poniedziałek, 21 lipca 2014

Cudowne, przytulaśne foczki. Parszywe, łakome foki

Palec w górę - kto był kiedyś na Helu, albo choćby we Władysławowie albo Jastrzębiej Górze?

Drugiego pytania nie muszę zadawać, bo niemal wszyscy, którzy kiedykolwiek tam byli, odwiedzili również fokarium w Helu. Czyli, używając oficjalnej nazwy - Stację Morską Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego.

Stała ekipa naukowców, przy wsparciu studentów i wolontariuszy, od mniej więcej dwóch dekad prowadzi tam intensywne badania bałtyckich fok. Dodatkowo do placówki trafiają chore osobniki, które po udanej kuracji wracają do morza. Ale to nie wszystko - rodzące się w Helu małe foczki, również wypuszczane są do Zatoki Gdańskiej w ramach projektu odtwarzania populacji tych sympatycznych ssaków.

No właśnie, czy sympatycznych? Rybacy z Mierzei Helskiej mają poważne wątpliwości...


niedziela, 20 lipca 2014

Ekologom trudniej. Trudniej niż za komuny

Nastały ciężkie czasy dla ekologów. Chcąc nie chcąc - znaleźli się w samym środku politycznego pola bitwy. Atakujące siły konserwatywno-prawicowe zdobywają kolejne przyczółki, a centro-lewicowcy i liberałowie albo ekologom nie chcą pomagać (bo się z nimi nie identyfikują), albo sami ostrzeliwani nie chcą tej pomocy bo nie czują się stroną politycznego sporu.


Za późno. Ekologia jest polityczna. Ze wszelkimi tego brudnymi i fatalnymi wizerunkowo konsekwencjami.

sobota, 19 lipca 2014

Trójkąty i kwadraty. Tania gitara i radocha

GUITALELE. Czym jest - dowiedziałem się chyba 9 dni temu. Z przypadkowo dostrzeżonego posta na Facebooku. Sympatyczna dziewczyna postanowiła sprzedać kurzący się instrument. Szybkie uzupełnienie wiedzy i równie szybka decyzja.

Koszt - jak na instrument muzyczny - niewielki. Satysfakcja - bardzo duża.


Przy okazji po raz kolejny potwierdziło się - najwięcej frajdy dają rzeczy niepozorne.



poniedziałek, 14 lipca 2014

Jest festyn. Jest luz

Mówcie co chcecie. Lubię festyny. Lubię partyzantkę techniczną i organizacyjną, która wobec szczerego emocjonalnego zaangażowania nie ma najmniejszego znaczenia. Lubię lokalnych wykonawców bez zadęcia, szczerych. Takich, dla których to czysta przyjemność, bez komercyjnego ssania... Lubię producentów wędlin, przetworów, gospodynie przygotowujące legendarne ciasta, właścicieli pasiek, magików słynnych na całe województwo z niepowtarzalnych nalewek. Oczywiście chcą skorzystać z okazji i za swoje produkty otrzymać jak najwyższe ceny. Ale czy coś w tym złego?

Że wiochą trąci?

O wiele bardziej wiochą trącą miastowi wczasowicze, którzy na takie festyny patrzą z pobłażaniem i poczuciem wyższości...

piątek, 11 lipca 2014

Irena Santor. Klip i hołd

Ojej, nawet dla słuchaczy w moim wieku (wychowanych na polskich kapelach rockowych początku lat 80), Irena Santor to oldskul. A co dopiero dla pokolenia które muzykę najmocniej chłonęło w latach 90 i na początku XXI wieku. Że o fanach Happysad nie wspomnę :).

Irena Santor wróciła. Co ciekawe - korzystając z promocyjnego wsparcia jak najbardziej młodzieżowej wytwórni MyMusic. Miks ultratradycyjnej piosenkarskiej elegancji oraz szlachetności z dynamizmem promotorów wyrosłych na hip-hopie (legendarny Remigiusz Łupicki - tytan pracy i mistrz efektywności), dało zaskakujący rezultat. 

Zaskakująco dobry i zaskakująco... wzruszający.

środa, 9 lipca 2014

Od przybytku głowa rozbolała. Wizerunek i tak nie ucierpi

Afera taśmowa. Tygodnik Wprost systematycznie karmi opinię publiczną sensacyjkami i sensacjami, podsłuchanymi przy drogich przystawkach, winie i wódce. Oprócz tego, że po raz kolejny przekonaliśmy się, że polityka to bagno, a media zeszły na psy, publikacja nagrań zrealizowanych nielegalnie w warszawskich restauracjach NIC nie zmieni.
NIC w rozumieniu publicznego wizerunku bohaterów zamieszania.

Bo opinia publiczna to świat całkowicie różny od tego co wyobrażają sobie politycy i dziennikarze.