poniedziałek, 20 lutego 2012

Pasta. I basta.

Rany, jaka to przyjemność - trafić do "placówki żywienia zbiorowego", która jest czymś więcej niż tylko stołówką nastawioną na optymalną realizację procedury "przetwarzanie kupionych za bezcen produktów w drogie dania i pobranie odpowiednio wysokiej należności".

PASTA & BASTA - tę restaurację, a właściwie spaghetterię na toruńskiej starówce polecam z całego serca. Przede wszystkim z powodów estetycznych, bo i nie czuję się na siłach, by polecać z pełną odpowiedzialnością za doradztwo gastronomiczne.


Tam wszystko jest perfekcyjnie podporządkowane wizji indentyfikacji wizualnej. Uczelnie kształcące adeptów designu powinny wysyłać tam studentów - by mogli zobaczyć, jak plastyczne koncepcje można wprowadzać w życie.


niedziela, 12 lutego 2012

Umierać czy umrzeć. Co lepsze?

Whitney Houston powiększyła grono Artystów, którzy zbyt szybko pożegnali się z ziemskim żywotem. Wokalistce, która od wielu lat zmagała się z poważnym uzależnieniem od używek, trudnymi relacjami z najbliższymi, nie mogącej pogodzić się bolesnym spadkiem z muzycznego Olimpu, cały świat od dłuższego czasu przyglądał się z politowaniem/zażenowaniem/współczuciem/satysfakcją/niezdrową ciekawością.

Jak to świat.

Świat nie zobaczy już:
- WH zataczającej się na scenie, nie potrafiącej przypomnieć sobie słów piosenki podczas comeback'owej trasy  koncertowej,
- WH pijanej na jakiejś pomniejszej imprezie szołbiznesowej,
- WH w amerykańskiej wersji telewizji zakupowej mango,
- zdjęć WH wychodzącej z kliniki, w której nie udał się kolejny odwyk,
- WH pobitej przez kolejnego, jeszcze gorszego, partnera,
- WH pożyczającej 100 USD od znajomej (bo zabrakło na chleb),
- WH próbującej śpiewać zetlałe przeboje w trzeciorzędnym burdelu w Vegas.

Świat nie zobaczy już jak Whitney Houston umiera.
Bo umarła.

Co lepsze?

środa, 8 lutego 2012

Dziecko. Co dla niego zrobisz?

Co zrobilibyście, gdyby zaginęło Wasze dziecko? Wszystko, prawda?

- oddalibyście co tylko macie,
- poświęcilibyście zdrowie, pracę, majątek,
- schowalibyście do kieszeni swój honor, wolność, niezależność, wykonalibyście każde polecenie,
- bez chwili zastanowienia, gdybyście tylko wierzyli w jego skuteczność, zawarlibyście pakt z diabłem w okularach Ray Ban,
- spełnialibyście jego polecenia, życzenia, wierzylibyście jemu i wicediabłom w kominiarkach,
- to, że jedyną troską diabła jest autoreklama (a nie Wasze dziecko) w ogóle nie miałoby dla was znaczenia.

Gdyby tylko był cień szansy, że dziecko się odnajdzie.

Ja też bym tak zrobił.
Dlatego uważam, że dyskusja o diable, jego metodach i etyce, nie ma sensu.