowej płyty Petera Gabriela bardzo uważnie. Od początku do końca, od końca do początku, o zgrozo - nucąc niektóre fragmenty, wzruszając się urodą innych.
I żal mi.

Że artysta, od którego moglibyśmy spokojnie oczekiwać czegoś nowego, wielkiego, ożywczego, a co najmniej kolejnego przemyślanego dzieła, sprzedaje nam coś, czego nie powinien sprzedawać.

Psia kupa. Miły widok z rana.

Tytuł powinien intrygować. Zaintrygował, prawda? Tak miało być.

Ale TĘ psią kupę (ściślej - robienie przez psa kupy) oglądałem z niekłamaną satysfakcją. Pies zrobił kupę na chodniku jednej z ulic w samym centrum miasta, nieopodal jednego z najsłynniejszych w Polsce centrów handlowych (co je właśnie właścicielka opchnęła). Pies był mały, kupa pewnie też.



Właścicielka psa, elegancko ubrana, efektowna dziewczyna w wieku studenckim, schyliła się, kupę podniosła i dzielnie pomaszerowała z kupą w ręku (no dobra, przez papierek) w kierunku kosza.

środa, 9 listopada 2011

Chłopie, to baba! Nowa parlamentarna rzeczywistość

No i masz babo placek. Zgodnie z demokratycznymi decyzjami społeczeństwa, w efekcie racjonalnego podziału wygodnych foteli i decyzji sejmowej administracji - grupa nowych i radykalnych (jak się zdaje) posłów nowego istotnego liczebnie i medialnie ugrupowania zasiądzie tuż obok konserwatywnych do bólu, głęboko zasadzonych w tradycji, posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Obok antyklerykałów - aktywni uczestnicy i współorganizatorzy samorządowo-kościelnych dożynek i procesji; obok przedstawicieli środowisk walczących o prawa mniejszości seksualnych - tradycjonaliści, dla których taka odmienność w najlepszym wypadku nie jest fajna.

wtorek, 8 listopada 2011

Patriotyzm i wiara. Spokojnie o sprawach ważnych

To będzie najkrótszy post.
Tylko jeden cytat, choć nie lubię publicznie wycierać sobie pyska mądrościami kogo innego.
Robię wyjątek.

Człowiek pewny swojej ojczyzny nie będzie szalał na jej punkcie. Człowiek pewny swojej wiary nie będzie wszędzie węszył jej prześladowań.
(ks. A. Boniecki)

Odrywam to od bieżącej kłótni o niewiadomoco i zachowuję - jako 100-procentowo celne ujęcie moich przekonań.

czwartek, 3 listopada 2011

Dziewięć tysięcy. Dziękuję

Rzuciłem okiem na statystykę. I widzę, że ktoś tu jednak zagląda. Serdecznie dziękuję z tego powodu.

- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował śladowe 10 groszy, mógłbym sobie kupić jakiś fajny efekt do gitary basowej. Albo dwa.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował drobną złotówkę, mógłbym sobie kupić używany motocykl w "jesiennej" cenie.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował niewygórowane 5 złotych, mógłbym sobie kupić całkiem przyzwoity samochód, w zastępstwie wysłużonej Skody.
- Gdybym za każde wejście na tego bloga kasował strawne 10 złotych, mógłbym sobie kupić fortepian. Steinwaya. Prawdziwego.

Problem w tym, że na tego bloga wchodzę głównie ja sam. A sam sobie płacić nie będę. Szkoda mi pieniędzy...

piątek, 21 października 2011

Kaddafi. Jak to fajnie zamordować...

...kogoś, kto sobie na to zasłużył, prawda?

- Przecież przez wiele lat ciemiężył swój naród,
- Wysyłał w świat świetnie wyszkolonych terrorystów,
- Traktował tę część Afryki jak swoją własność,
- Z jednej strony gardził Zachodem, a z drugiej - kolaborował z tymi, z którymi było mu wygodnie,
- Był bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć tysięcy ludzi,
- Nie potrafił poddać się rewolucji, nie zrozumiał że już przyszedł na niego czas.

Bogata Północ i Bogaty Zachód zachowały się fantastycznie.

- Najpierw mówiły "Kaddafi musi zginąć",
- Potem pomogły zamordować Kaddafiego wysyłając uzbrojone samolociki na radio,
- Zatrzęsły się z radości po tym jak gościa zabito,
- Umożliwiły mediom dostęp do informacji o szczegółach "akcji" (cóż za ładne określenie),
- Wysłały listy gratulacyjne o treści mniej więcej "o, jak fajnie, że udało wam się zastrzelić Kaddafiego",
- Cały świat się raduje - "o, super!".

No tak, doskonale rozwinięta cywilizacja, przodująca w rozwoju naukowym, technologicznym i politycznym, ze starannie ukształtowanym demokratycznym trójpodziałem władzy, sądami czerpiącymi z rzymskich (kolebka cywilizacji) tradycji, z odpowiedzialnymi politykami, odzianymi w garnitury z najlepszych włoskich szwalni i wykonane na miarę buty z delikatnej szlachetnej skóry.

A za plecami schowane dzidy. Kamienne...

niedziela, 16 października 2011

Maraton. Wspaniały dzięki Straży Miejskiej

Za nami kolejne święto biegania. Znakomicie przygotowany, cieszący się dobrą opinią w środowisku biegaczy poznański Maraton przyciągnął sportowców i coraz fajniejszą publiczność.
Impreza przez te wszystkie lata zdobyła już nawet serca przeciętnych mieszkańców Poznania. Kiedyś bardziej narzekali na zamknięte ulice i korki.
Jednak poznańska Straż Miejska uznała, że zdobyła te serca niesłusznie i postanowiła coś z tym zrobić.
Nie wiem czy wiecie, ale na czas maratonu mieszkańcy ulic którymi biegną maratończycy, MUSZĄ przestawić swoje samochody na inne ulice.
Na innych ulicach na Starym Mieście robi się więc baaardzo gęsto.
Co robi poznańska Straż Miejska? Poluje na samochody pozostawione w różnych "nieparkingowych" miejscach, dzielnie wystawia mandaty i masowo zakłada blokady.
Prawdziwe żniwa...
Gratuluję, Panie Prezydencie. Podległe Panu służby robią jednej z nielicznych STAŁYCH, WAŻNYCH I ROZPOZNAWALNYCH imprez Poznania, znakomity PR.
Dzięki Straży Miejskiej mieszkańcy Poznania i przyjezdni, na pewno jeszcze bardziej polubią Maraton...

poniedziałek, 10 października 2011

Firma na żonę. Triumf feminizmu???



Nie mam dwudziestoletniej nieoficjalnej narzeczonej, nie mam zamiaru kupować samochodu sportowego w kolorze czerwonym (ewentualnie żółtym), nie zacząłem chodzić w kwiecistych koszulach. Ale postanowiłem zrobić to, czego nie zrobiłem mając o połowę mniej lat. Postanowiłem kupić motocykl.


Tak więc śledzę ogłoszenia w internecie, zatrzymuję się też przy sklepach sprzedających motocykle i akcesoria motocyklowe. W jednym ze sklepów, akurat pustym, zatrzymałem się na pół godzinki i uciąłem sobie rozmowę z właścicielem. Kompetentnym (jak to pasjonaci motoryzacji), ściemniającym (jak to sprzedawcy branży motoryzacyjnej), lekkim mitomanem (jak to motocykliści). Rozmowa była miła, na koniec wziąłem wizytówkę motocyklowego biznesu.

Dopiero w domu rzuciłem na nią okiem. Okazało się, że właścicielem całego tego motocyklowego biznesu (sklep z motocyklami i skuterami, sklep z akcesoriami, warsztat) jest pani Kasia Jakaśtam...
I to wywołało moją refleksję. Zacząłem myśleć o wszystkich teoretycznie męskich biznesach, prowadzonych przez kobiety i...

niedziela, 9 października 2011

Polityka. Znów trochę spokoju

Ktoś tam wygrał. Ktoś przegrał. Kogoś wywalą ze stołka prezesa, bo wynik okazał się nędzny. Kto inny będzie w zaciszu omawiał z innymi komu powierzyć funkcję premiera. Wybory za nami.

Najbardziej mniej cieszy to, że wreszcie będzie można zająć się czymś normalnym, a nie rozmyślaniem o sensie i bezsensie wybierania mniejszego zła, irytowaniem przy lekturze tekstów w politycznych gazetach, nicniedającymi dyskusjami ze znajomymi reprezentującymi podobne poglądy, bądź o poglądach kompletnie przeciwstawnych.

Przecież to nie nasze życie. To co TAM się dzieje, nie ma na nas większego wpływu. Robimy i robić będziemy swoje.

czwartek, 6 października 2011

Steve Jobs. Santo subito


Mówię od razu, wprost i bez wątpliwości. Steve Jobs był wybitnie uzdolnionym człowiekiem. Jego udział w rozwoju nowoczesnych technologii był niekwestionowany. Pchnął rozwój w wykreowanym kierunku, niewątpliwie. Szkoda człowieka. Jak zresztą każdego, który odchodzi przedwcześnie, któremu natura/któryś z bogów/przeznaczenie/trywialna choroba nie pozwala do końca zrealizować pomysłów. Zwłaszcza, gdy są to ciekawe, albo nawet świetne pomysły.

Ale może wyprostujmy nieco rzeczywistość...

sobota, 1 października 2011

Piersi w przestrzeni publicznej. Głęboki ukłon przed Amazonkami

Mamy zupełnie inne czasy. Mamy - jako zbiorowość - zupełnie inną świadomość zdrowotną. Wiemy jaką powinniśmy stosować dietę (inna sprawa czy się do tego stosujemy), coraz częściej nie palimy, pijemy szlachetniejsze trunki, wreszcie - i to chyba najważniejsze - regularnie poddajemy się badaniom, które mają pomóc w wykryciu nowotworów.
Panie z nawet najodleglejszych i najmniejszych miejscowości trafiają na badania mammograficzne (choćby w mammobusie ustawionym przed urzędem gminy), panowie też coraz częściej badają sobie prostatę. Ostatnie lata to prawdziwa rewolucja. 

Ale jeszcze większą rewolucją było zaprezentowanie fotogramów Amazonki 2011.

wtorek, 20 września 2011

Spotkanie po latach. J. żyje i ma się dobrze.

Niby zwykłe spotkanie, całkowicie przypadkiem, jak najbardziej w przelocie, przed małym sklepem. Wychodził z niego J. - jeden z moich autorytetów (nie boję się tego słowa, nie boję) zawodowych. Człowiek, z którym los obszedł się mało życzliwie. Rozmawiałem z nim, żyje. To dobrze.

wtorek, 13 września 2011

Papieska krew. Co jeszcze trzyma w szafce kardynał Dziwisz?

Do poznańskiej Katedry (a później - również do kilku innych kościołów) trafią ampułki z krwią Jana Pawła II. Relikwie podarował wielkopolskim wiernym kardynał Stanisław Dziwisz, wieloletni najbliższy współpracownik, asystent, prawa ręka Papieża - Polaka.
Jakiś czas temu ampułka taka miała trafić (nawet nie wiem, czy ostatecznie trafiła), w ramach wsparcia duchowego, do ciężko poturbowanego w wypadku kierowcy rajdowego Roberta Kubicy. Już wówczas poczułem się dziwnie. Teraz czuję się jeszcze dziwniej.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Smoleńsk. Jakiej chcecie prawdy?

Pamiętacie zamieszanie z wystawą nt Katastrofy Smoleńskiej w budynku unijnym w Brukseli? Pamiętacie, że podpisy pod niektórymi zdjęciami zostały zaklejone taśmą (jako, zdaniem najpierw urzędników, a potem eurodeputowanych, zbyt niepoprawne politycznie)? Na pewno pamiętacie. Awantura była nielicha.

Nie mogłem nie zaspokoić ciekawości, skoro zaproponowano mi (a ściślej - zaproponował poznański klub Gazety Polskiej) obejrzenie tej samej wystawy, w wersji oryginalnej, z naklejonymi taśmami, ale jednocześnie - odtworzonymi poniżej zakwestionowanymi komentarzami.

Co widziałem? Po kolei:

piątek, 5 sierpnia 2011

Lepper. Szkodnik, ale potrzebny

Nie żyje Andrzej Lepper. Założyciel i wódz Samoobrony, mistrz wytrwałej autopromocji u podstaw, rekordowy samorodek populizmu, człowiek z dodatkowymi pięcioma zmysłami pomagającymi słuchać ludzi i mówić im dokładnie to, co chcą usłyszeć. Popełnił samobójstwo, ktoś mu pomógł, nieważne. W każdym razie - nie żyje.
Mam z tym zgryz, bo nawet pomijając aspekt czysto ludzki (problemy osobiste, rodzina, zrozpaczeni krewni, zaszokowani przyjaciele) przy którym nie sposób nie bąknąć "no, szkoda faceta", już sama ocena "potrzebności politycznej" takiego Leppera nie może być jednoznaczna.


piątek, 29 lipca 2011

Morze. Może zmienia się w dobrym kierunku...

...główny kierunek plażowo-helskiej stylizacji? Nie jestem zaszokowany, ale bardzo miło zaskoczony - owszem. I niech mi ktoś przykleja samczą czy seksistowską łatkę - proszę bardzo.

Przyzwyczajony do wszechobecnych - kolorowych, aseksualnych, opatrzonych odpowiednimi logotypami odpowiednich producentów, plażowo-surfingowo-kite'ciarskich ciuszków, równie kosztownych co bezkształtnych i zabijających uroki płci (obu), z wielką radością zobaczyłem na podeszczowej, pustej plaży, taką oto scenę.

Trzy panie, z dużą dozą uroku własnego, oraz młodsza nastoletnia dama - starannie ustylizowane, z eleganckimi kieliszkami (wino, a może tylko różowy sok owocowy?) w wypielęgnowanych dłoniach. Lekko (ale szlachetnie) rozbawione, celebrujące chwilę. Stylizacja właściwie nie do końca "na temat", a jednak, w tej scenerii i momencie - zaskakująco zgodna...

Może to był wygłup, może urwały się z jakiegoś ślubu, a może są plażową awangardą?
Bardzo proszę, jestem za.

środa, 27 lipca 2011

Wojna. Musieli być przerażeni

Każdy kiedyś był w bunkrze. Każdy kiedyś oglądał zawilgocone betonowe ściany, osmalone świeczkami sufity, czuł smród uryny i pilnował, by nie wdepnąć w pozostawione przez innych "zwiedzających" g...
I każdy kiedyś, wchodząc do takiego bunkra, musiał czuć się nieswojo, nawet jeżeli dysponował mocną latarką (latarkami) a bunkier nie był duży. Coś w tym jest, prawda? Jakiś zupełnie inny świat.

Ale paradoksalnie, o wiele dziwniej poczułem się w bunkrze-muzeum, czystym, zadbanym, oświetlonym, fachowo opisanym, wyposażonym w dziesiątki eksponatów.

wtorek, 19 lipca 2011

Morze. Faszystowskie metody

W jaki sposób Adolf Hitler poradził sobie z Wielkim Kryzysem i wynikającym z niego bezrobociem? Zaproponował rodakom udział w wielkich przedsięwzięciach publicznych - choćby budowie autostrad.

W jaki sposób tatusiowie od Świnoujścia po Kuźnicę radzą sobie z dobrobytem i wynikającą z niego plażową bezczynnością? Oddają się wielkim przedsięwzięciom publicznym, głównie w sferze absolutnie nikomu niepotrzebnej plażowej melioracji.
Oddają się z tak wielkim zaangażowaniem, że zatracają zabawowy aspekt i z irytacją reagują na dzieci próbujące przywrócić tym działaniom pierwotny, niepoważny charakter. "Nie przeszkadzaj, nie wsypuj mi tu piachu, nie właź, no dalej, kop!" - słychać od Świnoujścia po Kuźnicę.

A potem idą do plażowego baru i kupują piwo. Dumni, że stanęli na wysokości zadania i podołali obowiązkowi.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Morze. Północne

Nie, nie Morze Północne. Po prostu morze, na północy. Znaczy - zimne, szare, nieprzyjazne kąpiącym, piękne. Fajne jest właśnie wtedy. Kiedy wieje, pada, jest nieciekawie, a wiatr przewala po niebie fantazyjne kompozycje chmur, zamiast banalnie urokliwego błękitu. Kiedy na plaży jest pusto, kiedy obecni na miejscu myślą, czy nie wracać do domu.



Chociaż woda mogłaby być choć odrobinę cieplejsza...

czwartek, 14 lipca 2011

Proste pytania. Dokąd chciałbym pojechać?

Pan Piotr jest w drodze. Chwilowo akurat w Poznaniu (jest bezdomny, ale jednocześnie twierdzi, że w Poznaniu "ma meldunek").
Dokąd chciałby się wybrać?


poniedziałek, 11 lipca 2011

Efektowny spektakl. Ale o czym?

Festiwal Teatralny Malta (teraz zwany Maltafestivalem) już za nami. Finałowe przedstawienie Hiszpanów z La Fura Dels Baus miało oszołomić masową (a nie elitarną - schowaną w wielu miejscach teatralnego "dziania się" tych kilku dni) publiczność. I oszołomiło. Mnie też, a co. Żałuję tylko, że nie wiem, o czym to było...



czwartek, 7 lipca 2011

18 złotych. Za tyle doprowadzę Cię do szału

Zupełnie przez przypadek wszedłem na stronę renomowanego sklepu zajmującego się wysyłkową sprzedażą różnych części elektronicznych, podzespołów, mierników i podobnych gadżetów - dla mniej lub bardziej wykwalifikowanych majstrów z lutownicami. Oferta sklepu internetowego jest bardzo interesująca. Skupiłem swoją uwagę na zestawie do samodzielnego montażu o nazwie "Irytator".


niedziela, 3 lipca 2011

No tak, trudno. Trudno się przyczepić

Muzyka to jedno. Co najmniej przyzwoita, częściej ciekawa, czasami znakomita (jak w przypadku Nutini'ego), a w jednym przypadku kosmiczna, o jakości i dla innych nieosiągalnej (Prince). W końcu dla muzyki przyjeżdża się na takie imprezy. Była okej.

Ale okej było również sporo innych elementów imprezy.

czwartek, 23 czerwca 2011

Netia wspiera Twój biznes. Update.

Ta historia zaczyna żyć własnym życiem. Oto kolejne jej elementy, czyli uaktualnienie. Czyli elementy poprzednie, uzupełnione o kolejnych kilkadziesiąt punktów.

Wiecie ile mnie to kosztuje zdrowia?

wtorek, 21 czerwca 2011

Cieszę się. Pracą

Kapitalne uczucie - robić coś rozwijającego, poznawać ciekawych ludzi i... dostawać za to pieniądze.

Nagrywałem dziś komentarze laureatów konkursu BZWBK Press Photo. Pliki audio z ich wypowiedziami będą towarzyszyły prezentacji nagrodzonych prac na specjalnej stronie www.

Na uroczystości wręczenia nagród i wernisażu wystawy w Zachęcie pojawili się najlepsi z najlepszych.

Fantastyczne zdjęcia, a przede wszystkim... mądrzy ludzie, szukający sposobu na skuteczne pokazanie prawdy.

Różnią się. Są wśród nich subtelne artystki, fotoreporterki z duszą społecznika, wystylizowani wrażliwcy o dziewczęcej urodzie, intelektualiści w modnych okularach albo niepozorni chudzielcy z marnymi bródkami. Są wielkie byki z dłońmi jak bochny chleba, którym łzy stają w oczach kiedy opowiadają o wydarzeniach które dokumentowali.

A wszyscy MYŚLĄ. Cóż z tego, że niektórzy po swojemu. Ale MYŚLĄ.

czwartek, 16 czerwca 2011

Netia. Kolejny modem, kolejna wizyta, kolejny telefon i... propozycja...

Firma Netia znów zaskoczyła.

Nie, nie zaskoczyła tym, że przysłała już trzeci taki sam router (mimo mojego trzykrotnego zgłaszania uprzejmemu Panu w infolinii, że te routery na innych łączach działają i najwyraźniej problemem jest niekompatybilność sprzętu z łączem), nie zaskoczyła również tym, że znów przysłała tego samego "swojego/dobrego" technika (powoli zaczynam się z nimi zaprzyjaźniać), nie zaskoczyło mnie również to, że "u technika wszystko jest ok", tzn. jego modem na moim łączu synchronizuje się z centralą bez problemu.
Przygotowany byłem również na to, że PROCEDURA nakaże... przysłać mi kolejny router.
(gwoli sprawiedliwości - router INNY niż poprzednie trzy; a więc może, może...)

środa, 15 czerwca 2011

Netia wspiera twój biznes. (ostatni) list zdesperowanego

Przyszedł (chyba) czas stoczyć bitwę z wielkim telekomem. Choć życzliwi znajomi mówią, że to nie ma sensu, że to donkiszoteria, że lepiej po prostu przejść do innego operatora, postanowiłem spróbować.

Będę musiał poprzedni post z "historią choroby" uzupełnić o kilka smacznych relacji (kolejne wizyty serwisowe, kolejne rozmowy z uprzejmymi ale niezałatwiającymi sprawy konsultantami, kolejne odbierania tego samego niedziałającego routera). No i, po sporządzeniu odpowiedniej relacji, zamieścić ją tutaj, skopiować link do FB (prosząc o jak najszersze rozpropagowanie wśród znajomych-znajomych oraz znajomych-znajomych-znajomych), przesłać materiały do prześmiewczych serwisów typu joemonster, oczywiście do mediów tradycyjnych (w końcu mnie tam znają i wiedzą, że jestem spokojnym i normalnym człowiekiem ;)) oraz do instytucji typu UOKiK czy UKE.
Oto co napisałem w wysłanym wczoraj (14.06), po ponad 3 tygodniach kompletnego niedziałania usługi, liście do Netii:

środa, 8 czerwca 2011

Netia wspiera twój biznes... (i uczy cierpliwości)

Netia wspiera twój biznes - to jedno z ostatnich haseł reklamowych tego operatora. Nie wiem, czy jestem adresatem tego hasła, bo biznesu to Netia mi jakoś ostatnio nie wspiera (od trzech tygodni biuro mam praktycznie odcięte od internetu.

Ale na pewno Netia dużo mi daje.

Wrażeń. Przygód. Okazji do treningu osobowości, a nawet - medytacji. Pretekstu do rozważań o czasoprzestrzeni.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Będze mrugało. Na wiejskiej dyskotece?

Pamiętacie rok 2007, pamiętacie sierpień 2007 roku, pamiętacie 21 sierpnia 2007 roku? Pamiętacie relacje telewizyjne, pamiętacie do znudzenia powtarzany filmik z kładącym się w szkwale jachtem w Mikołajkach? Pamiętacie zatrwożone głosy telewizyjnych spikerów, politycznych dyskutantów i specjalistów od ratownictwa?
No jasne, że pamiętacie.

Słynna burza, która spustoszyła wtedy jeziora mazurskie, naprawdę dała się we znaki, zabierając życie dwunastu osobom, raniąc dalszych kilkanaście, uszkadzając setki jachtów (również tych bezpiecznie zacumowanych w portach i przystaniach).

Strat materialnych nie dało się uniknąć - wiatr elegancko łamał maszty, zrywał stalowe liny, darł żagle.
Ale strat ludzkich - owszem, dało się uniknąć. Nadchodzącą burzę było widać co najmniej 30 minut przed uderzeniem wiatru. Więc na zdecydowanej większości mazurskich jezior każdy jacht mógł spokojnie dobić do brzegu, nawet bez silnika. Nie potrzeba superprzygotowania merytorycznego. Jak coś wielkiego i czarnego zasłania pół nieba, to zdrowy rozsądek mówi: "wiać"... Chyba że ktoś nie słucha.

niedziela, 29 maja 2011

Po koncercie. Krótko i trochę nie na temat

Nie, nie będzie o świetnej atmosferze, ogromnej życzliwości publiczności przyjmującej debiutujący band, nie będzie o entuzjastycznych opiniach publiczności niefachowej i o bardzo wielu ciepłych słowach zaprzyjaźnionych muzyków, obecnych tego wieczora w klubie Lizard King. Nie będzie o stresie towarzyszącym pierwszemu występowi tego składu, o świadomości popełnionych błędów, nietrafionych decyzji repertuarowych, nie będzie o dalszych planach artystycznych. Nie będzie nawet o Madzi, Stefanie, Piotrze i Tomku, którzy okazali się fantastycznymi muzycznymi kompanami, muzycznymi i pozamuzycznymi. Nie będzie również o tym, że ten występ nas scementował.

sobota, 21 maja 2011

Komuniści. Barwni, ale nietrafieni...

Najpierw usłyszałem biura rytmiczne bicie w metalowe beczki, potem charakterystyczny hejnał, warkot starych ciężarówek, a potem - okrzyki mężczyzny. Krzyczał: "won", "spie....laj", używał też innych, nie mniej emocjonalnych określeń.
Wyjrzałem przez okna. Ulicą Rynkową wjeżdżały na Stary Rynek przystrojone czerwonymi flagami stare wojskowe ciężarówki, za nimi oklejone plakatami furgonetki, samochody kombi - wszystkie na niemieckich blachach.
Obok, wyraźnie wściekły, dreptał facet w zielonej koszuli i czapce z daszkiem. Pokazywał ludziom w samochodach środkowy palec, pluł... Pomiędzy przekleństwami opowiadał przypadkowym przechodniom, że zna tych....
Poszedłem na Stary Rynek.


------------
To byli komuniści. Przede wszystkim niemieccy komuniści, którzy z okazji "66 rocznicy zrzucenia jarzma faszyzmu hitlerowskiego" udali się w podróż - z Berlina, via Lipsk, Drezno, Pragę, Słubice, Poznań, Bydgoszcz do Gdańska  i z powrotem do Berlina. Wszystko w imię hasła "Walka klasowa zamiast wojny światowej". I to właśnie wzbudziło emocje pana w czapeczce.



wtorek, 17 maja 2011

sobota, 14 maja 2011

Ostatni dzień. Ciałem tu, duchem tam

Jest pięknie. Po wczorajszym przechodzeniu frontu atmosferycznego z deszczem, porywistym wiatrem, jak zwykle męczącą, krótką i stromą falą na Śniardwach, dzisiaj bajeczne niebieskie niebo z cumulusami, równy wiatr i stały kurs - 20 km jednym halsem.

Z jednej strony "wszędzie dobrze ale w domu najlepiej", a z drugiej - w głowie już domowe obowiązki, rodzinna logistyka, analiza kolejnych pozycji w służbowym kalendarzu...

Urlopy powinny być zawsze o jeden dzień dłuższe...

środa, 11 maja 2011

Półczynny. Czyli lepszy

W Giżycku powstała Eko Marina. Oj, duuuuże przedsięwzięcie, w lwiej części sfinansowane ze środków unijnych.
Swoją drogą - port jest gigantyczny, miejsca do cumowania 2 razy większe od przeciętnego jachtu...
Dlaczego? Bo to jest - uwaga - "port pasażerski", a nie "port jachtowy".
Albowiem tylko na hasło PORT PASAŻERSKI Unia otwiera sejf :)))

Tak więc dobiliśmy do gotowej kei w pustym porcie, w błyszczących, pachnących nowością budynkach szukaliśmy kogoś komu moglibyśmy zapłacić.
Pusto, wszystko wymarłe.
Wreszcie miły pan, sadzący krzaki róż w kształt kotwicy oznajmił, że owszem, jak najbardziej cumować, korzystać z wody i toalety, można, ale płacić nie można.

Takie rozwiązanie bardzo mi się podoba.

PS. Niestety, to stan przejściowy. Już wkrótce pojawi się cennik i skończą się dobre czasy.

wtorek, 10 maja 2011

Rywalizacja. Tiga vs. jaskółki.

Tiga to duża firma, która wiele lat temu przejęła zrujnowany były majątek Lehndorfów w Sztynorcie. Tiga zagospodarowała port, rozsądnie oferując żeglarzom kolejne atrakcje, Sztynort stał się więc punktem obowiązkowym rejsów po północnych Mazurach.

Jest tu też niedawno urządzona restauracja, pensjonat, na zmiłowanie polsko-niemieckiej fundacji czeka jeszcze pałac rodu Lehndorfów. Pewnie za 25 lat ta miejscowość będzie perełką...

Pewnie po to, by stał się perełką szybciej, administratorzy Tigi postanowili rozprawić się z jaskółkami, które (od zawsze) budowały swoje gniazda pod okapem zmywalni naczyń i budynku sanitariatów. Owszem, trochę brudziły, ale bez wątpienia są jednym z symboli mazurskiego szlaku...

Jaskółki są twarde. Nie przejmują się rozpiętymi siatkami, siadają na nich albo sprytnie gramolą się po spód.

W tym sezonie zapowiada się pasjonujący pojedynek. Kto kogo?
Będę kibicował. Jaskółkom.

piątek, 6 maja 2011

Jest nazwa, jest koncert. Nazwa prosta, koncert - super

Fascynujące, jak słowo i dźwięki stają się ciałem. Bo POTWORNYCH cierpieniach związanych z wydaniem na świat nazwy naszego zespołu, mamy - de.pl.
Wiem, wypowiedzi są krytyczne, ale my jesteśmy szczęśliwi, że nazwa już jest.
A koncert już 25 maja....


Jeżeli możecie - przyjdźcie!

środa, 4 maja 2011

Wolno strzelać. I być z tego powodu dumnym

Osama Bin Laden nie żyje.
Facet (tak przynajmniej twierdzą wywiady większości cywilizowanych państw) miał na sumieniu tysiące istnień ludzkich - głównie niewinnych ofiar zamachów terrorystycznych. Był więc przestępcą, którego cywilizowany świat powinien powstrzymać i ukarać.
To nie budzi wątpliwości.

Ale czuję się dziwnie. Głównie za sprawą względności prawa i względności, hmmm, zdobyczy cywilizacyjnych. Takimi zdobyczami jest moim zdaniem między innymi trójpodział władzy, ze szczególnym naciskiem na WŁADZĘ SĄDOWNICZĄ. Z tak piękną tradycją, regułami, casusami, procedurami - wykładanymi w najznamienitszych uczelniach świata.

Tutaj tymi tradycjami i regułami chyba nikt specjalnie się nie przejmował.

Obama powiedział - "zastrzelić Osamę". Więc fantastycznie wyszkoleni chłopcy spod gwiaździstego sztandaru wzięli i zastrzelili. Po czym zwiali. Bo strzelali nie na swoim podwórku.

środa, 27 kwietnia 2011

Proste pytania. Czym jest szczęście?

Czasami proste pytanie może skutkować druzgocącą w swojej prawdziwości puentą.


Tak, wiem, takich historii są tysiące. Ale dopiero kiedy jesteśmy blisko, możemy je poczuć...

wtorek, 26 kwietnia 2011

Patriotyzm. Albo Pragmatyzm.

Pomysł dobry. W intencji godnego zaakcentowania istotnego, państwowego święta, rozdać ludziom flagi, niech powieszą w oknach i na balkonach. Na pomysł wpadło Miasto. Straż Miejska ustawiła namiot, pod którym wynajęci młodzi ludzie, a przez pierwsze 45 minut również (wspierający przedsięwzięcie wizerunkowo) Prezydent Miasta, rozdawali biało-czerwone.

sobota, 16 kwietnia 2011

Busking. U nas jakoś nie wychodzi

Wiosna. Jak nic. Alergicy kichają, psychiatrzy sugerują, by powoli odstawiać antydepresanty, ogródki na Starym Rynku zaczynają serwować niedobrą, zbyt drogą kawę (serwuje pierwsza zmiana kelnerów; do końca sezonu załoga zmieni się sześciokrotnie), panie zakładają spódniczki, a panowie taksują je wzrokiem zza stolików zastawionych piwem skutecznie podtrzymującym zimowe warstwy zbędnych tkanek.

Lubię wiosnę. Bardzo. Przede wszystkim dlatego, że nie jest ani zimą, ani tym bardziej jesienią. Jest cieplej, jaśniej, przyjemniej. W powietrzu czuć miłość i... słychać muzykę. O ile to pierwsze zazwyczaj bywa konsumowane, to z drugim jest słabo.

Nie potrafimy cieszyć się muzyką. Darowaną muzyką.

piątek, 15 kwietnia 2011

Robert Plant. Pięknie wyje, ale szumi



Prestiżowy Rolling Stone (dla niezorientowanych - jeden z najbardziej znanych magazynów muzycznych na świecie) przedstawia dziesiątkę najlepszych wokalistów rockowych wszechczasów. Dziesiątka jak dziesiątka, wybór obarczony oczywiście stereotypowym gustem statystycznej większości. No ale jest.
I od razu mówię - na pierwszym miejscu znalazł się Robert Plant.



wtorek, 12 kwietnia 2011

Jak wyprodukować piękny korek. O wyobraźni

Przyjechali rano. Oglądali, debatowali, mierzyli patrzyli.
Na zabudowaną prowizorycznie kilka tygodni temu studzienkę ściekową.
Z furgonetki wyciągnęli spory zestaw barierek, słupków, znaków. Starannie obstawili pole bitwy, zamknęli jeden pas ruchu oznaczahąc profesjonalnie (prawie jak Niemiec na autobahnie) i... pojechali.


Była 9 rano. Teraz jest 16:30.
Pole bitwy puste.

Cóż, może zapomnieli, że coś mieli robić.
A może chodziło o wygenerowanie fajnego korka?

Odnieśli sukces.
----------------------

Około godziny 18-19, kiedy korek na Mostowej ostatecznie się rozładował, panowie w pomarańczowych kamizelkach przybyli ponownie.
Co zrobili?
Przestawili barierki tak, że nie zajmują one teraz całej szerokości jednego pasa, a jedynie 1/3, czyli samochody mogą jeździć jednym i drugim pasem...

I pojechali... :))
-----------------------

Przyjechali znowu w nocy. Musieli to zrobić w nocy, bo rano pole bitwy wyglądało już zupełnie inaczej. To znaczy - w ogóle nie wyglądało.
Słupki i barierki usunęli do zatoczki parkingowej, całkowicie zwalniając jezdnię.
Ale znak zapowiadający roboty drogowe, ustawiony na chodniku kilkanaście metrów wcześniej, pozostawili.
Ciekawe, co dalej.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Radio Merkury. Apacze i blade twarze (strasznie długie)



Niektórzy byli zdrowo zaczerwienieni na zadowolonych buziach, inni - lekko bladzi. Wszyscy z nadzieją na zwycięstwo, niektórzy gotowi iść po trupach (a tym trupom zerwać skalpy) - chociaż ubrani nie tylko w garnitury, ale również w życzliwe uśmiechy i odpowiednie maniery.


Rada Nadzorcza Radia Merkury przesłuchała dzisiaj ośmiu kandydatów na stanowisko prezesa/redaktora naczelnego i członka zarządu. Byli to: Ryszard Ćwirlej, Bogusław Kiernicki, Wojciech Konieczny, Wiesława Kubaczewska, Andrzej Ogórkiewicz, ja we własnej osobie, Krzysztof Ratajczak i Mariusz Szymyślik.
Sławek Jaworski (był w finałowej 9) akurat wyjechał na targi sprzętu nadawczego do USA i Rada nie zgodziła się przesłuchać go telekonferencyjnie. Trudno...

W każdym razie stawka (tak twierdzą obserwatorzy) - wyrównana.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Flagi. Rok temu było inaczej

Przed rokiem, w sobotę, pierwsze flagi pojawiły się na balkonach i w oknach zaledwie kilkadziesiąt minut po informacji o Katastrofie. Przybywało ich z godziny na godzinę, w pobliskiej pasmanterii zabrakło czarnej wstążki. Wieczorem flag było już pełno. Bez apeli wojewody, prezydenta miasta, polityków.

Dzisiaj, w rocznicę, na tym samym odcinku ulicy nie ma ani jednej flagi.

Niezłe badanie opinii publicznej. Niewielka próba, a spektakularny wynik.
Tylko niestety interpretacje faktu będzie skrajnie odmienne, w zależności od interpretatora...

sobota, 9 kwietnia 2011

Owłosiony tyłek. Czyli jestem do tyłu

Sobotnie południe, centrum miasta.

Z zaparkowanego Audi coupe (srebrno-szare, wymuskane, czyściutkie) wysiada postawny 40-latek.
Z wystudiowanym lekceważeniem uruchamia pilotem alarm, przechodzi na drugą stronę ulicy.

Półdługie, rozrzucone w zamożnym nieładzie ciemne włosy.
Droga krótka skórzana kurteczka.
Kosztowne buty.
Markowe dżinsowe spodnie wiszą na biodrach ukazując gumę białej bielizny z bardzo wyraźnym nadrukiem Calvin Klein.
Bielizna też zjechała w dół ukazując mocno owłosione pośladki i początek charakterystycznej, dzielącej je pionowej kreski.

Zdecydowanie jestem do tyłu, jeżeli chodzi o modę męską.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Nigeryjka w Paryżu. Asa - fajna muzyka.

Wszystkim znajomym, koleżankom, przyjaciółkom, miłościom mojego życia - dedykuję. Płyta "Beautiful Imperfection" wokalistki znanej jako Asa (prawdziwe nazwisko Bukola Elemide) to spora dawka świeżej, znakomicie zaaranżowanej i wykonanej, szalenie sympatycznej muzyki pop. Dziewczyny - pewnie zdążyłem Was wystarczająco nawkurzać, ale po tę płytę powinnyście sięgnąć. Bo obiektywnie polecam.


poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Pliki zamiast krążków. Przejście na drugą stronę.

Jeszcze jesienią nie mogłem sobie wyobrazić jak to jest - kupować muzykę w plikach, a nie na płytach. Po ostatnich autoobietnicach kupowaniu płyt nadałem walor regularności i systematyczności. Tak było do wczoraj. Dużo się zmieniło. Spoglądam na półkę z płytami, i już z nieco innej perspektywy, zastanawiam się - tak chyba musiało się stać.

czwartek, 31 marca 2011

Wydłużą mi w nieskończoność? TYLKO dla dorosłych.

Jestem pod wrażeniem. Pod wrażeniem dlatego, że po raz pierwszy ktoś (pisząc na moją prywatną skrzynkę e-mail) zaproponował mi wydłużenie typowo męskiej części mojego organizmu, czyniąc to w języku polskim. Pan Karol Szymański bardzo sugestywnie przekonuje mnie, że po zastosowaniu cudownego środka, moje życie (zresztą nie tylko moje, hehe [rechot]) zmieni się na lepsze.

Owszem, wielokrotnie docierały do mnie anglojęzyczne anonse rozpoczynające się od słów "enlarge your p...", ale zawsze, z czystego lenistwa, nie chciało mi się - tłumacząc na nasze - wgłębiać w treść.

Ale skoro tym razem do sprawy przyłożył się rzetelnie polski copywriter i bardzo elegancko skierował propozycję specjalnie do mnie, poczułem się w obowiązku zapoznać się z nią gruntownie.

środa, 30 marca 2011

Przyszszszszszła wiosna. Trzeba ćwiczyć. Blup!*

 jak już się ćwiczy, to trzeba dbać o stracony podczas treningu budulec, tkanki różnego rodzaju i inne niezbędne składniki. Jak ten pan.


Zatem - smacznego.

*chciałem jakimś wyrazem dźwiękonaśladowczym oddać charakter odgłosu wsysanego, pokrytego mazią a la bolognese, spaghetti.

czwartek, 24 marca 2011

Kawa czy herbata? O gastronomii pod chmurką

Pisałem już o wielkich remontach kanalizacyjnych, które nasi dzielni aquanetowcy robią na koszt firmy budowlanej, która płynnym betonem zapaskudziła sporą część sieci na Starym Mieście
Dobrych kilka tygodni kopali, przetykali, wymieniali rury na zachodniej pierzei Rynku, teraz zabrali się za pierzeję północną. A rozmach jeszcze większy.

Okazało się przy okazji, że można pogodzić pożyteczne (konieczność zapewnienia odpowiednich warunków socjalnych dla robotników na budowie) z przyjemnym (oryginalna, a przede wszystkim - gwarantująca minimalny spadek temperatury serwowanych napojów, metoda przygotowywania kawy/herbaty NA MIEJSCU).

Poznań KNOW HOW.




niedziela, 20 marca 2011

Jego Eminencja Prezydent Republiki Francuskiej, Pan Nicolas Sarkozy. Uprzejmie donoszę, że Pana Żona jest naga.

Wielce Szanowny Panie Prezydencie,

Pozwalam sobie skreślić do Pana tych kilka słów, mimo dzielących nas różnic narodowościowych, różnego statusu społecznego, charakteru pełnionej funkcji i wieku. Pozwalam sobie, mam bowiem obawy, że Pańscy współpracownicy, podwładni, bardzo liczna francuska śmietanka towarzyska a nawet mniej przychylna Panu sceptyczna część obywateli Pańskiego Kraju, ukrywa przed Panem bardzo bolesną prawdę.

Sprawa dotyczy Pańskiej Żony, wciąż funkcjonującej w przestrzeni publicznej pod nazwiskiem Carla Bruni. Fakt, że Pańska Małżonka z pochodzenia jest Włoszką nie ma większego znaczenia (wszak również Pan jest doskonałym dowodem na to, że hmmmm... wyselekcjonowani* imigranci mogą tylko wzbogacać społeczeństwo Republiki). Podobnie istotna różnica wieku między Panem i Pana Małżonką, różnica wzrostu i (pardon!) urody - w tej akurat sytuacji nie mogą mieć znaczenia.

środa, 16 marca 2011

AeroDesign. Zabawa w budowę maszyny do zabijania

"Drużyna Politechniki Poznańskiej po raz kolejny wybiera się na zawody z serii AeroDesign. Przypomnijmy, że zadaniem studentów uczelni technicznych z całego świata jest zbudowanie bezzałogowego samolotu, który podczas turnieju podniesie największy ciężar..." - taka notatka znalazła się na Facebookowym profilu Poznania.
Super. Bardzo się cieszymy. Przecież nie od dzisiaj wiemy, że polscy konstruktorzy i polscy lotnicy cieszą się w świecie zasłużoną renomą. I nie ulega wątpliwości, że polskim studentom należy się kontakt ze światową czołówką.
Ale zagłębienie się w istotę tego konkursu skłania do refleksji...

poniedziałek, 14 marca 2011

Radio Merkury. 2 z 12

Właściwie odpowiednie stanowisko powinni przyznawać za samo skompletowanie dokumentów, zaświadczeń, oświadczeń i specyfikacji. A niby to taki mały konkursik na niezbyt znaczące stanowisko w prowincjonalnej spółce z malejącym budżetem ;))))*

Dzisiaj upłynął termin składania dokumentów. Sprężyliśmy się wszyscy. Całe dwanaście osób - jedna pani i jedenastu facetów. Godne towarzystwo. Nie ma kosmitów, nie ma ludzików nie wiadomo skąd.

Jedna z tych osób zostanie Prezesem, jedna Członkiem zarządu.

sobota, 12 marca 2011

Victoria Beckham. Skrywa tajemnicę?

Nie, nie fascynuje mnie to. Nie interesuje mnie specjalnie (a nawet niespecjalnie) jej życie. Nie potrafię powiązać któregoś z zapamiętanych odruchowo radiowych hitów z tytułem jakiejkolwiek piosenki firmowanej nazwą jej girls-bandu. Nie wiem nawet, grą w jakiej drużynie wsławił się jej przesławny mąż-piłkarz.

Ciekawi mnie jedynie, dlaczego jedna z najbardziej znanych na świecie celebrytek, ikona stylu obecna na okładkach kolorowych magazynów na całym świecie, ideał milionów dziewcząt i obiekt mokrych westchnień chłopców, postępuje wbrew światowemu celebryckiemu/gwiazdorskiemu standardowi.

poniedziałek, 7 marca 2011

Złota Rączka. Czyli do czego służy mąż

W sumie reklama nie jest głupia. Podobnie jak jeszcze nie tak dawno Bank BZWBK kusił w ofercie "konta na obcasach" specjalną pomocą świadczoną posiadaczkom rachunku w przypadku domowych awarii (pomoc miała polegać na znalezieniu odpowiedniego elektryka, hydraulika, czy innego fachury), podobnie jak od pewnego czasu fajnie reklamuje się poznański "szybki ślusarz", tak teraz w onetowskich skrzynkach pań mieszkających w Poznaniu wylądował mailing z tytułem "Mąż do wynajęcia pomoże każdej Poznaniance". Logiczne.
Wierzę, że dla wielu mieszkających samotnie kobiet drobne prace domowe mogą być istotnym utrapieniem.

niedziela, 6 marca 2011

TP czyli Telekomunikacja Polska. Tym razem chwalę

Wziął i zepsuł się internet. Dostarczony przez Telekomunikację Polską.
Rano miałem nadzieję, że to "coś na centrali" i samo się naprawi, w południe zacząłem wątpić, po południu wiedziałem już, że będzie trzeba skorzystać z pomocy technicznej, ale odwlekałem sprawę.
W końcu zdecydowałem się zadzwonić na infolinię późnym wieczorem.
Prawie nie czekałem na połączenie.
Rozmowa z pracownikiem help-desk trwała 25 minut.
Był bardzo uprzejmy, cierpliwy i kompetentny. Przetestował co trzeba, poprosił o przedyktowanie ustawień routera, w końcu sms-owo przesłał nowe hasło dla konta, a po ostatecznym naprawieniu usterki (okazało się, że to u mnie w domu Młody coś pogrzebał) zapytał czym jeszcze może służyć...

Niczym.
Bardzo Panu dziękuję. Chciałbym, żeby tak było zawsze. Poczułem się normalnie...

sobota, 5 marca 2011

Debiutujący Artyści. Bez szans w starciu z fonograficzną machiną

Będzie o artystach. Młodych artystach, muzykach z branży muzyki niepoważnej, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę. Mają talent, tworzą fajne piosenki, podobają się na koncertach, zamierzają wypłynąć na szerokie wody. A jednak - możemy im tylko współczuć, bo w starciu z branżą fonograficzną przegrywają sromotnie.


Wpadł mi w ręce wzór umowy, jaki pewna (znana) firma fonograficzna podsuwa właśnie takim młodym zespołom. Zgroza. Już nawet nie dla profesjonalnego prawnika, ale dla w miarę lotnego człowieka dysponującego zdrowym rozsądkiem - koszmar.


niedziela, 27 lutego 2011

Quincy Jones. Opowieść o muzyce

Jest kilku współczesnych producentów muzycznych. Stanowią elitarne grono "dyrektorów brzmienia". To oni decydują o trendach w szeroko rozumianej muzyce pop. To oni wprowadzają do powszechnego użycia (choć niekoniecznie je wymyślają) nowe brzmienia, nowe faktury rytmiczne, nowe narzędzia. To o współpracę właśnie z nimi zabiegają największe gwiazdy, pokornie stając w kolejce po odrobinę wolnego czasu Mistrza. I należy traktować to jako zupełnie logiczną inwestycję, bowiem wszystko, za co bierze się taki modny producent, staje się wielkim sukcesem. Przeciętny słuchacz zwykle nie dostrzega decydującej roli producenta skupiając się na nazwisku i postaci gwiazdy. Ale branża doskonale wie - kto jest NAJWAŻNIEJSZY.
Quincy Jones nie jest już tak modny jak choćby Timbaland czy will.i.am, ale ma nad wszystkimi współczesnymi kolegami po fachu jedną przewagę - jest na topie od kilkudziesięciu lat. 

piątek, 25 lutego 2011

Dzień kobiet. Byłem w błędzie

Byłem w błędzie myśląc, że Dzień Kobiet polega na tym, że mężczyźni usiłują (najczęściej z opłakanym skutkiem) sprawić jakąś przyjemność kobietom.

Jest odwrotnie, teraz już wiem. To kobiety mają Tego Dnia utwierdzać się w przekonaniu, że ich rolą jest sprawianie przyjemności mężczyznom.



--------
Cholera, nie wiem, może to ja źle interpretuję. Może dziewczynom to faktycznie sprawia przyjemność. Może faktycznie obmacywanie striptizera (albo i coś więcej...) podczas "wieczorów panieńskich" czy podobnych imprez jest atrakcją?

W każdym razie - jako facet - nie rozumiem.

środa, 23 lutego 2011

Radio Merkury. Nie muszę, ale chcę*

Zdecydowałem się.
Z tą firmą jestem związany od blisko 20 lat. Najpierw jako młodociany praktykant pod okiem Grażyny Wrońskiej i Jacka Biniaka (szacun!), potem przez 16 lat na różnych stanowiskach reporterskich, wydawcy, po kierownika redakcji internetowej, wreszcie (pod odejściu "na swoje") w charakterze współpracownika koordynującego dla Radia Merkury projekt NetRadia (cyfrowe "radio na żądanie").
Mam pomysł na nowe Radio Merkury. Znam ludzi, którzy tworzą ten bardzo wartościowy zespół, wiem na co ich stać. Dałem się ponieść idei. Chcę aplikować na stanowiska prezesa zarządu spółki.

wtorek, 22 lutego 2011

Diddy Dirty Money. Tak się będzie grało, tańczyło i śpiewało

Sean Combs aka Puff Daddy aka Diddy postanowił pokazać światu, jak będzie w najbliższych latach brzmiała muzyka taneczna. Nie jestem wielkim (a nawet małym) miłośnikiem tego gatunku, ale:
- przesłuchałem raz - pozytywnie się zdziwiłem,
- uważnie przesłuchałem drugi raz - zaskoczyły mnie muzyczne oryginalności ukryte w energetycznym materiale,
- bardzo uważnie przesłuchałem trzeci raz - zrozumiałem, to brzmienie dla Starego Kontynentu jest nieosiągalne.
Kupili mnie.

niedziela, 20 lutego 2011

Się zawiodłem. A miało być tak pięknie

Do miasta miał zjechać Znany Zespół, promując swoją najnowszą (bardzo dobrą) płytę.
Jako wierny, od 20 lat, fan tegoż (mam [niemal] wszystkie płyty) Zespołu pobiegłem po bilety.
Nabyłem, a to był ostatni moment, bo potem zabrakło.
Odliczałem dni do koncertu znanego Zespołu.
W dniu koncertu znanego Zespołu już od rana wspominałem sobie, jaki to świetny był poprzedni występ, w tej samej piwnicy koncertowej.
Wieczorem, pozostawiając dzieci pod opieką niezawodnej Pani Asi, wraz z Małżonką udałem się do piwnicy koncertowej z odpowiednim wyprzedzeniem, żeby nie uronić choć jednej nutki ze wspaniałego recitalu.

A godzinę później żałowałem, że w ogóle wychodziłem z domu.

czwartek, 17 lutego 2011

Gargamel i kanaliza. (nie) Zapłacą jak za zboże

O tym, że w Poznaniu jest budowany cudowny w swoim kołobrzeskim* projekcie ZAMEK (na Wzgórzu Przemysła) chyba wszyscy wiedzą. Wiedzą też o tym, że cała wizja jest dość głośno oprotestowywana przez oddolny ruch (między innymi na Facebooku), a jednocześnie skutecznie wdrażana przez Komitet z Byłym Wojewodą/Turystą na czele. No i wiedzą o tym, że dzielni budowlańcy, wzmacniając skarpę na której ma stanąć ZAMEK, wstrzykując w ziemię beton, przy okazji wstrzyknęli sporo tego towaru do sieci kanalizacyjnej.
Sieć się wzięła i zatkała, wywołując oburzenie speców od kanalizacji.

Skoro oburzenie, to i odzew. Prowadzący prace na Wzgórzu zapewnili, że skoro zatkało się "ich" betonem, to oni pokryją koszty odetkania... Trudno.

wtorek, 15 lutego 2011

Manager poszukiwany. Dla gotowego poety i kompozytora

Słuchajcie, jest tak:

Jest sobie facet. Pisze teksty piosenek (b.dobre), komponuje muzykę (b.dobrą), gra na gitarze (fajnie), ma towarzyszący zespół (kompetentny), wydał własnym sumptem płytę (interesującą).

Jego muzyka chyba najbardziej kojarzy się z RazDwaTrzy, trochę z VOO VOO, trochę z Janerką...

W każdym razie jest fajna.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Ania Dąbrowska. Do Sheratona. Na dansing

Wspaniała płyta. Subtelne brzmienie, staranna instrumentacja, piękny, klasyczny materiał (słynne piosenki z nie mniej słynnych filmów), ręka Midasa polskiej muzyki ambipop (mój neologizm - "ambitny pop") - producenta Bogdana Kondrackiego, wysmakowane zdjęcie na okładce, kompetentny personel, świetna promocja.


piątek, 11 lutego 2011

XXX. Pornograficzne skojarzenia (są nieuzasadnione)

Nie chciało mi się sprawdzać co autor miał na myśli tytułując płytę właśnie tak. Czy nie miał pomysłu, czy chciał podkreślić, że to pieśni są najważniejsze, że zbiór kompozycji legendarnego zespołu nie potrzebuje dodatkowego wsparcia w postaci zręcznego hasła marketingowego? A może to świadome mrugnięcie okiem starszych panów odwołujących się do trzech iksów nader często stosowanych przy opisywaniu dość specyficznej twórczości para-filmowej (chyba przede wszystkim - fizjologicznej)? Nieeee... takie rozważania są bez sensu.

piątek, 4 lutego 2011

Robert Kordylewski. Miszcz


Fajne są takie chwile, kiedy zupełnie przez przypadek trafia się na siedzącą sobie cicho w kąciku Gwiazdę. No dobra, na koncert Roberta Kordylewskiego poszedłem nie przez przypadek. Ten poznański gitarzysta grał (i chyba nadal gra) co prawda w różnych składach, ale od pewnego czasu skupił się na doskonaleniu wirtuozerskiej techniki gitarowej fingerstyle, jednocześnie pisze książki instruktażowe, udziela lekcji, uczy.

I w Charyzmie wystąpił właśnie ze swoim Robert Kordylewski Fingerstyle Blues Trio - z Leszkiem Paechem (harmonijka) i Andrzejem Kubiakiem (werbel). Kto powiedział, że potrzeba więcej?


czwartek, 3 lutego 2011

Problem. Ukradli mi gitarę

Podróżowałem. Gdzieś po Polsce. Trochę autobusem, trochę autostopem, trochę pieszo. W końcu, po wielu perypetiach, znalazłem się na statku. Śródlądowym.
Płynął, z bardzo szemraną, międzynarodową załogą po rzece, zabrałem się z nimi. Początkowo miałem płynąć tylko chwilę - do najbliższego mostu i najbliższej drogi. Ale wyszło tak, że popłynąłem dalej. Mijaliśmy Warszawę, z wody wyglądającą jak Budapeszt, Berlin, Paryż i Rzym razem wzięte.

niedziela, 30 stycznia 2011

Wiejska asymilacja. Potrzeba czy konieczność?

Byłem na urodzinach przyjaciela. To były okrągłe urodziny i całkiem miła impreza na której pojawili się członkowie rodziny, przyjaciele i znajomi, sąsiedzi i... sołtys. Pojawili się w lokalnej remizie Ochotniczych Straży Pożarnych.

piątek, 28 stycznia 2011

Walkman. Nostalgia i hołd

Ajpody, odtwarzacze empetrzy wielkości paznokcia, drogie komórki ze słuchawkami, szpanerskie ajfony, pendrajwy wkładane do portu w samochodowym radyjku, setki albumów, tysiące utworów na dysku netbooka... A ja wyciągam z szuflady umęczonego, odrapanego, miejscami nadłamanego, ale wciąż sprawnego - Walkmana. Prawdziwego, Sony, z MegaBassem i Dolby NR.

czwartek, 27 stycznia 2011

Grochówka. Jak rechot zamienia się w refleksję

Najpierw uciecha. "O, będzie kolejne fajne zdjęcie, wrzucę na FB albo/i do bloga, kilkoro znajomych się pośmieje". Ktoś ponarzeka (pytając "gdzie są służby miejskie?") na widoczny na zdjęciu reklamowy bałagan, brak gustu i "inne" poczucie estetyki. Kto inny - wydrwi naiwność przedsiębiorcy, który liczy na to, że firmy - miast porządnych cateringowych dań obiadowych - będą u niego kupować dla pracowników bigos i grochówę z kotła. Robimy więc zdjęcie reklamowego chaosu z naiwną zachętą, a potem - z czystej ciekawości zaglądamy na stronę internetową www.grochowka.com. I nagle przestajemy rechotać.

wtorek, 25 stycznia 2011

Raz Dwa Trzy. Na szczęście orkiestra... nie zaszkodziła.

Powiem od razu - wszelkie muzyczne projekty, które w nazwie mają przymiotnik "symfonicznie" wzbudzają moją nieufność, graniczącą z niechęcią. Podobnie jak artyści, zapraszający na kolejną swoją płytę (typu "the best of") na przykład sekcję detą, kwartet smyczkowy czy chór. (Nawiasem mówiąc, ryzykowne są również inicjatywy typu "unplugged" - tak samo grożą wysłaniem do getta zamieszkałego wyłącznie przez fanów artysty X, liczących na nową wersję znanego na pamięć, co do nuty, utworu).

Zazwyczaj symfoniczne (z kwartetem smyczkowym albo sekcją dętą) wersje są próbą odświeżenia sprawdzonych przebojów - dodajmy - z nadzieją na sprzedaż znaczącej ilości egzemplarzy płyty.

Bałem się, że w przypadku Raz Dwa Trzy będzie podobnie. Że to tylko - tłumaczone jubileuszem dwudziestolecia - odcinanie kuponów od, skądinąd bardzo wartościowego, dorobku.

niedziela, 23 stycznia 2011

Paula & Karol. Zamiast prochów

Jak tu napisać, żeby nie popaść w kolejny zachwyt? Jak napisać, żeby zbyt łatwo nie pochwalić za fajne, naturalne brzmienie i urocze melodie? Jak napisać, nie powtarzając, że Paula & Karol są najbardziej uśmiechniętym i pozytywnym zespołem między Odrą i Bugiem, a kto wie czy nawet nie w Europie? Jak napisać, że powinni być ordynowani przez lekarzy psychiatrów zamiast "inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny" (dla niezorientowanych - prochów na depresję)?

To bardzo trudne.

sobota, 22 stycznia 2011

Vysoco. Miła muzyka, mili ludzie, miły koncert. Ale to za mało


Piątkowy wieczór. Zwieńczenie tygodnia. Można zwieńczać na dyskotece podrywając chichoczące nastolatki w świecących spodniach, można wlewać w siebie kolejne kufle coraz "słabszego" (wraz z przybywaniem promili) piwa, można też paść na kanapę przed telewizorem albo po prostu iść spać. Ale można wybrać wariant pośredni. Tym wariantem był koncert Vysoco - akustycznego, gitarowo-wokalnego tria, z Poznania - a jakże.