niedziela, 30 listopada 2014

Grobelny. Przegrana zadartego nosa

Nie. Ryszard Grobelny nie przegrał wyborów dlatego, że mieszkańcy miasta wk...ili się na PEKĘ, nie dlatego, że denerwuje ich przedłużający się remont Kaponiery. Mieszkańcy w swojej masie mają w głębokim poważaniu fakt odwołania spektaklu Golgota Picnic czy koncertu Behemotha, mieszkańcy nawet nie zwracają uwagi na ukłony RG w stronę hierarchii kościelnej. O nagłaśnianym przez Gazetę Wyborczą konflikcie z dyrektorką Teatru Ósmego Dnia nawet nie słyszeli. A stadion im się podoba.

Poznaniacy powiedzieli NIE dotychczasowemu prezydentowi, bo pomylił role. Zamiast czuć się pracownikiem zatrudnionym przez mieszkańców miasta, poczuł się królem. Wszechwiedzącym władcą. To go zgubiło.

Nie ma cudów. Żaden introwertyk, choćby nie wiem jak kompetentny i precyzyjny oraz politycznie sprawny, nie wygra na dłuższą metę ze szczerym ekstrawertykiem - cholerykiem. A jeżeli do technokratycznych standardów zarządzania dochodzi jeszcze swoiste poczucie pewności siebie, nacechowane lekceważeniem tych, którzy "wiedzą mniej", "mniej potrafią" i "nie mają takiego-jak-ja doświadczenia", przegrana w walce o fotel prezydenta jest kwestią czasu.

środa, 26 listopada 2014

W szalupie. Przypowieść polityczna*

Sztorm.
Płynie szalupa, w której siedzą przelęknieni, a jednocześnie potwornie zmęczeni wiosłowaniem przez fale ludzie.
Kilku z nich jest powiedziało wcześniej pozostałym, że zna sposób na ratunek. Uwierzono im.
Pierwszy z wybranych mówi "płyńmy w tamtym kierunku, tam jest bezpieczny brzeg", drugi mówi "nie, płyńmy w przeciwną stronę, to tam jest port".
A trzeci nie wskazuje kierunku. Mówi, że dwaj pozostali oszukują rozbitków i... zaczyna kołysać łodzią. Liczy na to, że ci, którzy boją się takiego nerwowego huśtania, sami wysiądą. Albo będą go błagać o to żeby przestał huśtać.
Wtedy pozostanie jedynym wybranym.  


* Polityki z założenia nie komentuję. Ale teraz po prostu, bardziej niż kiedykolwiek, poczułem się wiosłującym pasażerem szalupy.

wtorek, 4 listopada 2014

Czwarta władza. Skuteczna, w przeciwieństwie do trzech pozostałych

To bardzo istotna informacja. Dawny potentat finansowy i senator, doskonale znany w latach 90. większości Polaków, został zatrzymany. Prokuratura podejrzewa, że mógł mieć związek z zaginięciem (w domyśle - śmiercią) poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Ziętara zajmował się między innymi opisywaniem afer gospodarczych, jedna z hipotez prowadzących śledztwo zakłada, że ktoś postanowił go "uciszyć".

Czy Aleksander G. faktycznie ma coś na sumieniu - oceni sąd. W każdym razie, w porównaniu do poprzednich "zwrotów akcji", tym razem wygląda to wyjątkowo poważnie...

Chciałbym jednak zwrócić już teraz na wielki sukces czwartej władzy. W tym akurat przypadku reprezentowanej przez jednego człowieka - Krzysztofa Kaźmierczaka, wieloletniego dziennikarza najpierw Gazety Poznańskiej, a później Głosu Wielkopolskiego. To właśnie dzięki niemu ta dawna sprawa (od zaginięcia Jarka minęły 22 lata!) nie pokryła się kurzem na najdalszej półce prokuratorskiego archiwum.

wtorek, 14 października 2014

Polecam na podróż, w promocji... doskonałą Karolinę

Powiem od razu - cover "Hera, koka, hasz, LSD" traktuję jako środek uświęcony celem. Czyli coś, co pozwoliło Karolinie Czarneckiej przebić się do masowej świadomości, nagrać płytę i pokazać ją światu.
Dawno nie słuchałem tak dobrego materiału tak młodego artysty. Materiału o wiele lepszego niż kabaretowa piosnka o narkotykach robiąca furorę w Sieci.

wtorek, 30 września 2014

Rozdał obrazy, bo... chciał. Sztuka marketingu - marketing w sztuce, poziom master

- Cenimy współczesną sztukę? Być może.
- Szanujemy artystów, którzy poświęcają wiele lat nauki by dojść do... zawodowej niepewności? Raczej ich nie rozumiemy, pewnie trochę współczujemy.
- Jesteśmy gotowi płacić za obraz, grafikę, rysunek, rzeźbę? Niekoniecznie. Najpierw chleb, potem ser i wędlina, telewizor, samochód, mieszkanie, wakacje w Egipcie, a dopiero gdzieś dalej - sztuka na ścianę.

 Ventzislav Piriankov i jego żona Kasia zrobili coś szalonego. Z galerii-pracowni pozbyli się za jednym zamachem 146 (!) prac. Po prostu je... rozdali. 

Szok, skandal, desperacja (tak pisałyby tabloidy)?
A może po prostu świetny zabieg dowodzący wielkiej wyobraźni i umiejętności przewidywania?

Jeżeli chodzi o marketing i PR w sztuce - manewr na medal...


poniedziałek, 22 września 2014

Taniutki homofobizm, taniutki antyhomofobizm. Za jednego lajka

Marek Jakubiak, właściciel browaru Ciechan, powiedział coś bardzo głupiego, biznesowo totalnie nierozsądnego. Można zrozumieć, że ma poglądy politycznie niepoprawne, że irytuje go ewolucja opinii publicznej życzliwej już gejom, że dał się sprowokować bokserowi Michalczewskiemu demonstrującemu poparcie dla homoseksualistów, ale słowa o "ssaniu fujarki u mamy posiadającej fujarkę zamiast piersi" paść nie powinny.

O ile nie była to świadoma prowokacja albo czyste wyrachowanie obliczone na zdobycie prawicowych i konserwatywnych sympatyków na trudnym rynku  małych browarów, to możemy... zazdrościć odwagi. Bo facet artykułując swoje poglądy położył na szalę swój biznes. A przecież we współcześnie to rzadka cecha - być szczerym, bez oglądania się na wizerunkowe konsekwencje (spójrzcie na polityków!).

Ale zostawmy p. Jakubiaka. O wiele ciekawsze jest obserwowanie spontanicznych internetowych akcji "karania" Pierwszego Homofoba Rzeczypospolitej. Profile facebookowe typu "od dzisiaj nie kupuję piwa Ciechan" albo "jako znana knajpa rezygnujemy z podawania klientom Ciechana" pęcznieją, zdobywając z godziny na godzinę coraz więcej lajków. Może to odrobinę przypominać obśmiane akcje zbierania lajków dla głodujących dzieci w Afryce.


czwartek, 18 września 2014

Co najmniej 770 złotych. (Zbyt) kosztowna randka z (dawnymi) idolami

Myślę, że ustalając ceny biletów na wspólne koncerty Stinga i Paula Simona, organizator liczył na dobrze ustawionych 40-latków. Wiadomo, to pokolenie cieszy się pewną swobodą finansową i może sobie pozwolić na nietani bilet na wyjątkowy koncert.

Problem w tym, że przeliczył się, przynajmniej w moim przypadku. Mam nieco ponad 40 lat, swego czasu zarówno Stinga jak i Paula Simona wręcz uwielbiałem (mam ich wszystkie solowe płyty i większość nagranych z Police lub w duecie Simon&Garfunkel). Ale nie zapłacę blisko 800 złotych za możliwość posłuchania mieszanki przebojów, wykonanych na scenie przez dwóch panów. Najwyraźniej nie jestem dobrze ustawiony wg kryteriów organizatora i nie dysponuję wystarczającą swobodą finansową :).


środa, 17 września 2014

Wojna wygrywa z seksem. Intuicja spamerów lepsza od badań

Co we wrześniu 2014 wzbudza najwięcej emocji, co najbardziej przyciąga uwagę polskich internautów? Nie trzeba robić skomplikowanych badań, błagać w Sieci o wypełnienie nudnych ankiet i mozolnie je analizować.

Wystarczy przyjrzeć się działaniom internetowych rozbójników, wysyłających niechciany spam albo wirusy - ukryte w postach udających sensacyjne wiadomości.


Jeżeli korzystasz z Facebooka - doskonale znasz ten mechanizm: przyciągające uwagę zdjęcie, "prasowy" tytuł i lead zręcznie naśladujący ton doniesień medialnych.

Przez ostatnie miesiące spamero-wirusiarze wabili swoje ofiary na newsy o nieprzyzwoicie zachowujących się seksownych licealistkach, nauczycielu, który uwiódł uczennicę... Wiadomo, seks sprzedaje. Sprzedawał i... przegrał.


środa, 10 września 2014

Nie boję się psipająków. Boję się inwazji Wardęgów

Sylwester Wardęga to JUTUBER. Jeden z najsłynniejszych polskich JUTUBERÓW. A właściwie najsłynniejszy, bo dzięki międzynarodowej promocji na YouTube zyskał światową sławę.

Wardęga zrealizował film video, w którym pies przebrany za wielkiego pająka straszy w nocy przypadkowych przechodniów. Produkcja wpisuje się w bardzo popularny nurt internetowych, jutubowych wygłupów, za których sprawą młoda publiczność coraz częściej rezygnuje z tradycyjnej telewizji. Internet im wystarcza.

Żart jak żart. Nie śmieszy mnie straszenie innych. Natomiast niepokoi mnie kierunek, jaki JUTUBERZY wytyczają. I trochę boję się przyszłości w ich wykonaniu...



Kilkadziesiąt milionów (!) odtworzeń filmiku z psipająkiem robi wrażenie. Wrażenie robią również zazdrosne publikacje na łamach tradycyjnych mediów, które fenomen JUTUBERÓW opisują właśnie na przykładzie Wardęgi. Przy okazji oczywiście wyliczając, ile ten młody człowiek zarobi(ł) na globalnej popularności swoich filmów.

Kwoty to niebanalne nawet dla dorosłego. Wyobrażam sobie, że przeciętnemu nastolatkowi muszą zawrócić w głowie.
 
"A przecież Wardęga NIC TAKIEGO nie zrobił" - myśli sobie nastolatek. "Wystarczy, że wezmę amatorską kamerę, zrobię coś jeszcze bardziej szalonego, umieszczę na YouTube i... przebiję go. Drogą na skróty dojdę do wielkiej sławy i pieniędzy. Już zaraz."

Co wymyślą rzesze nastolatków?

piątek, 5 września 2014

Charon wygrzewa się na przystani. Pogrzebowy biznes w blasku słońca

Piękne przedpołudniowe słońce, optymistyczny szum samochodów, 
stukot obcasów przechodzących kobiet za którymi oglądają się zaintrygowani mężczyźni. 

Patrzą na to wszystko pracownicy zakładów pogrzebowych, którzy wystawili na chodnik
swoje krzesełka i chłoną ostatnie jesienne ciepło. 

Czekają.
Na zmarłych.



Oczywiście nie dosłownie.
Ich rolą jest zaopiekowanie się bliskimi, którzy pojawiają się na ulicy Woźnej,
by załatwić formalności związane z pochówkiem zmarłego. 

Ubrani w ciemne garnitury mężczyźni siedzą więc, wypatrując klientów.
Bez pudła wyłapują ich z przypadkowego tłumu. Kwestia doświadczenia...

Nie wchodzą sobie w paradę. Każdy zawłaszczył swój kawałek chodnika.
Dopiero po wkroczeniu ofiary na ten kawałek - przystępuje do eleganckiego, pełnego współczucia ataku...

wtorek, 2 września 2014

Celebryta własnością publiczną. Dariusz K. w reklamie

Dariusz K., muzyk-celebryta, którego sława urosła na konflikcie z byłą żoną, słynną piosenkarką, zabił mieszkankę Warszawy. Kobieta przechodziła (prawidłowo) przez jezdnię, a Dariusz K. jechał akurat (nieprawidłowo) swoim luksusowym samochodem. W dodatku okazało się, że był pod wpływem kokainy.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Pedały i luje. Symbioza po poznańsku


(na samym początku zastrzeżenie - nie jestem ani homofobem, ani homofilem; niemile brzmiących słów "pedał" i "luj" użyłem wyłącznie w charakterze cytatów oraz w celu podniesienia oglądalności)

Zainspirowała mnie akcja ustawienia kwiatowej "tęczy" na Placu Zbawiciela, na poznańskim Górczynie. Niespecjalne znany kolektyw artystyczny postanowił nie wiadomo co udowadniać nie wiadomo komu.

Kwiatowa Tęcza, od czasu słynnej zadymy w Warszawie, urosła w kraju do symbolu walki Postępu z Zacofaniem albo Wartości z Bezwartością. Było wiadomo, że zapowiedź ustawienia konstrukcji na placyku przed górczyńskim kościołem, przyciągnie grono radykalnych przeciwników.

Przybyli, oczywiście. No i oczywiście tęcza nie stanęła, czyli... stało się dokładnie tak, jak chcieli tego organizatorzy happeningu...

Wszyscy są szczęśliwi.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Sho(r)t bar. Początek końca epoki?

Ta moda zaczęła się (chyba) od warszawskiego baru "Przekąski i zakąski" na Krakowskim Przedmieściu. Miejsca, które stało się kultowe bardzo szybko.  Miejsca, którego legenda błyskawicznie poszła w Polskę. Miejsca, które szybko znalazło naśladowców, pragnących uszczknąć z tej nowej gastronomicznej mody.

Shot-bary, oferujące wódeczkę w zgrabnych jednołykowych porcjach, piweczko i pożywne przekąski (im bardziej tradycyjne, tym lepiej), zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu. W Poznaniu również.

A teraz jeden z nich zamknął podwoje. Znak czasu?

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Mizar. Multikulturowa lekcja

W Kruszynianach, małej wsi na Podlasiu, tuż pod białoruską granicą, poznajemy Tatarów. Do ich małego meczetu wchodzimy z wielką ciekawością, wiedząc jedynie, że... należy zzuć buty. W środku opiekun meczetu, o charakterystycznej wschodniej urodzie, z charakterystycznym akcentem, z prędkością karabinu maszynowego opowiada o historii Tatarów sprowadzonych przez Jana III Sobieskiego, o tradycjach, o islamie w ogólności i o islamie w polskim wydaniu.

Bardzo ciekawe. Ale prawdziwa refleksja przychodzi później.

piątek, 1 sierpnia 2014

Beksińscy. Do przerażenia i do pozazdroszczenia

Po tę książkę sięgało mi się wygodnie. Bo z pozycji kolan sięga się niewygodnie, a ja stałem. 

Prace artysty (znanego głównie z obrazów) Zdzisława Beksińskiego nigdy do mnie nie przemawiały - ich neurotyczny klimat, z całym szacunkiem dla wyobraźni i doskonałej techniki autora, był trudny do zniesienia. 
Jeszcze gorzej było w przypadku radiowca Tomasza Beksińskiego. Nie dość, że promowana przez niego muzyka nigdy mi się nie podobała, to on sam był zdecydowanym liderem listy najbardziej nielubianych ludzi radia. Za manierę, irytujący egocentryzm, pozę...

Sięgnąłem więc nie po biografię dwóch POSTACI. Sięgnąłem po reportaż, który miał pomóc odpowiedzieć na pytanie - dlaczego?

poniedziałek, 21 lipca 2014

Cudowne, przytulaśne foczki. Parszywe, łakome foki

Palec w górę - kto był kiedyś na Helu, albo choćby we Władysławowie albo Jastrzębiej Górze?

Drugiego pytania nie muszę zadawać, bo niemal wszyscy, którzy kiedykolwiek tam byli, odwiedzili również fokarium w Helu. Czyli, używając oficjalnej nazwy - Stację Morską Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego.

Stała ekipa naukowców, przy wsparciu studentów i wolontariuszy, od mniej więcej dwóch dekad prowadzi tam intensywne badania bałtyckich fok. Dodatkowo do placówki trafiają chore osobniki, które po udanej kuracji wracają do morza. Ale to nie wszystko - rodzące się w Helu małe foczki, również wypuszczane są do Zatoki Gdańskiej w ramach projektu odtwarzania populacji tych sympatycznych ssaków.

No właśnie, czy sympatycznych? Rybacy z Mierzei Helskiej mają poważne wątpliwości...


niedziela, 20 lipca 2014

Ekologom trudniej. Trudniej niż za komuny

Nastały ciężkie czasy dla ekologów. Chcąc nie chcąc - znaleźli się w samym środku politycznego pola bitwy. Atakujące siły konserwatywno-prawicowe zdobywają kolejne przyczółki, a centro-lewicowcy i liberałowie albo ekologom nie chcą pomagać (bo się z nimi nie identyfikują), albo sami ostrzeliwani nie chcą tej pomocy bo nie czują się stroną politycznego sporu.


Za późno. Ekologia jest polityczna. Ze wszelkimi tego brudnymi i fatalnymi wizerunkowo konsekwencjami.

sobota, 19 lipca 2014

Trójkąty i kwadraty. Tania gitara i radocha

GUITALELE. Czym jest - dowiedziałem się chyba 9 dni temu. Z przypadkowo dostrzeżonego posta na Facebooku. Sympatyczna dziewczyna postanowiła sprzedać kurzący się instrument. Szybkie uzupełnienie wiedzy i równie szybka decyzja.

Koszt - jak na instrument muzyczny - niewielki. Satysfakcja - bardzo duża.


Przy okazji po raz kolejny potwierdziło się - najwięcej frajdy dają rzeczy niepozorne.



poniedziałek, 14 lipca 2014

Jest festyn. Jest luz

Mówcie co chcecie. Lubię festyny. Lubię partyzantkę techniczną i organizacyjną, która wobec szczerego emocjonalnego zaangażowania nie ma najmniejszego znaczenia. Lubię lokalnych wykonawców bez zadęcia, szczerych. Takich, dla których to czysta przyjemność, bez komercyjnego ssania... Lubię producentów wędlin, przetworów, gospodynie przygotowujące legendarne ciasta, właścicieli pasiek, magików słynnych na całe województwo z niepowtarzalnych nalewek. Oczywiście chcą skorzystać z okazji i za swoje produkty otrzymać jak najwyższe ceny. Ale czy coś w tym złego?

Że wiochą trąci?

O wiele bardziej wiochą trącą miastowi wczasowicze, którzy na takie festyny patrzą z pobłażaniem i poczuciem wyższości...

piątek, 11 lipca 2014

Irena Santor. Klip i hołd

Ojej, nawet dla słuchaczy w moim wieku (wychowanych na polskich kapelach rockowych początku lat 80), Irena Santor to oldskul. A co dopiero dla pokolenia które muzykę najmocniej chłonęło w latach 90 i na początku XXI wieku. Że o fanach Happysad nie wspomnę :).

Irena Santor wróciła. Co ciekawe - korzystając z promocyjnego wsparcia jak najbardziej młodzieżowej wytwórni MyMusic. Miks ultratradycyjnej piosenkarskiej elegancji oraz szlachetności z dynamizmem promotorów wyrosłych na hip-hopie (legendarny Remigiusz Łupicki - tytan pracy i mistrz efektywności), dało zaskakujący rezultat. 

Zaskakująco dobry i zaskakująco... wzruszający.

środa, 9 lipca 2014

Od przybytku głowa rozbolała. Wizerunek i tak nie ucierpi

Afera taśmowa. Tygodnik Wprost systematycznie karmi opinię publiczną sensacyjkami i sensacjami, podsłuchanymi przy drogich przystawkach, winie i wódce. Oprócz tego, że po raz kolejny przekonaliśmy się, że polityka to bagno, a media zeszły na psy, publikacja nagrań zrealizowanych nielegalnie w warszawskich restauracjach NIC nie zmieni.
NIC w rozumieniu publicznego wizerunku bohaterów zamieszania.

Bo opinia publiczna to świat całkowicie różny od tego co wyobrażają sobie politycy i dziennikarze.

wtorek, 24 czerwca 2014

O pracy męża decyduje żona. I koniec

Takie ogłoszenie w popularnym serwisie rekrutacyjnym może zaskoczyć. Bo jakiemu pracodawcy może być potrzebna kandydatka spełniająca tylko ten jeden, specyficzny warunek?

Lektura całości zgrabnego anonsu nie pozostawia wątpliwości. Wszystko jasne.

Zżymać się tylko możemy na przedmiotowe traktowanie facetów, ale racji autorom odmówić nie sposób. Po pierwsze wiedzą, że to PANIE decydują, a po drugie - zręcznie pozyskują życzliwość kobiet, które zazwyczaj z powodu długiej rozłąki z mężami-kierowcami-obieżyświatami cierpią bardziej.


niedziela, 15 czerwca 2014

Sowa & Przyjaciele - kryzys, wyzwanie i szansa. Mini-studium przypadku


No to mamy kolejny wstrząs na scenie politycznej. Ktoś nagrał rozmowę polityko-urzędników bardzo wysokiego szczebla, dyskutujących prymitywnym językiem o politycznych interesach.

Pulpa w politycznym kociołku znów się zagotowała, zaczęła intensywnie bulgotać. Pod przykrywkę zaglądają (dosypując swoich przypraw) politycy różnych opcji, licząc na ubicie własnego interesu albo szukając sposobu na zniwelowanie wizerunkowych efektów ujawnienia TAŚM. 

Zainteresował mnie jeden wątek tej afery. Poboczny, ale chyba (bo w końcu polityka jest taka przewidywalna...) najciekawszy. Chodzi o miejsce, w którym bulwersujące rozmowy zostały zarejestrowane, czyli warszawską restaurację Sowa & Przyjaciele. 

Muszę przyznać, świetnie opanowany przez restauratora kryzys. Wzór do naśladowania.

środa, 4 czerwca 2014

Jan Kulczyk się chwali. PR-owiec Doktora nie uprzedził

Jan Kulczyk, najbogatszy Polak, pewnie nawet nie jeździ "swoją" autostradą, która zaczyna się w Świecku przy niemieckiej granicy, a kończy w okolicach Konina. Jan Kulczyk pewnie nie wie, że przejazd osobówką 50-kilometrowego odcinka autostrady Września-Konin kosztuje 16 złotych. Jan Kulczyk pewnie nie wie, że pokonanie dwukrotnie dłuższego odcinek Konin-Stryków tym samym samochodem kosztuje 10 złotych (jest to odcinek autostrady państwowej). A już na pewno Jan Kulczyk nie zdaje sobie sprawy z tego, że państwo na "swojej" autostradzie logicznie różnicuje opłaty dla samochodów i motocykli, czego Autostrada Wielkopolska Doktora Jana nie robi.
Wreszcie na pewno Jan Kulczyk nie słyszy bluzgów kierowców, którzy zmuszeni do płacenia horrendalnych stawek za przejazd muszą jednocześnie spędzać drogie minuty w długich kolejkach do punktów poboru opłat.
Gdyby Jan Kulczyk to wiedział, z pewnością nie zgodziłby się na opublikowanie w poważnym dzienniku Rzeczpospolita reklamy, w której swoim nazwiskiem podpisuje tak wredną dla polskich kierowców rzeczywistość.

środa, 30 kwietnia 2014

Umarł Wilczek. Niech pojawi się Wilczek!

Nie żyje Mieczysław Wilczek, na pewno jedna z najbardziej niedoszacowanych Postaci współczesnej Polski. Śmiem twierdzić, że nie byłoby Balcerowicza z jego rewolucją makroekonomiczną, ba! nie byłoby Okrągłego Stołu, nasza droga do wmiaręnormalnej Polski trwałaby trzy razy dłużej - gdyby nie jego Ustawa o Przedsiębiorczości. Potrzeba nam takiego Wilczka teraz. Ale innego.


wtorek, 29 kwietnia 2014

Bardzo lubię pieniądze. Ale nie wolno tego (p)okazywać


Chciałem sfałszować pięćdziesiąt złotych. Nowy banknot, wypuszczony właśnie przez Narodowy Bank Polski tak bardzo mi się spodobał, że postanowiłem go sobie... no właśnie nie wiem, czy zmultiplikować, czy powiększyć i na ścianie powiesić, czy artystycznie przetworzyć. W każdym razie - następnie o tym napisać.

Sprawa jednak nie była taka łatwa.


piątek, 25 kwietnia 2014

Boże, dlaczego nie grzmisz? Niezależnie od tego, kim jesteś...

Ja akurat zadaję to pytanie mojemu, katolickiemu Bogu, w Trójcy Przenajświętszej. Ale (mam nadzieję) każdy mógłby to samo pytanie zadać swojemu Absolutowi - niezależnie od wyznania.
Dlaczego prosta informacja o tym, że popularna aktorka Małgorzata Braunek otrzymała Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za zasługi od Prezydenta RP, musi rodzić tyle złych emocji? Za jakie grzechy? 


wtorek, 22 kwietnia 2014

Potworne zdjęcia nieboszczyków (?) w służbie reklamy. Złogi w jelitach gorsze od... ?

Te zniszczone twarze chyba gdzieś już widziałem. Zdeformowane rysy, zniszczone włosy, cera pokryta krwawymi ranami. Przerażający widok. A jednak - znajomy.

Makabryczne portrety są ilustracją kampanii reklamowej, która zachęca do zapoznania się z zaletami naturalnego suplementu diety podobno oczyszczającego jelita z tzw. złogów. Oczywiście bardzo szkodliwych i destrukcyjnie wpływających na organizm. Jak bardzo destrukcyjnie? Tak:



Szkoda tylko, że producent "błonnika beta" (podobno skutecznego) do swojej kampanii użył zdjęć ludzi, którzy prawdopodobnie już nie żyją.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Płać kartą za zbliżenia. O pazerności klubów go-go


Polacy narzekają na degradację miejskiej estetyki gołymi tyłkami na plakatach, na parasolki i namolność naganiaczek i mocno podejrzane tło polskiego go-go biznesu. Dotąd jednak mówiono o niesympatycznych akcentach w reprezentacyjnych centrach miast, a teraz wprost mówi się o ewidentnych przypadkach oszustw i wyłudzeń.

Skarżą się klienci tych przybytków, w grę wchodzą pokaźne, utracone w wirze zabawy sumy. Policja prowadzi, prokuratura wszczyna, politycy wyrażają...

A mnie dziwi brak pewnej, hmmm, racjonalności w tym procederze. Na chłopski rozum - chyba łatwiej wielokrotnie wyciągać z kieszeni klientów spore, ale akceptowalne kwoty niż robić kilka wielkich, głośnych "skoków na kasę", które zakończyć się mogą jedynie klęską.

sobota, 12 kwietnia 2014

Pierwsi mają lepiej, drudzy mają łatwiej. To będzie rok lodów?

Wytwórnia Lodów Tradycyjnych na poznańskich Jeżycach błyskawicznie zdobyła serca mieszkańców Poznania, a jej legenda poniosła się daleko poza granice miasta. Okazało się, że proponując wyroby oryginalne, sięgające do najlepszych tradycji, a jednocześnie modnie opakowane PR-owsko i posypane lekko eko-filozofią oraz slowfoodową modą, można osiągnąć sukces.
Oni byli pierwsi. 

Rynek oczywiście nie znosi próżni i pojawili się naśladowcy. Jak donosi (reklamuje?) Gazeta Wyborcza - swoje doskonałe, oldskulowe, prawdziwie włoskie lody na ulicy Ratajczaka będą sprzedawać prawdziwi Włosi, natomiast o wiele ciekawsza w kontekście konkurencyjnej wojny wydaje się być Lodziarnia na Wronieckiej 17. Świetnie oprawiona graficznie, zabawnie promowana.

piątek, 11 kwietnia 2014

Tak sobie myślę. A wolałbym powiedzieć

Sięgnąłem po refleksyjny dziennik Jerzego Stuhra - "Tak sobie myślę". Specyficzna pozycja, choć pisana w bardzo trudnym momencie (czas walki z chorobą nowotworową), to tematu cierpienia, strachu przed śmiercią nie poruszająca niemal wcale.
Przykuwa jednak uwagę co innego. Wyjątkowa szczerość i zaskakująca swoboda wygłaszania (momentami niewygodnych) opinii. W obliczu śmierci człowiek tak się właśnie otwiera, czy to tylko zrzędzenie starszego pana?

środa, 9 kwietnia 2014

Bieganie. Religia

Maratony, półmaratony, biegi biznesowe i charytatywne. Cała Polska biega. Bo to zdrowe, bo to modne.

Momentami mam wrażenie że chyba nawet bardziej modne niż zdrowe. Modne do obłędu, na granicy śmieszności. Z religijnym zaangażowaniem i misjonarską umiejętnością cierpliwego świecenia własnym przykładem.

Dobre i to, cel uświęca środki.

piątek, 7 marca 2014

Idź, odbierz pismo z sądu. A właściwie - z podłogi

Nie jestem pierwszym i nie jestem ostatnim, który doświadczył na własnej skórze łamania monopolu Poczty Polskiej. Ale nie mogę sobie odmówić opisania i pokazania...

Awizo wypisane było dość chaotycznie i z błędem, ale nic to, dajmy im szansę - pomyślałem, udając się na poszukiwanie punktu odbioru przesyłek dostarczanych przez InPost.




niedziela, 2 marca 2014

Wyślesz swojego syna na śmierć? Za Ukrainę?

Gorąco na Ukrainie, gorąco na Krymie, gorąco w mediach, gorąco w serwisach społecznościowych. Rosyjskie "wyciąganie ręki po swoje" dość często porównywane jest do działań Hitlera w miesiącach poprzedzających wybuch wojny. Krym (anektowany teraz przez Putina) porównuje się do Gdańska. 
A co najważniejsze - nieporadność i symboliczny protest Unii Europejskiej, ONZ i USA porównuje się do stanowiska, jakie wówczas Zachód przyjmował wobec ultimatum postawionego Polsce przez hitlerowskie Niemcy. 

Społecznościowi komentatorzy nie kryją oburzenia: "tylko tyle?", "UE nic nie robi, jak Francja i Anglia w '39?", "Tusk powiedział tylko to?"...

Faktycznie, to smutne. Pozbawiające złudzeń. Ale należy przyjąć to jako standard. Bo NIKT nie chce wysyłać swoich dzieci na śmierć za obcą sprawę. 

piątek, 28 lutego 2014

Roman Kaszczuk gwarantuje. A ja mu wierzę

Albo inaczej: wierzyłbym, gdyby krótki komunikat na opakowaniu jogurtu brzmiał inaczej. Firma Zott (polski oddział międzynarodowego koncernu), specjalizująca się w produkcji jogurtów i deserów mlecznych, postanowiła zbliżyć się nieco do konsumenta. I na kubeczkach jogurtu Jogobella, obok standardowych informacji o składzie, kaloriach, mikroelementach i przydatności do spożycia, daje głos swojemu szefowi.
Pan Prezes Roman Kaszczuk przekonuje, że odpowiedni dobór dostawców surowca gwarantuje odpowiedni efekt konsumentowi. I kwituje to "odręcznym" podpisem.

Pomysł fajny, ale można było to zrobić jeszcze lepiej.

środa, 26 lutego 2014

Polsko, pokaż cycki Europie. Śmiało!

Po raz pierwszy w historii polskiego udziału w plebejskich zawodach muzycznych zwanych Konkursem Eurowizji szczerze cieszę się z wyboru reprezentanta. Specjalnie piszę "cieszę się", nie ograniczając się do zdawkowego "to dobry wybór".

Dotąd było tak: albo mi się podobała piosenka (Anna Maria Jopek z "Ale jestem") albo uznawałem że to odpowiednia propozycja w odpowiednim miejscu (Ich Troje ze swoim perfekcyjnym kiczem).

Dotąd nie zdarzyło się, żeby oba warunki udało się spełnić jednocześnie. A teraz tak. 

niedziela, 16 lutego 2014

Szukasz pracy? Zasada pierwsza - podpisz się

Regularnie trafiają do mnie osoby poszukujące pracy. W różnym wieku, z różnym doświadczeniem, z różnymi oczekiwaniami. Niekiedy przeceniający możliwości finansowe (oczekiwana pensja) mojej niewielkiej firmy, niekiedy nie doceniający mojego zdrowego rozsądku (którego musiałbym w ogóle nie mieć decydując się na zaproszenie do współpracy kogoś, kto nie potrafi nic).

Co ciekawe, wśród tych propozycji/aplikacji coraz większą część stanowią takie "zaczepki" jak poniższa:


krótko i do bólu konkretnie...

Zakładam, że pytanie zadaje 26-letnia kobieta ("absolwentką" oraz zdrobnienie żeńskiego imienia w adresie mailowym, w którym 1988 oznacza pewnie rok urodzenia). Ale nie mam pewności. Nie wiem również jak się nazywa ta pani i jak można się z nią skontaktować.

Aż mnie kusi, żeby na takiego maila odpowiedzieć jakoś tak: "Spoko, mamy". Również bez podpisu.
Uff, nie będę aż tak złośliwy.

Ale już na poważnie - zaczynam rozumieć fenomen "milionów wysyłanych aplikacji" o których mówią poszukujący pracy młodzi ludzie oraz jednoczesnego lamentu pracodawców szukających kogokolwiek sensownego...



poniedziałek, 10 lutego 2014

Kup nejtiwa za cztery piwa. Copy dla turystów

Na 100 samochodów - 80 to auta z polskimi rejestracjami.
Czeskie Karkonosze są chętnie odwiedzane przez Polaków.
Czesi doskonale o tym wiedzą.
Czeski język ma trochę podobnych słów, ale ma też trochę różnic.
Czeski wydawca folderka dla narciarzy fakt ten zlekceważył.
A był tak blisko profesjonalizmu.



Wystarczyło ten kilkuzdaniowy tekst wysłać dowolnemu redaktorowi / dziennikarzowi / copywriterowi - Polakowi. Choćby Polakom w Zoom Media.
Sprawdzilibyśmy  za grosze, z czystej sympatii do Czechów i czeskiego piwa.

piątek, 7 lutego 2014

Lechu i Jaruzel. Zwykli ludzie

Lech Wałęsa. Opoka. Symbol, który jednoczył w stanie wojennym ówczesną opozycję. Symbol, którego wartością (mimo wszystkich ludzkich słabostek) było to, że JEST.

Wojciech Jaruzelski. Twarz opresji. Przedziwne połączenie "inaczej" rozumianego patriotyzmu z betonową filozofią trzymania za pysk. Przez większość - znienawidzony, przez część (z czasem) - rozgrzeszony.

Obaj panowie - pierwszoplanowe postaci polskiej polityki lat 80., na naszych oczach tracą swoje kły. Schodzą z piedestałów i zasilają nasze szeregi - zwykłych ludzi ze zwykłymi problemami.


czwartek, 6 lutego 2014

Pablopavo. Wciąga opowieścią

Znów spora garść świetnych piosenek. I właściwie na tym mógłbym zakończyć. Bo tego po prostu trzeba posłuchać, pozwalając wciągać się w hipnotyzujące opowieści o ludziach.

Bo nie powinna zwieść singlowa (i klipowa) "Dancingowa piosenka miłosna" - może i melodyjna, zgrabna i przewrotna, ale do poziomu literackiego "Wenecji" czy miłosnej sugestywności "Kotów" nawet się nie zbliżająca.

Na tej płycie jest o wiele więcej o wiele lepszych momentów :).

poniedziałek, 3 lutego 2014

Pętla Mazurska. Niemiec by zbudował, my nie damy rady...

Kto zna Wielkie Jeziora Mazurskie, kto po Mazurach żegluje - z pewnością zna temat. Temat (roz)budowy alternatywnego szlaku wodnego łączącego jezioro Niegocin z jeziorem Śniardwy. Oczywiście z Giżycka do Mikołajek można bez problemu dopłynąć tzw. kanałami mazurskimi (zbudowanymi w tym kształcie w połowie XIX w.), ale jest jeszcze wariant hardkorowy, czyli niepełna trasa przez jeziora Wojnowo, Buwełno, Tyrkło.

"Jest" - bo te jeziora istnieją, połączone są płytkimi i wąskimi rzeczkami.

"Hardkorowy" - bo można trasę pokonać jedynie małymi jednostkami, a  i to w dużej mierze wymaga brodzenia i mozolnego przeciągania żaglówek przez strumienie.

"Niepełna" - bo jeziora Tyrkło i Buwełno nie są połączone i ten kawałek trzeba pokonać na przyczepie...

Od lat grono pasjonatów z Giżycka walczy o "udrożnienie" tej trasy, słusznie wskazując, że byłaby to fajna atrakcja dla mazurskich wodniaków i kolejny silny "napęd" dla mazurskiego biznesu turystycznego.

Pomysł fajny, ale... sorry, to nie ma prawa się udać, mimo dobrego PR, mimo wsparcia lokalnych samorządów, życzliwych słów ministra, prezydenta czy innych vipów. Dlaczego?

środa, 29 stycznia 2014

Radio Merkury w sraczu. Mariusz, no proszę Cię...


Czuję się uprawniony.

Pracowałem tam kilkanaście lat (odszedłem do swojej firmy w atmosferze zgody i szacunku), mam tam wielu przyjaciół, koleżanki i kolegów.

Później startowałem w tym samym konkursie, w którym wyłoniony został aktualny zarząd Rozgłośni. Dlatego mogę Mariuszowi i Ryszardowi (w konkursie wygrał ze mną o włos) wprost powiedzieć: "chłopaaaaaki, nie wygłupiajcie się".



Zgoda Zarządu Radia Merkury na retransmisję programu w publicznych szaletach jest pomysłem złym. I mówię "złym" tylko dlatego, że Was lubię i szanuję...

O zgodę taką (jeżeli wierzyć prasie) wystąpił szef miejskiej spółki zarządzającej ubikacjami, a Prezes Radia Merkury "nie widzi w tym nic złego".

środa, 22 stycznia 2014

Sprzedaj raka swojej gwiazdy. Chora Kora i Must Be The Music

Kora, legenda polskiej muzyki, zachorowała. Nowotwór zaatakował ją tak, jak atakuje tysiące innych kobiet. Życzę Korze wygranej - jak każdemu, kogo dotknęła ta straszna choroba.

I jednocześnie odczuwam niesmak związany z "ogrywaniem" tego faktu. Takim marketingowym ogrywaniem.

czwartek, 16 stycznia 2014

Pasja i seks. Ojczenasz niezmiernie seksownego mężczyzny


Na tę stronę skierowała mnie reklama. Reklama firmy sprzedającej biżuterię męską, obiecująca "wyjątkowe zawieszki i łańcuszki", a przede wszystkim - poznanie "męskiego świata". Ilustracja przedstawiała... krzyż.
Taki normalny, chrześcijański symbol.

Postanowiłem poznać ten "męski świat".

wtorek, 14 stycznia 2014

Kryzys wizerunkowy w firmie XXI wieku. Wróg permanentnie u bram

Obłędny rozwój serwisów społecznościowych (z Facebookiem na czele) nie tylko zmienił charakter naszych relacji z osobami bliskimi i nieznajomymi. Stał się również wielkim wyzwaniem dla zarządzających markami. W Polsce to wyzwanie jest jeszcze większe niż wielkie - a to za sprawą mentalności, od wieków określanej mianem "schadenfreude" ("radość z czyjegoś nieszczęścia").


Schadenfreude + social media = koszmar