wtorek, 25 stycznia 2011

Raz Dwa Trzy. Na szczęście orkiestra... nie zaszkodziła.

Powiem od razu - wszelkie muzyczne projekty, które w nazwie mają przymiotnik "symfonicznie" wzbudzają moją nieufność, graniczącą z niechęcią. Podobnie jak artyści, zapraszający na kolejną swoją płytę (typu "the best of") na przykład sekcję detą, kwartet smyczkowy czy chór. (Nawiasem mówiąc, ryzykowne są również inicjatywy typu "unplugged" - tak samo grożą wysłaniem do getta zamieszkałego wyłącznie przez fanów artysty X, liczących na nową wersję znanego na pamięć, co do nuty, utworu).

Zazwyczaj symfoniczne (z kwartetem smyczkowym albo sekcją dętą) wersje są próbą odświeżenia sprawdzonych przebojów - dodajmy - z nadzieją na sprzedaż znaczącej ilości egzemplarzy płyty.

Bałem się, że w przypadku Raz Dwa Trzy będzie podobnie. Że to tylko - tłumaczone jubileuszem dwudziestolecia - odcinanie kuponów od, skądinąd bardzo wartościowego, dorobku.


Mamy więc dwupłytowy album. 22 piosenki, których większość nie tylko dla fanów Raz Dwa Trzy są pozycją obowiązkową. W aranżacjach i ze wsparciem Braci (oraz Synów) Pospieszalskich, a udziałem skądinąd bardzo dobrej (brrr) Orkiestry Kameralnej Hanseatica.
Dlaczego "brrrr"? Bo orkiestra okazała się kwiatkiem do kożucha. Ani słowa Adama Nowaka, ani charakterystyczne melodie do takiej stylizacji (choćby nie wiem jak mistrzowskiej) nie pasują.
Poza tym Raz Dwa Trzy jest klasą samą w sobie i bogatego wsparcia aranżacyjnego po prostu nie potrzebuje. Ze smykami traci wiele swojego indywidualizmu.

Ale - spokojnie - nic, nawet orkiestra kameralna!, albo fajny zespół Daga Dana w bardzo znikomym stopniu przystający do stylistyki Jubilata, nie jest w stanie zepsuć świetnych, mądrych, muzycznie wartościowych piosenek. I nie jest w stanie zakłócić dobrego, wspólnego, grania, okraszonego zabawnymi wywodami Nowaka (kończonymi rytualnym "dziękuję za wypowiedź").

Raz Dwa Trzy jest świetnym zespołem koncertowym. Na scenie jest znakomite, na płytach - bardzo dobre. Jubileuszowe wydawnictwo (dokumentacja występu live) jest więc czymś pomiędzy.. Gdyby orkiestrę wsparli znajomi i przyjaciele, dzielący się gościnnie w poszczególnych piosenkach swoimi dźwiękami czy głosami - byłoby jeszcze piękniej.

W każdym razie - polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz