sobota, 21 maja 2011

Komuniści. Barwni, ale nietrafieni...

Najpierw usłyszałem biura rytmiczne bicie w metalowe beczki, potem charakterystyczny hejnał, warkot starych ciężarówek, a potem - okrzyki mężczyzny. Krzyczał: "won", "spie....laj", używał też innych, nie mniej emocjonalnych określeń.
Wyjrzałem przez okna. Ulicą Rynkową wjeżdżały na Stary Rynek przystrojone czerwonymi flagami stare wojskowe ciężarówki, za nimi oklejone plakatami furgonetki, samochody kombi - wszystkie na niemieckich blachach.
Obok, wyraźnie wściekły, dreptał facet w zielonej koszuli i czapce z daszkiem. Pokazywał ludziom w samochodach środkowy palec, pluł... Pomiędzy przekleństwami opowiadał przypadkowym przechodniom, że zna tych....
Poszedłem na Stary Rynek.


------------
To byli komuniści. Przede wszystkim niemieccy komuniści, którzy z okazji "66 rocznicy zrzucenia jarzma faszyzmu hitlerowskiego" udali się w podróż - z Berlina, via Lipsk, Drezno, Pragę, Słubice, Poznań, Bydgoszcz do Gdańska  i z powrotem do Berlina. Wszystko w imię hasła "Walka klasowa zamiast wojny światowej". I to właśnie wzbudziło emocje pana w czapeczce.




Rozdawali duże, zadrukowane tysiącami znaków drukarskich, czarno-czerwone gazety/ulotki, pełne lewicowych (właściwie lewackich albo nawet rewolucyjnych) prawd. Pochodzących w dodatku z różnych źródeł (głównie komentarzy przedstawicieli zaprzyjaźnionych komunistycznych organizacji i stowarzyszeń), co w efekcie dało mieszankę tyleż piorunującą, co niespójną i bałaganiarską.
Na domiar złego - pewnie dla wzmocnienia wymowy robotniczych, antykapitalistycznych, antyglobalistycznych i rewolucyjnych haseł - cały konwój (przypomnę - ciężarówki dawnej armii DDR + sowieckie UAZy) został bogato udekorowany czerwonymi flagami, ponurymi hasłami, w dużej mierze po niemiecku. Na ciężarówkach - działacze przebrani za krzyżaków, faszystowskich oficerów czy enerdowskich żandarmów (choć chyba to akurat były postaci pozytywne).
Dodajmy do tego ścieżkę dźwiękową w postaci rytmicznego bębnienia, pieśni marszowych odgrywanych na instrumentach dętych i niemieckich haseł wykrzykiwanych po "enerdowsku"* przez megafony. Mówię Wam....


Nie zdradzę, czy głoszone w piątkowe popołudnie na Starym Rynku hasła są zgodne z moimi przekonaniami. Ale jestem pewien, że akcja była zrobiona źle. I tekstowo (bełkot z ulotki), i scenariuszowo, i plastycznie. Zamiast wzbudzać przychylność, poprzez niezręczne zestawienie symboli i dźwięków - zniechęcała.
Drodzy Niemcy, jesteście w Polsce. W której, mimo upływu lat, nadal niemieckie hasła z megafonów raczej kiepsko się kojarzą. W której, mimo upływu lat, nadal czerwona flaga nie jest traktowana obojętnie....
Ktoś nie pomyślał.

A co z tą wojną?
Stała się pretekstem do lansowania komunistycznych haseł.
Aha, no i organizatorzy oczywiście straszą kolejną wojną światową.
Na szczęście (ufff!!!) można jej zapobiec. Cytuję (składnia, pisownia i interpunkcja - oryginalne):

"Wojnie zapobiegną ci, którzy prowadzą walkę klas. Granice przeciwko przyłączonym, podbijającym i okupantom zapewnić mogą tylko ci, którzy nie zostali oddzieleni od granic. Z nacjonalistycznym podburzaniem walczą tylko ci, którzy poza czerwoną flagą ruchu robotniczego nie mają żadnej innej, których język ani nie jednoczy ani nie dzieli. Wyzysk już dawno uczynił z nich jedną klasę - wyzysk i walka o świat bez widma bezrobocia, bez kryzysu gospodarczego, bez podbojów i bez wojny światowej. Świat, w którym robotnicy z Niemiec, Polski i Czechosłowacji (sic!) i innych krajów będą razem tańczyć na ulicach - każdy odrębnie w swoim kraju - ponieważ wspólnie walczyli i zwyciężali. A wy, którzy nie jesteście robotnikami; urzędnicy, rzemieślnicy, handlowcy i inżynierzy; zastanówcie się, po której stronie chcecie stanąć w obliczu nadciągających i prowadzonych już wojen."

OK. Zastanowię się. W wolnej chwili....

-----

* Myślę, że wielu z tych, dla których NRD nie jest wyłącznie historią wyczytywaną z podręczników, przyzna mi rację. Ilekroć przejeżdżałem tranzytem przez NRD w drodze na Zachód, zwłaszcza w momencie przekraczania granicy NRD/RFN, słyszałem wyraźną różnicę w języku używanym przez enerdowskich i erefenowskich pograniczników i celników. Podobnie berlińczycy - wschodni i zachodni. Mówili zupełnie inaczej.
To, co słyszałem z megafonów na Starym Rynku, było właśnie tym językiem "enerdowskim".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz