niedziela, 20 marca 2011

Jego Eminencja Prezydent Republiki Francuskiej, Pan Nicolas Sarkozy. Uprzejmie donoszę, że Pana Żona jest naga.

Wielce Szanowny Panie Prezydencie,

Pozwalam sobie skreślić do Pana tych kilka słów, mimo dzielących nas różnic narodowościowych, różnego statusu społecznego, charakteru pełnionej funkcji i wieku. Pozwalam sobie, mam bowiem obawy, że Pańscy współpracownicy, podwładni, bardzo liczna francuska śmietanka towarzyska a nawet mniej przychylna Panu sceptyczna część obywateli Pańskiego Kraju, ukrywa przed Panem bardzo bolesną prawdę.

Sprawa dotyczy Pańskiej Żony, wciąż funkcjonującej w przestrzeni publicznej pod nazwiskiem Carla Bruni. Fakt, że Pańska Małżonka z pochodzenia jest Włoszką nie ma większego znaczenia (wszak również Pan jest doskonałym dowodem na to, że hmmmm... wyselekcjonowani* imigranci mogą tylko wzbogacać społeczeństwo Republiki). Podobnie istotna różnica wieku między Panem i Pana Małżonką, różnica wzrostu i (pardon!) urody - w tej akurat sytuacji nie mogą mieć znaczenia.
Problem w tym, że Pan, piastując funkcję będącą zwieńczeniem fantastycznej kariery politycznej, sprawując urząd Prezydenta jednego z najważniejszych światowych mocarstw, poświęcając gros swojej uwagi kluczowym problemom globalnym i będąc najwyższym autorytetem polityki krajowej, może zwyczajnie nie mieć czasu na skupienie się na tak przyziemnych składnikach życia jak sztuka.

Z kolei Pańska Małżonka, kobieta wykształcona i piękna, swoją aktywność zawodową sytuuje w sferze kultury właśnie. Z pewnością orientuje się Pan, że swoim nazwiskiem (jakie szczęście, że nie Pańskim!) firmuje płyty z francuskojęzycznymi piosenkami. Co więcej, nie tylko użycza im (i towarzyszącym kampaniom reklamowym) swojego atrakcyjnego wizerunku, ale również śpiewa.

Muszę być brutalny. Nawiązując do dawnej bajki o szatach króla muszę donieść, że Pańska Żona "jest naga". 

Obawiam się, że - skupiony na polityce - nie ma Pan czasu na analizowanie jakości twórczości Pańskiej żony, a zwłaszcza jej potencjału wykonawczego. W przeciwnym razie - z pewnością skorzystałby Pan ze swoich uprawnień i statusu głowy państwa, w celu neutralizacji ewidentnego zagrożenia. Zagrożenia dla Republiki Francuskiej i świata.

Jestem przekonany (a moją opinię z pewnością potwierdzić mogliby specjaliści zajmujący się bronią psychologiczną), że permanentne narażanie Prezydenta Republiki Francuskiej na działanie piosenek Carli Bruni (a tak się dzieje z pewnością w Pałacu Elizejskim) wpływa destrukcyjnie na Jego potencjał decyzyjny, jasność podejmowanych decyzji, polityczną siłę i ogólnie - dobrą kondycję psychofizyczną. W sytuacji, gdy mówimy o osobie stojącej na czele 65-milionowego mocarstwa nuklearnego, dysponującego również ponad 130-tysięczną nowoczesną armią, sytuacja staje się zagrożeniem dla globalnego pokoju.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że sytuacja jest wybitnie skomplikowana. Sądzę, że może być to nawet największe z dotychczasowych Pańskich wyzwań natury dyplomatycznej, wielokrotnie trudniejsze od negocjacji z Chinami czy Rosją, a nawet - z Polską.
Proszę Pana jednak - w imieniu całej ludzkości - o poczynienie kroków, które pozwolą nam oddalić się od wizji kolejnego konfliktu na skalę światową. Zapewniam, ludzkość będzie Panu dozgonnie wdzięczna.

Oczywiście, nie chodzi o to, żeby Pani Carla Bruni przestała śpiewać. Mamy XXI wiek, żyjemy w demokratycznych krajach, dopiero zdobywanych przez Islam, i "śpiewać każdy może". Musi Pan jednak, Panie Prezydencie, wydostać się spod wpływu tych piosenek. Zbyt wiele mamy do stracenia.

Rozwód z Panią Carlą nie wchodzi pewnie w grę (rozumiem, też bym się nie rozwiódł). Myślę jednak, że może Pan skłonić swoją Małżonkę do zastosowania metody powszechnie stosowanej w show-businessie. Proszę namówić ją do tego, by nagranie ścieżki wokalnej na kolejną płytę zleciła wokalistce. Pańska Małżonka nadal może promować płytę swoim nazwiskiem, inteligencją i urodą, a na koncertach i w telewizji występować z playbacku. Na pewno Jej płyty sprzedawać się będą lepiej, wzrośnie liczba pozytywnych recenzji, a Pan pokaże oblicze prawdziwego Męża Stanu. Męża Stanu XXI wieku.

Z poważaniem
Życzliwy


-----------

*Pomny Pańskich komentarzy zastrzegam, że nie każdy imigrant jest dla Republiki wartością dodaną, a niektórych (bezwartościowych) należy prosić o to, żeby wrócili na swoje podwórko. To oczywiste. Tak jak oczywiste jest to, że nie dotyczy to Pana ani Pańskiej Żony.

(zdjęcie - z Wikipedii)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz