poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Pedały i luje. Symbioza po poznańsku


(na samym początku zastrzeżenie - nie jestem ani homofobem, ani homofilem; niemile brzmiących słów "pedał" i "luj" użyłem wyłącznie w charakterze cytatów oraz w celu podniesienia oglądalności)

Zainspirowała mnie akcja ustawienia kwiatowej "tęczy" na Placu Zbawiciela, na poznańskim Górczynie. Niespecjalne znany kolektyw artystyczny postanowił nie wiadomo co udowadniać nie wiadomo komu.

Kwiatowa Tęcza, od czasu słynnej zadymy w Warszawie, urosła w kraju do symbolu walki Postępu z Zacofaniem albo Wartości z Bezwartością. Było wiadomo, że zapowiedź ustawienia konstrukcji na placyku przed górczyńskim kościołem, przyciągnie grono radykalnych przeciwników.

Przybyli, oczywiście. No i oczywiście tęcza nie stanęła, czyli... stało się dokładnie tak, jak chcieli tego organizatorzy happeningu...

Wszyscy są szczęśliwi.


Słowem "luj" homoseksualiści określają heteroseksualnych mężczyzn, w swojej heteroseksualnej męskości bardzo kuszących. Paradoksalnie, to właśnie uwiedzenie luja jest dla homoseksualisty największym sukcesem*. Wygląda więc na to, że homoseksualistom do szczęśliwego życia zaniedbana, niechlujna, brutalna heteroseksualna część populacji męskiej jest po prostu niezbędna.

Silni, twardzi, kipiący testosteronem współcześni wojownicy, dla podtrzymania swojej wspólnoty potrzebują wspólnego wroga. Tak się akurat składa, że wojownicy, reprezentując mocne konsweratywne poglądy, są raczej zwolennikami prawej strony sceny politycznej. A to oznacza, że jednym z tych wrogów są homoseksualiści.  

Po prostu - symbioza. Mimo pozornej wrogości i skrajnej różnicy poglądów, jedni bez drugich żyć nie mogą. Konserwatywni wojownicy muszą bronić społeczeństwa przed szkodliwym wpływem. Homoseksualni aktywiści, rozpaczliwie szukający akceptacji swojej odmienności, jak kania ddżu łakną argumentów, których będą mogli użyć w płaczliwym zawodzeniu o nietolerancyjności społeczeństwa, które ich nienawidzi...

 Maluśka zadymka przy maluśkiej tęczy na Górczynie podnieciła lewicujących organizatorów i prawicowych oponentów, podnieciła dziennikarzy, przyprawiła o orgazm (heteroseksualny bądź homoseksualny - nieważne) felietonistów obu stron dyskursu.

Natomiast najfajniejsze jest to, że tzw. społeczeństwo ma to wszystko... w poważaniu. Podejrzewam, że każdy z nas ma wśród swoich znajomych homoseksualistów i radykalnych konserwatystów. I zwykle nie interesuje nas jakich technik seksualnych używają. Ważne jest dla nas czy fajnie się z nimi gada, czy są sympatyczni, czy nie są nabzdyczeni, czy są uczciwi, nie petują na klatce schodowej i czy sprzątają kupy po swoim psie.

A cała ta zabawa w tęcze, to taka zabawa. Zabawa w symbiozę.


* wiedzę czerpię z książek pisarza Michała Witkowskiego, zdeklarowanego homoseksualisty, który swoje homoseksualne środowisko opisuje szczerze i z cenną ironią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz