niedziela, 29 maja 2011

Po koncercie. Krótko i trochę nie na temat

Nie, nie będzie o świetnej atmosferze, ogromnej życzliwości publiczności przyjmującej debiutujący band, nie będzie o entuzjastycznych opiniach publiczności niefachowej i o bardzo wielu ciepłych słowach zaprzyjaźnionych muzyków, obecnych tego wieczora w klubie Lizard King. Nie będzie o stresie towarzyszącym pierwszemu występowi tego składu, o świadomości popełnionych błędów, nietrafionych decyzji repertuarowych, nie będzie o dalszych planach artystycznych. Nie będzie nawet o Madzi, Stefanie, Piotrze i Tomku, którzy okazali się fantastycznymi muzycznymi kompanami, muzycznymi i pozamuzycznymi. Nie będzie również o tym, że ten występ nas scementował.

sobota, 21 maja 2011

Komuniści. Barwni, ale nietrafieni...

Najpierw usłyszałem biura rytmiczne bicie w metalowe beczki, potem charakterystyczny hejnał, warkot starych ciężarówek, a potem - okrzyki mężczyzny. Krzyczał: "won", "spie....laj", używał też innych, nie mniej emocjonalnych określeń.
Wyjrzałem przez okna. Ulicą Rynkową wjeżdżały na Stary Rynek przystrojone czerwonymi flagami stare wojskowe ciężarówki, za nimi oklejone plakatami furgonetki, samochody kombi - wszystkie na niemieckich blachach.
Obok, wyraźnie wściekły, dreptał facet w zielonej koszuli i czapce z daszkiem. Pokazywał ludziom w samochodach środkowy palec, pluł... Pomiędzy przekleństwami opowiadał przypadkowym przechodniom, że zna tych....
Poszedłem na Stary Rynek.


------------
To byli komuniści. Przede wszystkim niemieccy komuniści, którzy z okazji "66 rocznicy zrzucenia jarzma faszyzmu hitlerowskiego" udali się w podróż - z Berlina, via Lipsk, Drezno, Pragę, Słubice, Poznań, Bydgoszcz do Gdańska  i z powrotem do Berlina. Wszystko w imię hasła "Walka klasowa zamiast wojny światowej". I to właśnie wzbudziło emocje pana w czapeczce.



wtorek, 17 maja 2011

sobota, 14 maja 2011

Ostatni dzień. Ciałem tu, duchem tam

Jest pięknie. Po wczorajszym przechodzeniu frontu atmosferycznego z deszczem, porywistym wiatrem, jak zwykle męczącą, krótką i stromą falą na Śniardwach, dzisiaj bajeczne niebieskie niebo z cumulusami, równy wiatr i stały kurs - 20 km jednym halsem.

Z jednej strony "wszędzie dobrze ale w domu najlepiej", a z drugiej - w głowie już domowe obowiązki, rodzinna logistyka, analiza kolejnych pozycji w służbowym kalendarzu...

Urlopy powinny być zawsze o jeden dzień dłuższe...

środa, 11 maja 2011

Półczynny. Czyli lepszy

W Giżycku powstała Eko Marina. Oj, duuuuże przedsięwzięcie, w lwiej części sfinansowane ze środków unijnych.
Swoją drogą - port jest gigantyczny, miejsca do cumowania 2 razy większe od przeciętnego jachtu...
Dlaczego? Bo to jest - uwaga - "port pasażerski", a nie "port jachtowy".
Albowiem tylko na hasło PORT PASAŻERSKI Unia otwiera sejf :)))

Tak więc dobiliśmy do gotowej kei w pustym porcie, w błyszczących, pachnących nowością budynkach szukaliśmy kogoś komu moglibyśmy zapłacić.
Pusto, wszystko wymarłe.
Wreszcie miły pan, sadzący krzaki róż w kształt kotwicy oznajmił, że owszem, jak najbardziej cumować, korzystać z wody i toalety, można, ale płacić nie można.

Takie rozwiązanie bardzo mi się podoba.

PS. Niestety, to stan przejściowy. Już wkrótce pojawi się cennik i skończą się dobre czasy.

wtorek, 10 maja 2011

Rywalizacja. Tiga vs. jaskółki.

Tiga to duża firma, która wiele lat temu przejęła zrujnowany były majątek Lehndorfów w Sztynorcie. Tiga zagospodarowała port, rozsądnie oferując żeglarzom kolejne atrakcje, Sztynort stał się więc punktem obowiązkowym rejsów po północnych Mazurach.

Jest tu też niedawno urządzona restauracja, pensjonat, na zmiłowanie polsko-niemieckiej fundacji czeka jeszcze pałac rodu Lehndorfów. Pewnie za 25 lat ta miejscowość będzie perełką...

Pewnie po to, by stał się perełką szybciej, administratorzy Tigi postanowili rozprawić się z jaskółkami, które (od zawsze) budowały swoje gniazda pod okapem zmywalni naczyń i budynku sanitariatów. Owszem, trochę brudziły, ale bez wątpienia są jednym z symboli mazurskiego szlaku...

Jaskółki są twarde. Nie przejmują się rozpiętymi siatkami, siadają na nich albo sprytnie gramolą się po spód.

W tym sezonie zapowiada się pasjonujący pojedynek. Kto kogo?
Będę kibicował. Jaskółkom.

piątek, 6 maja 2011

Jest nazwa, jest koncert. Nazwa prosta, koncert - super

Fascynujące, jak słowo i dźwięki stają się ciałem. Bo POTWORNYCH cierpieniach związanych z wydaniem na świat nazwy naszego zespołu, mamy - de.pl.
Wiem, wypowiedzi są krytyczne, ale my jesteśmy szczęśliwi, że nazwa już jest.
A koncert już 25 maja....


Jeżeli możecie - przyjdźcie!

środa, 4 maja 2011

Wolno strzelać. I być z tego powodu dumnym

Osama Bin Laden nie żyje.
Facet (tak przynajmniej twierdzą wywiady większości cywilizowanych państw) miał na sumieniu tysiące istnień ludzkich - głównie niewinnych ofiar zamachów terrorystycznych. Był więc przestępcą, którego cywilizowany świat powinien powstrzymać i ukarać.
To nie budzi wątpliwości.

Ale czuję się dziwnie. Głównie za sprawą względności prawa i względności, hmmm, zdobyczy cywilizacyjnych. Takimi zdobyczami jest moim zdaniem między innymi trójpodział władzy, ze szczególnym naciskiem na WŁADZĘ SĄDOWNICZĄ. Z tak piękną tradycją, regułami, casusami, procedurami - wykładanymi w najznamienitszych uczelniach świata.

Tutaj tymi tradycjami i regułami chyba nikt specjalnie się nie przejmował.

Obama powiedział - "zastrzelić Osamę". Więc fantastycznie wyszkoleni chłopcy spod gwiaździstego sztandaru wzięli i zastrzelili. Po czym zwiali. Bo strzelali nie na swoim podwórku.