czwartek, 7 lipca 2011

18 złotych. Za tyle doprowadzę Cię do szału

Zupełnie przez przypadek wszedłem na stronę renomowanego sklepu zajmującego się wysyłkową sprzedażą różnych części elektronicznych, podzespołów, mierników i podobnych gadżetów - dla mniej lub bardziej wykwalifikowanych majstrów z lutownicami. Oferta sklepu internetowego jest bardzo interesująca. Skupiłem swoją uwagę na zestawie do samodzielnego montażu o nazwie "Irytator".


Najpierw krótkie wyjaśnienie - zestawy do samodzielnego montażu różnych podzespołów elektronicznych (tzw. kit-y) to świetna zabawa, wzbogacona o aspekt edukacyjny, a przy okazji - satysfakcja z samodzielnie wykonanego, przydatnego urządzenia. Płacimy kilkanaście-kilkadziesiąt złotych i otrzymujemy woreczek z płytką drukowaną, częściami elektronicznymi i instrukcją. Wystarczy w odpowiednich dziurkach płytki umieścić i wlutować odpowiednią część (rezystor, kondensator, diodę, układ scalony etc), podłączyć zasilanie i... działa. Bajecznie proste i fajne. Za komuny samodzielne zbudowanie czegokolwiek było o wiele trudniejsze (wiem, sprawdzałem).

"Idźmy" zatem na zakupy. W tym sklepie internetowym oferowane kity podzielono na kategorie. Efekty świetlne (np. na dyskotekę), efekty dźwiękowe, podzespoły przydatne w turystyce, w samochodzie, odbiorniki radiowe, odstraszacze owadów, systemy alarmowe, termometry etc. Sporo tego.

Najbardziej jednak spodobała mi się kategoria TROCHĘ ZWARIOWANE.
Dobre słowo, zwariowane.
Bez wątpienia o lekkie szaleństwo, a przynajmniej (w przypadku tych odporniejszych) irytację mogą przysporzyć efekty działania tak uroczych urządzeń jak "dręczyciel sprzętu audio-video", "straszak przeraźliwy" czy "szoker-masażysta, generator wysokiego napięcia".

Chyba skorzystam z oferty i zakupię wspomniany na początku (za nędzne 18 złotych + koszty wysyłki) "Irytator - zestaw nocny - zestaw do samodzielnego montażu".

Cytuję opis:
Irytator służy do robienia dowcipów zaprzyjaźnionym osobom. Po włożeniu baterii urządzenie należy ukryć w pomieszczeniu, w którym będzie spać upatrzona ofiara. Dopóki jest jasno, układ pozostaje w spoczynku. Po zgaszeniu światła zaczyna co jakiś czas wytwarzać krótkie, irytujące piski. Dźwięki te mają tak dobraną częstotliwość i czas trwania by trudno było w ciemności zlokalizować ich źródło. Gdy 'obiekt nękania' zaświeci światło, irytator milknie. Po bezskutecznym poszukiwaniu światło zostaje wyłączone (noc przecież) i cały proces powtarza się.
Życzymy powodzenia obu stronom zabawy ;-) 

Zastanawiam się tylko, w czyjej sypialni umieścić gotowe urządzonko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz