wtorek, 27 października 2015

Săpânța. Cmentarz nie tyle wesoły, co ożywiający

Punkt obowiązkowy turystów zwiedzających północną Rumunię, tak zwany "wesoły cmentarz" w Săpânța ma swój urok, bez wątpienia. I to niekoniecznie wyrażony w krzykliwym, kolorowym stylu ludowego artysty malującego ikony ozdabiające groby. Interesująca jest już sama idea podtrzymywania narracji związanych z konkretnymi osobami. Cmentarz w Săpânța bardzo wyraźnie przypomina nam, że jesteśmy nie tylko rodzicami, dziadkami, ciociami, wujkami, rodzeństwem czy dziećmi - naszych bliskich. Jesteśmy również członkami społeczności.

niedziela, 25 października 2015

PiS bierze wszystko. Dzięki Bogu.

Było wiadomo, że Prawo i Sprawiedliwość wygra. Mówiąc szczerze, stawiałem na jednoznaczną i całkowitą wygraną ekipy Jarosława Kaczyńskiego - będącą przez ostatnie lata wyjątkowo skuteczną opozycją i wyjątkowo skutecznym siewcą czarnego PR-u.

Ostatnie godziny przed ogłoszeniem wyników to jednak była wątpliwość (bo a nuż Polacy nagle przerzucą się na Razem sympatycznego Zandberga albo odrodzi się słabość do Korwina). A potem - tuż po godzinie 21 - ulga. Bo to bardzo dobrze, że PiS bierze wszystko. 

czwartek, 15 października 2015

Placówka relacyjna BZ WBK. Hipsterska (r)ewolucja (w) bankowości?

"Trzecim miejscem" wg Raya Oldenburga miała być na przykład biblioteka albo inny obiekt niewymuszonej kultury połączonej z rozrywką. Uzupełnienie naszego świata, rozdzielonego między mieszkanie i pracę, wyraz potrzeby znalezienia miejsca spotkań. Niby nic nowego (trzecie miejsca przecież istnieją od zawsze), ale przynajmniej naukowo opisane.

Tezy Oldenburga, opublikowane na początku lat 90, potwierdzają się w naszym kraju ponad dwie dekady później.

Po prostu dojrzeliśmy i mamy wysyp nowych klubokawiarni, plaż miejskich, targów śniadaniowych oraz.. banków.


Bank Zachodni WBK proponuje nową formułę oddziału banku, czyli "placówkę relacyjną". Co prawda nie widziałem jeszcze oficjalnych doniesień na ten temat, ale mamy przecież ogłoszenia rekrutacyjne.

niedziela, 11 października 2015

Wróg zewnętrzny, wróg wewnętrzny. Jawna wojenka wyborcza (m.in. w PO)

To oczywiste, że obowiązująca ordynacja wyborcza, z dość skomplikowanym systemem obliczania ostatecznych wyników, prowadzi do jawnej walki politycznej. Nie tylko między poszczególnymi ugrupowaniami, ale również - między poszczególnymi kandydatami danej partii. Rzecz w tym, że głosy oddane na kandydata znajdującego się na dalszym miejscu, przekładają się wprost na szanse "jedynki". Nierzadko zdarza się, że to właśnie poparcie dla osoby na odległym miejscu "wpycha" do parlamentu mniej popularnego kandydata z pierwszego miejsca, choć logika (i poczucie sprawiedliwości) nakazywałoby co innego.

Nie jest tajemnicą, że konkurencja między kandydatami jednej partii bywa zażarta. Że wielu z nich mniej gra "na partię", a bardziej - na swoje nazwisko. Licząc na to, że właśnie ich kandydatura przebije się w tłumie potencjalnych parlamentarzystów.

Plakat wyborczy jednego z polityków PO jest tego najwyraźniejszym przykładem.



Jakub Rutnicki, zabiegający o reelekcję w północnej części Wielkopolski, jednoznacznie komunikuje, że "choć jest drugi na liście, to jest pierwszy w działaniu". Czytaj: jest bardziej pracowity od... no właśnie, od osoby, która jest na pierwszym miejscu.
A na pierwszym miejscu północnowielkopolskiej listy PO jest poseł Maria Janyska, partyjna koleżanka Rutnickiego.

Tu nawet nie ma pola do interpretacji. Kandydat nr 2 wprost mówi - "jestem lepszy od nr 1". Właściwie to nic dziwnego (jestem przekonany, że w każdym ugrupowaniu występują mniejsze lub większe tarcia), ale ujawnianie tej "wojny domowej" i takie publiczne podgryzanie lidera listy rodzimej partii, to jednak nowość.

Chyba.



piątek, 9 października 2015

Częściowo DOBRA ZMIANA. PiS i PO mogły wykorzystać kontekst

Polskę przykryły płachty plakatów, banerów i tablic z wizerunkami kandydatów. Każdy z nich liczy na to, że wielkość powierzchni reklamowej jest wprost proporcjonalna do szans na wejście do sejmu lub senatu.

W takiej sytuacji zyskują ci, którzy dają coś więcej. Bo reklamy są raczej nudne i powtarzalne (powiedzmy sobie szczerze - layouty bannerów PiS i bannerów PO, pominąwszy logo, właściwie niczym się nie różnią).

Tym "czymś" może być kontekst.

poniedziałek, 5 października 2015

Pan Jan. Stoicka egzotyka

Na pewno znasz pana Jana.

Nie, niekoniecznie tego, który w szaleńczo-luzackim stroju wygrzewa się na bruku Rynku w Kazimierzu Dolnym. Znasz jakiegoś innego pana Jana, spotykasz go pod sklepem spożywczym, intryguje cię zawartość jego wózka, widzisz z okna gdy grzebie w śmietniku.

Kiedy zagadnie (a zagaduje często) i dasz się wciągnąć w rozmowę - po chwili toniesz w jego opowieściach. Okazuje się, że nie używa wulgaryzmów, ładnie składa zdania w wartką narrację. Co przedziwne - jednocześnie strasznie miesza wątki, przeskakuje z jednego na drugi ze zręcznością nowoczesnego scenarzysty.

Ale w ogóle ci to nie przeszkadza. Bo tak musi być.

sobota, 3 października 2015

Ksiądz Charamsa. Komunikacyjny chaos


Media zawrzały. Lewicowe i lewicujące - z zachwytu, konserwatywne i prawicowe - z oburzenia albo lekceważenia. Ksiądz Krzysztof Charamsa, pracujący w Watykanie, nie tylko publicznie przyznał się do homoseksualizmu, nie tylko głośno i zdecydowanie zażądał od Kościoła katolickiego szacunku dla osób homoseksualnych, ale i demonstracyjnie ogłosił to w towarzystwie swojego (jak sam mówi - wieloletniego) partnera.

To bardzo interesujący przypadek. Dla mnie - przede wszystkim ciekawy przykład podstawowego błędu komunikacyjnego.


Mianowicie - w tej chwili odbiorcy nie wiedzą CO właściwie chciał im przekazać kapłan.
W jego słowach i czynach wymieszało się kilka spraw. Komunikacyjny chaos, ponieważ mówimy o sytuacji mocno kontrowersyjnej na skalę globalną, stał się megachaosem.

Obawiam się, że ten błąd zniweczy dobre intencje ks. Charamsy.

piątek, 2 października 2015

Michał Wawrzyniak i MTP. Małżeństwo z rozsądku czy mezalians?

Kim jest Michał Wawrzyniak? Jest coachem, trenerem, mentorem, mówcą, pisarzem, ekskluzywnym doradcą, guru, autorytetem... Uff, to ledwie część określeń, jakimi posługuje się on sam oraz jego wyznawcy. Ma ich wielu i na nich nieźle zarabia, bo jego kaliski szkoleniowo-eventowo-warsztatowy holding kręci się coraz szybciej, zasypując pragnących rozwoju osobistego dziesiątkami propozycji. A każda z nich - wyjątkowa.

Michał Wawrzyniak został kuratorem konferencji Golden Marketing Conference, z dużym rozmachem zorganizowanej przez Międzynarodowe Targi Poznańskie.

Dziwię się Targom. To ryzykowny manewr.