poniedziałek, 5 grudnia 2011

Matka. A przy okazji Polka

Dawno lektura książki, a zwłaszcza książki wspomnieniowej, nie dała mi tyle satysfakcji.
A już na pewno nie spodziewałbym się tego po książce-spowiedzi skromnej żony nieskromnego polityka.
Dawno nie połknąłem blisko 540 stron (ok, duża czcionka, sporo zdjęć, ale jednak) w jedno popołudnie i wieczór.
Dawno (a może nigdy) książka biograficzna tak mocno mnie "nie uderzyła".

"Marzenia i tajemnice", czyli opowieść Danuty Wałęsowej to lektura obowiązkowa.

Jest ciekawie:
- bo o historii najnowszej Prezydentowa opowiada inaczej, akcentując zupełnie co innego, jej punkt widzenia (patrzenia) na epokowe wydarzenia w Gdańsku jest kompletnie inny od podręcznikowego i gazetowego - przez to arcyciekawy,
- bo na stronach książki pojawiają się historie, opowieści dotąd nieznane, albo znane wtajemniczonym (również dotyczące Solidarności, czy też - ogólnie - walki z reżimem).

Jest wzruszająco:
- bo Wałęsowa, mimo pozostawania przez lata na uboczu (de facto w charakterze "własności męża") teraz dochodzi do głosu i mówi "swoje" odważnie i interesująco,
- bo nie sposób nie współczuć jej życia, a jednocześnie - nie sposób nie podziwiać za dzielność i niezłomność,
- bo autorka/bohaterka odważnie (ale z honorem) opowiada o swoich trudnych relacjach z mężem, zachowując się jednocześnie cały czas w 100% fair (a o wielkości i twardości stojącego między nimi muru świadczy choćby to, że ANI RAZU nie mówi o NIM per "Lech", "Leszek", "Lechu", "Lesiu" - a jedynie "mój mąż" albo "Wałęsa"),
- bo czuć, że PRAWDZIWYM problemem, który naprawdę mocno wstrząsnął całą rodziną Wałęsów, był dopiero motocyklowy wypadek Jarka.

Jest refleksyjnie:
- bo książka pokazuje jaki - dla emocjonalnej kondycji małżeństw - skutek niesie rozłąka: fizyczna, emocjonalna, wynikająca z tak skrajnie różnych priorytetów,
- bo udowadnia, że wszyscy są, wobec życiowego zamieszania, równi (DW przyznaje to z pokorą),
- bo Wałęsowa, głośno wykrzykując swój całożyciowy żal, jednocześnie nie popada w pretensje i nie korzysta z oczywistych rozwiązań typu "tani feminizm" - wręcz emanując życiową nieudziwnioną mądrością.

Jest doskonale w sensie edycyjnym:
- bo opracowanie opowieści przez Piotra Adamowicza z jednej strony uszanowało naturalność, prostotę, a momentami nawet "toporność" monologu prostej kobiety, a z drugiej - pozwoliło na zachowanie płynności i szlachetności (majstersztyk),
- bo książkę zilustrowano dziesiątkami bardzo interesujących zdjęć i reprodukcji dokumentów,
- bo czyta się świetnie.

2 komentarze: