środa, 16 marca 2011

AeroDesign. Zabawa w budowę maszyny do zabijania

"Drużyna Politechniki Poznańskiej po raz kolejny wybiera się na zawody z serii AeroDesign. Przypomnijmy, że zadaniem studentów uczelni technicznych z całego świata jest zbudowanie bezzałogowego samolotu, który podczas turnieju podniesie największy ciężar..." - taka notatka znalazła się na Facebookowym profilu Poznania.
Super. Bardzo się cieszymy. Przecież nie od dzisiaj wiemy, że polscy konstruktorzy i polscy lotnicy cieszą się w świecie zasłużoną renomą. I nie ulega wątpliwości, że polskim studentom należy się kontakt ze światową czołówką.
Ale zagłębienie się w istotę tego konkursu skłania do refleksji...


Idea konkursu AeroDesign jest prosta. Młodzi ludzie (studenci uczelni technicznych z całego świata) mają opracować projekt i zbudować funkcjonalny prototyp sterowanego radiowo samolotu, który będzie w stanie (przy założonych gabarytach) unieść w powietrze jak największy ładunek.
Logiczne, w końcu w transporcie lotniczym chodzi o to, by przy porównywalnym nakładzie (koszt konstrukcji, paliwa, obsługi) przewieźć jak najwięcej. Trudno wymagać od studentów by budowali "dorosły" samolot, więc budują model.

Zajrzyjmy do materiałów informacyjnych. Organizatorem konkursu jest amerykańskie Society of Automotive Engineers, natomiast głównym patronem (i w dużej mierze współorganizatorem) amerykański koncern Lockheed Martin. Koncern o profilu wybitnie militarnym.

Teraz wtrącenie:
Nie jest niczym zaskakującym, że postęp techniczno-technologiczny inicjowany i konsumowany jest w pierwszej kolejności przez przemysł zbrojeniowy. Słowem - ludzkość wymyśla kolejne gadżety głównie po to, żeby jeszcze skuteczniej zabijać albo nie dać się zabić. To, że później korzystamy z nowoczesnych materiałów i procesów w życiu cywilnym, jest właściwie skutkiem ubocznym. Rzeczą wtórną.


Żeby następował postęp, konieczne są wykwalifikowane kadry, więc firmy zbrojeniowe "łowią" wysokiej klasy specjalistów już w ich etapie embrionalnym, czyli studenckim. Łowieni nie mają nic przeciwko, bo koncerny po pierwsze mają renomę i najnowocześniejszą infrastrukturę, po drugie - gwarantują dobrze płatną i stałą pracę (broń potrzebna jest zawsze, niezależnie od koniunktury).

Wracamy więc do konkursu.
Tylko wyjątkowo naiwny student uczelni technicznej (zwłaszcza interesujący się lotnictwem i doskonale wiedzący co to są UAV-y czy drony) jest w stanie uwierzyć, że Lockheed Martin finansuje konkurs na skonstruowanie samolociku potrafiącego unieść w powietrze kilkunastokilogramowy ciężar - dla czystej zabawy i wsparcia akademickiego wyzwania.

Bezzałogowe statki latające UAV (Unmanned Aerial Vehicle), inaczej drony, są jedną z najskuteczniejszych broni z używanych przez nowoczesne armie. I to nie tylko do celów zwiadowczych. Trwają prace nad upowszechnieniem UCAV (Unmanned Combat Aerial Vehicle), czyli bojowych statków powietrznych.
Armia wypuszcza coś takiego w powietrze, to coś przelatuje wiele kilometrów, operator w bezpiecznej bazie korzystając z aparatury sterującej bezbłędnie naprowadza samolocik na cel i odpala rakietę lub zrzuca bombę.
Do zabijania (przepraszam - likwidowania albo unieszkodliwiania, to lepiej brzmi) na przykład terrorystów czy nie sprzyjających armii powstańców albo dowódców armii kraju, który myśli nieco inaczej - idealne...

Czy produkowanie jakiejkolwiek broni jest moralne? Czy moralne jest finansowanie armii, zbrojeń, wysylanie wojsk na obce wojny? Nie o tym dyskutujemy...

Mam jednak wątpliwości, czy JM Rektor Politechniki Poznańskiej dobrze robi, podpisując się pod listem adresowanym do potencjalnych sponsorów studenckiej reprezentacji na amerykański konkurs. W liście tym czytamy:
"Zaangażowanie studentów w projekt (..) jest bardzo istotnym momentem w ich życiu, gdyż pozwala wykorzystać w praktyce wiedzę zdobytą na studiach, a także kształci umiejętność pracy w zespole. (...) Młodzi ludzie, którzy z wielkim zaangażowaniem realizują swoje pasje, przy naszej pomocy mogą osiągnąć prawdziwy sukces".
Panie Profesorze, czy podpisywał się Pan pod podobnymi listami w sprawie konkursów na studencki model nowego karabinu albo czołgu, tudzież miny przeciwpiechotnej albo zapalnika bomby zegarowej?


Studenci Politechniki Poznańskiej mają faktycznie dużą szansę na sukces. Tym bardziej, że, jak donoszą, wielkim wyzwaniem jest udział w nowej kategorii konkursowej. Ta kategoria to klasa Micro... Jak czytamy: "Regulamin wymaga, by model wraz z oprzyrządowaniem dało się transportować w niewielkiej walizce - to utrudnia zadanie, ale sprawia że samolot po niewielkich modyfikacjach można przystosować do innych zadań  niż tylko uczestnictwo w konkursie. Łatwo wyobrazić sobie możliwości, jakie daje niewielki bezzałogowy samolot, zamknięty w przenośnym i odpornym na uszkodzenia kuferku".

Jasne, łatwo można sobie wyobrazić. Całą masę zastosowań.
Może nawet również cywilnych.

-----------
PS. Nie wymądrzam się. Może z tym po prostu należy się pogodzić? Może przemysł zbrojeniowy (dający przecież pracę, generujący ruch w gospodarce) należy traktować tak samo jak wszystkie inne gałęzie gospodarki, a prace badawcze nad dronami podobnie jak prace badawcze nad nowymi odmianami rzodkiewek? Myślę...

(foto: za oficjalną stroną poznańskiej reprezentacji na konkurs AeroDesign: www.aerodesign.com.pl)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz