poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Smoleńsk. Jakiej chcecie prawdy?

Pamiętacie zamieszanie z wystawą nt Katastrofy Smoleńskiej w budynku unijnym w Brukseli? Pamiętacie, że podpisy pod niektórymi zdjęciami zostały zaklejone taśmą (jako, zdaniem najpierw urzędników, a potem eurodeputowanych, zbyt niepoprawne politycznie)? Na pewno pamiętacie. Awantura była nielicha.

Nie mogłem nie zaspokoić ciekawości, skoro zaproponowano mi (a ściślej - zaproponował poznański klub Gazety Polskiej) obejrzenie tej samej wystawy, w wersji oryginalnej, z naklejonymi taśmami, ale jednocześnie - odtworzonymi poniżej zakwestionowanymi komentarzami.

Co widziałem? Po kolei:

1. Zdjęcia. 
Niektóre mocne, albo nawet bardzo mocne. Być może - z powodu tej mocy raczej niepublikowane. Ale nie szokujące, raczej smutno potwierdzające tezę o rosyjskim dziadostwie - podczas zbierania szczątków, dokumentowania elementów wraku, prowadzenia śledztwa itd.

2. Podpisy.
Na przykład kategorycznie przypisujące zmarłemu tragicznie Prezydentowi przymioty, których nie zauważało i nadal nie zauważa u niego bardzo duża grupa wyborców.
Oprócz tego - podpisy komentujące niskiej jakości pracę rosyjskich śledczych, strażaków, oficerów wojska, polityków (komentujące w tonie lekko tabloidalnym, z wysokim natężeniem przymiotników).
Na deser - podpisy wyraźnie sugerujące PRAWDZIWĄ przyczynę katastrofy i wskazujące za nią odpowiedzialnych.

Gwoli ścisłości - podpisów radykalnych nie jest zbyt wiele, kontrowersyjnych - średnio. Natomiast co skłoniło unijnych nadgorliwców do zaklejenia czarną taśmą niektórych, kompletnie niewinnych, całkowicie neutralnych podpisów - zupełnie nie rozumiem. Unijna głupota.
Druga głupota to głupota polskich urzędników, polityków czy przedstawicieli rządu. Przenoszenie własnych piaskownicowych konfliktów do innych piaskownic (w ogródku sąsiadów) jest tyle głupie, co szkodliwe. Dla kraju. A kraj mamy ten sam, prawda?
Co z tego, że PiSowsko odchylonym twórcom wystawy odbiło i przesadzili z podpisami? Trzeba było się dogadać, zmienić trzy zdania, a wystawę - obronić...

3. Księga pamiątkowa.
Już samo przerzucenie kilkudziesięciu kart zabiera kilkanaście minut. Czytanie - kolejnych kilkadziesiąt. Refleksja - godziny. I to jest zdecydowanie najmocniejszy.
Bo te wpisy są smutne. To nie są wpisy ludzi, którzy wiedzą lepiej, którzy - zapatrzeni w szalonych politycznych wizjonerów - już dawno wydali wyroki i powtarzają gotowe zdania pracowicie tłoczone do głów. To są wpisy ludzi, którzy nie wiedzą, gdzie jest prawda. Wiedzą jedynie, że prawdą nie jest to, co słyszą. Szukają prawdy, domagają się jej, pocieszają się, że "prawda zwycięży".
Kto im dostarczy tę prawdę?

4 Ulotki
W formacie A5, czarno-białe, dwie strony gęstym drukiem. Rozdawane w hallu Pałacu Działyńskich, gdzie można obejrzeć wystawę, przez miłe, zaangażowane panie (obsługujące również stoisko z książkami, albumami poświęconymi zmarłej tragicznie Parze Prezydenckiej).

W podpisie wyraźnie widnieje "Przeczytaj (kopiuj) i przekaż dalej". Przekazuję zatem.
Najpierw pierwszą stronę, na której znajdziemy szczegółowe wyjaśnienie genezy i etapów procesu, której tragicznym finałem była Katastrofa:


A potem drugą stronę, która odkrywa przed nami nowy, gorszy świat.



Mamy więc co najmniej dwie prawdy. PRAWDĘ OFICJALNĄ, głoszoną przez państwowych urzędników, komisję Millera, oraz PRAWDĘ ALTERNATYWNĄ, z takich ulotek czy mediów o zwrocie przeciwnym mainstreamowi.

Czyli można wybierać.

Której PRAWDY potrzebują tak bardzo ci, którzy "żądają PRAWDY"? W tuskową - nie wierzą, w gazetopolską - też chyba nie (bo gdyby uwierzyli, to przestaliby żądać)... Czyli?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz