czwartek, 23 czerwca 2011

Netia wspiera Twój biznes. Update.

Ta historia zaczyna żyć własnym życiem. Oto kolejne jej elementy, czyli uaktualnienie. Czyli elementy poprzednie, uzupełnione o kolejnych kilkadziesiąt punktów.

Wiecie ile mnie to kosztuje zdrowia?

wtorek, 21 czerwca 2011

Cieszę się. Pracą

Kapitalne uczucie - robić coś rozwijającego, poznawać ciekawych ludzi i... dostawać za to pieniądze.

Nagrywałem dziś komentarze laureatów konkursu BZWBK Press Photo. Pliki audio z ich wypowiedziami będą towarzyszyły prezentacji nagrodzonych prac na specjalnej stronie www.

Na uroczystości wręczenia nagród i wernisażu wystawy w Zachęcie pojawili się najlepsi z najlepszych.

Fantastyczne zdjęcia, a przede wszystkim... mądrzy ludzie, szukający sposobu na skuteczne pokazanie prawdy.

Różnią się. Są wśród nich subtelne artystki, fotoreporterki z duszą społecznika, wystylizowani wrażliwcy o dziewczęcej urodzie, intelektualiści w modnych okularach albo niepozorni chudzielcy z marnymi bródkami. Są wielkie byki z dłońmi jak bochny chleba, którym łzy stają w oczach kiedy opowiadają o wydarzeniach które dokumentowali.

A wszyscy MYŚLĄ. Cóż z tego, że niektórzy po swojemu. Ale MYŚLĄ.

czwartek, 16 czerwca 2011

Netia. Kolejny modem, kolejna wizyta, kolejny telefon i... propozycja...

Firma Netia znów zaskoczyła.

Nie, nie zaskoczyła tym, że przysłała już trzeci taki sam router (mimo mojego trzykrotnego zgłaszania uprzejmemu Panu w infolinii, że te routery na innych łączach działają i najwyraźniej problemem jest niekompatybilność sprzętu z łączem), nie zaskoczyła również tym, że znów przysłała tego samego "swojego/dobrego" technika (powoli zaczynam się z nimi zaprzyjaźniać), nie zaskoczyło mnie również to, że "u technika wszystko jest ok", tzn. jego modem na moim łączu synchronizuje się z centralą bez problemu.
Przygotowany byłem również na to, że PROCEDURA nakaże... przysłać mi kolejny router.
(gwoli sprawiedliwości - router INNY niż poprzednie trzy; a więc może, może...)

środa, 15 czerwca 2011

Netia wspiera twój biznes. (ostatni) list zdesperowanego

Przyszedł (chyba) czas stoczyć bitwę z wielkim telekomem. Choć życzliwi znajomi mówią, że to nie ma sensu, że to donkiszoteria, że lepiej po prostu przejść do innego operatora, postanowiłem spróbować.

Będę musiał poprzedni post z "historią choroby" uzupełnić o kilka smacznych relacji (kolejne wizyty serwisowe, kolejne rozmowy z uprzejmymi ale niezałatwiającymi sprawy konsultantami, kolejne odbierania tego samego niedziałającego routera). No i, po sporządzeniu odpowiedniej relacji, zamieścić ją tutaj, skopiować link do FB (prosząc o jak najszersze rozpropagowanie wśród znajomych-znajomych oraz znajomych-znajomych-znajomych), przesłać materiały do prześmiewczych serwisów typu joemonster, oczywiście do mediów tradycyjnych (w końcu mnie tam znają i wiedzą, że jestem spokojnym i normalnym człowiekiem ;)) oraz do instytucji typu UOKiK czy UKE.
Oto co napisałem w wysłanym wczoraj (14.06), po ponad 3 tygodniach kompletnego niedziałania usługi, liście do Netii:

środa, 8 czerwca 2011

Netia wspiera twój biznes... (i uczy cierpliwości)

Netia wspiera twój biznes - to jedno z ostatnich haseł reklamowych tego operatora. Nie wiem, czy jestem adresatem tego hasła, bo biznesu to Netia mi jakoś ostatnio nie wspiera (od trzech tygodni biuro mam praktycznie odcięte od internetu.

Ale na pewno Netia dużo mi daje.

Wrażeń. Przygód. Okazji do treningu osobowości, a nawet - medytacji. Pretekstu do rozważań o czasoprzestrzeni.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Będze mrugało. Na wiejskiej dyskotece?

Pamiętacie rok 2007, pamiętacie sierpień 2007 roku, pamiętacie 21 sierpnia 2007 roku? Pamiętacie relacje telewizyjne, pamiętacie do znudzenia powtarzany filmik z kładącym się w szkwale jachtem w Mikołajkach? Pamiętacie zatrwożone głosy telewizyjnych spikerów, politycznych dyskutantów i specjalistów od ratownictwa?
No jasne, że pamiętacie.

Słynna burza, która spustoszyła wtedy jeziora mazurskie, naprawdę dała się we znaki, zabierając życie dwunastu osobom, raniąc dalszych kilkanaście, uszkadzając setki jachtów (również tych bezpiecznie zacumowanych w portach i przystaniach).

Strat materialnych nie dało się uniknąć - wiatr elegancko łamał maszty, zrywał stalowe liny, darł żagle.
Ale strat ludzkich - owszem, dało się uniknąć. Nadchodzącą burzę było widać co najmniej 30 minut przed uderzeniem wiatru. Więc na zdecydowanej większości mazurskich jezior każdy jacht mógł spokojnie dobić do brzegu, nawet bez silnika. Nie potrzeba superprzygotowania merytorycznego. Jak coś wielkiego i czarnego zasłania pół nieba, to zdrowy rozsądek mówi: "wiać"... Chyba że ktoś nie słucha.