piątek, 28 lutego 2014

Roman Kaszczuk gwarantuje. A ja mu wierzę

Albo inaczej: wierzyłbym, gdyby krótki komunikat na opakowaniu jogurtu brzmiał inaczej. Firma Zott (polski oddział międzynarodowego koncernu), specjalizująca się w produkcji jogurtów i deserów mlecznych, postanowiła zbliżyć się nieco do konsumenta. I na kubeczkach jogurtu Jogobella, obok standardowych informacji o składzie, kaloriach, mikroelementach i przydatności do spożycia, daje głos swojemu szefowi.
Pan Prezes Roman Kaszczuk przekonuje, że odpowiedni dobór dostawców surowca gwarantuje odpowiedni efekt konsumentowi. I kwituje to "odręcznym" podpisem.

Pomysł fajny, ale można było to zrobić jeszcze lepiej.



Zott swego czasu był mocno krytykowana przez rodzimych konkurentów. Przekonywali, że produkowane na wielką skalę jogurty są tak zdrowe jak wytwarzane w niewielkich, lokalnych mleczarniach, stosujących tradycyjne metody produkcji.
Krytyka krytyką, ale Zott i tak wygrał rynek (reklama, strategia cenowa, linie atrakcyjnych produktów). A teraz dodatkowo stara się skrócić dystans i przełamać uprzedzenia do "fabryki przemysłowych jogurtów".

Użycie nazwiska prezesa i sprowadzenie relacji między producentem a konsumentem do bezpośredniego kontaktu dwóch osób jest dobrym zabiegiem. Oczywiście to złudne (bo pewnie prezes nie miał z tym marketingowym pomysłem nic wspólnego), ale... działa. To najważniejsze.

Ale mogłoby działać jeszcze lepiej. Na przykład wtedy, gdyby notka brzmiała bardziej naturalnie (w tej chwili to taki drętwy tekst z firmowego katalogu). Albo wtedy, gdyby Roman Kaszczuk poszedł za ciosem i pokazał swoją twarz (a najlepiej osobiście wystąpił w video) na stronie internetowej  czy na Facebooku. Nawet nieporadnie, nawet jąkając się albo sepleniąc. Ważne, żeby wystąpił naprawdę...
Wtedy byłoby super.

Ale może jeszcze nie wszystko stracone?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz