wtorek, 22 lutego 2011

Diddy Dirty Money. Tak się będzie grało, tańczyło i śpiewało

Sean Combs aka Puff Daddy aka Diddy postanowił pokazać światu, jak będzie w najbliższych latach brzmiała muzyka taneczna. Nie jestem wielkim (a nawet małym) miłośnikiem tego gatunku, ale:
- przesłuchałem raz - pozytywnie się zdziwiłem,
- uważnie przesłuchałem drugi raz - zaskoczyły mnie muzyczne oryginalności ukryte w energetycznym materiale,
- bardzo uważnie przesłuchałem trzeci raz - zrozumiałem, to brzmienie dla Starego Kontynentu jest nieosiągalne.
Kupili mnie.

Przy okazji zorientowałem się (nie mając zwykle czasu na oglądanie muzycznych programów TV), że Diddy - Dirty Money (czyli Diddy + dwie utalentowane damy) zdążyli już zawojować ramówki, toplisty videoklipów, a natężenie reklam albumu "Last train to Paris" przekracza w serwisie muzycznym myspace granice zdrowego rozsądku :).
Puff Daddy, dobrze znany w gronie fanów rapu i hip-hopu, to prawdziwa gwiazda dużego formatu, ze sporym dorobkiem muzycznym, licznymi platynowymi płytami, gigantycznym majątkiem i... skandalami na koncie.
Z drugiej strony - ma facet głowę. I potrafi dobierać producentów, którzy skleili bardzo spójną, bardzo mocną i ani przez sekundę nie pozwalającą na nudę, płytę pełną ciekawych dźwięków. Taki muzyczny, wielogatunkowy miks. Doskonale sprawdzający się nie tylko podczas ćwiczeń na siłowni*.

Szczerze polecam, również tym, którzy nie przyjmują do wiadomości, że mogliby nabyć płytę z muzyką taneczną...

*Dopiero teraz dowiedziałem się, że litry potu wylewam między innymi przy Diddy Dirty Money. Zwykle coś tam łupie, ale teraz jestem odrobinę mądrzejszy ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz