niedziela, 27 lutego 2011

Quincy Jones. Opowieść o muzyce

Jest kilku współczesnych producentów muzycznych. Stanowią elitarne grono "dyrektorów brzmienia". To oni decydują o trendach w szeroko rozumianej muzyce pop. To oni wprowadzają do powszechnego użycia (choć niekoniecznie je wymyślają) nowe brzmienia, nowe faktury rytmiczne, nowe narzędzia. To o współpracę właśnie z nimi zabiegają największe gwiazdy, pokornie stając w kolejce po odrobinę wolnego czasu Mistrza. I należy traktować to jako zupełnie logiczną inwestycję, bowiem wszystko, za co bierze się taki modny producent, staje się wielkim sukcesem. Przeciętny słuchacz zwykle nie dostrzega decydującej roli producenta skupiając się na nazwisku i postaci gwiazdy. Ale branża doskonale wie - kto jest NAJWAŻNIEJSZY.
Quincy Jones nie jest już tak modny jak choćby Timbaland czy will.i.am, ale ma nad wszystkimi współczesnymi kolegami po fachu jedną przewagę - jest na topie od kilkudziesięciu lat. 


Uważnie wsłuchałem się w rozliczeniową płytę Quincy Jonesa - starszego pana, który na amerykańskim rynku ma (dzięki kilkudziesięcioletniemu dorobkowi, niezliczonym przebojom, legendarnym artystom z którymi współpracował, dziesiątkom prestiżowych nagród) pozycję guru absolutnego.
Nazwiska współczesnych raperów, gwiazd soul i r'n'b, na pewno przyciągają młodszych słuchaczy, ale to Jones ma tu najwięcej do powiedzenia.

I opowiada.
Całą historię amerykańskiej muzyki rozrywkowej - od klubowego jazzu, przez brzmienia be-bopu, big-bandowe rozbuchanie, freejazzowe wariactwo, funkowy puls, wirtuozerię fusion, dyskotekowy trans, etniczne inspiracje, uliczny hip-hop, czarną muzykę klubową, elektroniczne eksperymenty, radiowy mainstream, po najnowsze osiągnięcia modnych producentów właśnie. Łączy to wszystko w logiczną, przemyślaną, bezbłędnie opracowaną całość, spójną brzmieniowo, perfekcyjną.

To nie jest zbiór fajnych piosenek do tańca czy do samochodu, to nie są przeboje przeznaczone na listy hitów.

To jest opowieść kogoś, do takiego opowiadania w sposób szczególny upoważnionego. Polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz