wtorek, 30 września 2014

Rozdał obrazy, bo... chciał. Sztuka marketingu - marketing w sztuce, poziom master

- Cenimy współczesną sztukę? Być może.
- Szanujemy artystów, którzy poświęcają wiele lat nauki by dojść do... zawodowej niepewności? Raczej ich nie rozumiemy, pewnie trochę współczujemy.
- Jesteśmy gotowi płacić za obraz, grafikę, rysunek, rzeźbę? Niekoniecznie. Najpierw chleb, potem ser i wędlina, telewizor, samochód, mieszkanie, wakacje w Egipcie, a dopiero gdzieś dalej - sztuka na ścianę.

 Ventzislav Piriankov i jego żona Kasia zrobili coś szalonego. Z galerii-pracowni pozbyli się za jednym zamachem 146 (!) prac. Po prostu je... rozdali. 

Szok, skandal, desperacja (tak pisałyby tabloidy)?
A może po prostu świetny zabieg dowodzący wielkiej wyobraźni i umiejętności przewidywania?

Jeżeli chodzi o marketing i PR w sztuce - manewr na medal...


poniedziałek, 22 września 2014

Taniutki homofobizm, taniutki antyhomofobizm. Za jednego lajka

Marek Jakubiak, właściciel browaru Ciechan, powiedział coś bardzo głupiego, biznesowo totalnie nierozsądnego. Można zrozumieć, że ma poglądy politycznie niepoprawne, że irytuje go ewolucja opinii publicznej życzliwej już gejom, że dał się sprowokować bokserowi Michalczewskiemu demonstrującemu poparcie dla homoseksualistów, ale słowa o "ssaniu fujarki u mamy posiadającej fujarkę zamiast piersi" paść nie powinny.

O ile nie była to świadoma prowokacja albo czyste wyrachowanie obliczone na zdobycie prawicowych i konserwatywnych sympatyków na trudnym rynku  małych browarów, to możemy... zazdrościć odwagi. Bo facet artykułując swoje poglądy położył na szalę swój biznes. A przecież we współcześnie to rzadka cecha - być szczerym, bez oglądania się na wizerunkowe konsekwencje (spójrzcie na polityków!).

Ale zostawmy p. Jakubiaka. O wiele ciekawsze jest obserwowanie spontanicznych internetowych akcji "karania" Pierwszego Homofoba Rzeczypospolitej. Profile facebookowe typu "od dzisiaj nie kupuję piwa Ciechan" albo "jako znana knajpa rezygnujemy z podawania klientom Ciechana" pęcznieją, zdobywając z godziny na godzinę coraz więcej lajków. Może to odrobinę przypominać obśmiane akcje zbierania lajków dla głodujących dzieci w Afryce.


czwartek, 18 września 2014

Co najmniej 770 złotych. (Zbyt) kosztowna randka z (dawnymi) idolami

Myślę, że ustalając ceny biletów na wspólne koncerty Stinga i Paula Simona, organizator liczył na dobrze ustawionych 40-latków. Wiadomo, to pokolenie cieszy się pewną swobodą finansową i może sobie pozwolić na nietani bilet na wyjątkowy koncert.

Problem w tym, że przeliczył się, przynajmniej w moim przypadku. Mam nieco ponad 40 lat, swego czasu zarówno Stinga jak i Paula Simona wręcz uwielbiałem (mam ich wszystkie solowe płyty i większość nagranych z Police lub w duecie Simon&Garfunkel). Ale nie zapłacę blisko 800 złotych za możliwość posłuchania mieszanki przebojów, wykonanych na scenie przez dwóch panów. Najwyraźniej nie jestem dobrze ustawiony wg kryteriów organizatora i nie dysponuję wystarczającą swobodą finansową :).


środa, 17 września 2014

Wojna wygrywa z seksem. Intuicja spamerów lepsza od badań

Co we wrześniu 2014 wzbudza najwięcej emocji, co najbardziej przyciąga uwagę polskich internautów? Nie trzeba robić skomplikowanych badań, błagać w Sieci o wypełnienie nudnych ankiet i mozolnie je analizować.

Wystarczy przyjrzeć się działaniom internetowych rozbójników, wysyłających niechciany spam albo wirusy - ukryte w postach udających sensacyjne wiadomości.


Jeżeli korzystasz z Facebooka - doskonale znasz ten mechanizm: przyciągające uwagę zdjęcie, "prasowy" tytuł i lead zręcznie naśladujący ton doniesień medialnych.

Przez ostatnie miesiące spamero-wirusiarze wabili swoje ofiary na newsy o nieprzyzwoicie zachowujących się seksownych licealistkach, nauczycielu, który uwiódł uczennicę... Wiadomo, seks sprzedaje. Sprzedawał i... przegrał.


środa, 10 września 2014

Nie boję się psipająków. Boję się inwazji Wardęgów

Sylwester Wardęga to JUTUBER. Jeden z najsłynniejszych polskich JUTUBERÓW. A właściwie najsłynniejszy, bo dzięki międzynarodowej promocji na YouTube zyskał światową sławę.

Wardęga zrealizował film video, w którym pies przebrany za wielkiego pająka straszy w nocy przypadkowych przechodniów. Produkcja wpisuje się w bardzo popularny nurt internetowych, jutubowych wygłupów, za których sprawą młoda publiczność coraz częściej rezygnuje z tradycyjnej telewizji. Internet im wystarcza.

Żart jak żart. Nie śmieszy mnie straszenie innych. Natomiast niepokoi mnie kierunek, jaki JUTUBERZY wytyczają. I trochę boję się przyszłości w ich wykonaniu...



Kilkadziesiąt milionów (!) odtworzeń filmiku z psipająkiem robi wrażenie. Wrażenie robią również zazdrosne publikacje na łamach tradycyjnych mediów, które fenomen JUTUBERÓW opisują właśnie na przykładzie Wardęgi. Przy okazji oczywiście wyliczając, ile ten młody człowiek zarobi(ł) na globalnej popularności swoich filmów.

Kwoty to niebanalne nawet dla dorosłego. Wyobrażam sobie, że przeciętnemu nastolatkowi muszą zawrócić w głowie.
 
"A przecież Wardęga NIC TAKIEGO nie zrobił" - myśli sobie nastolatek. "Wystarczy, że wezmę amatorską kamerę, zrobię coś jeszcze bardziej szalonego, umieszczę na YouTube i... przebiję go. Drogą na skróty dojdę do wielkiej sławy i pieniędzy. Już zaraz."

Co wymyślą rzesze nastolatków?

piątek, 5 września 2014

Charon wygrzewa się na przystani. Pogrzebowy biznes w blasku słońca

Piękne przedpołudniowe słońce, optymistyczny szum samochodów, 
stukot obcasów przechodzących kobiet za którymi oglądają się zaintrygowani mężczyźni. 

Patrzą na to wszystko pracownicy zakładów pogrzebowych, którzy wystawili na chodnik
swoje krzesełka i chłoną ostatnie jesienne ciepło. 

Czekają.
Na zmarłych.



Oczywiście nie dosłownie.
Ich rolą jest zaopiekowanie się bliskimi, którzy pojawiają się na ulicy Woźnej,
by załatwić formalności związane z pochówkiem zmarłego. 

Ubrani w ciemne garnitury mężczyźni siedzą więc, wypatrując klientów.
Bez pudła wyłapują ich z przypadkowego tłumu. Kwestia doświadczenia...

Nie wchodzą sobie w paradę. Każdy zawłaszczył swój kawałek chodnika.
Dopiero po wkroczeniu ofiary na ten kawałek - przystępuje do eleganckiego, pełnego współczucia ataku...

wtorek, 2 września 2014

Celebryta własnością publiczną. Dariusz K. w reklamie

Dariusz K., muzyk-celebryta, którego sława urosła na konflikcie z byłą żoną, słynną piosenkarką, zabił mieszkankę Warszawy. Kobieta przechodziła (prawidłowo) przez jezdnię, a Dariusz K. jechał akurat (nieprawidłowo) swoim luksusowym samochodem. W dodatku okazało się, że był pod wpływem kokainy.