niedziela, 15 czerwca 2014

Sowa & Przyjaciele - kryzys, wyzwanie i szansa. Mini-studium przypadku


No to mamy kolejny wstrząs na scenie politycznej. Ktoś nagrał rozmowę polityko-urzędników bardzo wysokiego szczebla, dyskutujących prymitywnym językiem o politycznych interesach.

Pulpa w politycznym kociołku znów się zagotowała, zaczęła intensywnie bulgotać. Pod przykrywkę zaglądają (dosypując swoich przypraw) politycy różnych opcji, licząc na ubicie własnego interesu albo szukając sposobu na zniwelowanie wizerunkowych efektów ujawnienia TAŚM. 

Zainteresował mnie jeden wątek tej afery. Poboczny, ale chyba (bo w końcu polityka jest taka przewidywalna...) najciekawszy. Chodzi o miejsce, w którym bulwersujące rozmowy zostały zarejestrowane, czyli warszawską restaurację Sowa & Przyjaciele. 

Muszę przyznać, świetnie opanowany przez restauratora kryzys. Wzór do naśladowania.


Sprawa jest poważna. Nie testowałem nigdy kuchni p. Roberta Sowy, ale sądząc po opiniach w sieci - lokal to zacny, z renomą, pozycjonowany wysoko. Z pewnością znakomita większość gości mocno wystaje ponad prestiżową i zarobkową średnią. Dla takich ludzi równie ważne jak smakowitość jedzenia, są spokój i dyskrecja. Bo przy tak ekskluzywnym stole często prowadzi się naprawdę wyjątkowe rozmowy.

Uwikłanie restauracji w kontekst afery taśmowej, której głównym elementem są nielegalne, tajne nagrania takiego właśnie prywatnego, dyskretnego spotkania, wydaje się być klęską. Totalną.

Choć pewnie nikt nie wierzy, że właściciel czy personel restauracji miał jakikolwiek udział w tym procederze, choć każdy wie, że tzw. służby potrafią w tajemnicy nagrać wszystko i wszędzie (no, może z wyjątkiem ekranowanych klatek przeciwszpiegowskich w ambasadach czy tajnych obiektach rządowych), to zestawienie Sowa & Przyjaciele - nagrywanie prywatnego spotkania aż bije po oczach...

Afera wybuchła w sobotę. I tego samego dnia na stronie internetowej Restauracji pojawiło się oświadczenie podpisane przez właściciela firmy. Cytuję w całości:

Restauracja Sowa & Przyjaciele przez lata swojego funkcjonowania wyrobiła sobie zasłużoną markę miejsca słynącego z doskonałej kuchni i przyjaznej atmosfery, a naszą naczelną zasadą była i zawsze będzie dbałość o bezpieczeństwo i dobre samopoczucie naszych gości.
Nie możemy odpowiadać za żadne nielegalne i podejmowane bez naszej wiedzy działania nieznanych nam osób lub instytucji, których efektem są publikacje prasowe tygodnika Wprost. Nie zajmujemy się i nigdy nie będziemy się zajmować polityką, tylko serwowaniem potraw w najlepszym wydaniu. 
Ze swej strony oświadczam, iż w trosce o dobre imię swoje, restauracji oraz przede wszystkim o bezpieczeństwo i zaufanie naszych gości, nasi prawnicy podejmą niezwłocznie wszelkie kroki prawne, celem ochrony klientów restauracji, jej dobrego imienia oraz wyjaśnienia okoliczności opisywanych zdarzeń.

Z poważaniem, 
Robert Sowa

Trzeba przyznać - ładne i szczere. Konkretne, ale z emocją. Dobry manewr.

Oświadczenie p. Sowy podchwyciły oczywiście media (które rzuciły się na wszelkie wątki afery). Pokazały zrzuty ekranowe, opublikowały notki na ten temat. 

Co ciekawe, z niektórych artykułów dotyczących samych okoliczności dokonania nagrań, zniknęła nazwa "Sowa&Przyjaciele", zastąpiona przez określenia typu "znana warszawska restauracja". Nie wiem, czy redakcje same z siebie wyczyściły teksty chcąc uniknąć "wszelkich kroków prawnych", czy był to efekt zakulisowych działań prawników p.Sowy. W każdym razie - było to skutecznie.

A jeszcze lepszym manewrem okazało się... zdjęcie oświadczenia ze strony internetowej restauracji. 
W tej chwili (niedziela, południe) próżno szukać nawiązania do afery na www.sowaiprzyjaciele.pl/ czy na profilu facebookowym lokalu.



Najpierw Robert Sowa wystarczająco głośno powiedział publicznie "nie mamy z tym nic wspólnego", a następnie - dla poparcia tych słów - wrócił do normalności, skupionej na serwowaniu np. jesiotra z patelni z kurkami podanego z puree ziemniaczanym i młodą kapustą z pomidorami.



Nie zlekceważył, ale odciął się. Jestem przekonany że skutecznie.
Teraz tylko pozostaje doraźna (ale na pewno mądra, bo widać, że sprawą zajmują się profesjonaliści) reakcja na facebookowe wpisy takie jak ten:




I domyślam się, że kolejnym krokiem może być własne śledztwo przeprowadzone przez wynajętych detektywów, przygotowanie własnego raportu poświęconego tej sprawie i dyskretne o nim poinformowanie, następnie zainstalowanie jakiegoś elektronicznego systemu zakłócającego działanie urządzeń nagrywających.
O działaniu tego systemu będą z pewnością informowały eleganckie tabliczki przy wejściu do restauracji. Paradoksalnie, kryzys może stać się szansą. Dojrzałość marki jest wyczuwalna, odpowiedzialność w reakcji na kłopotliwą sytuację - dostrzegalna. To się docenia.

Ważni goście (politycy, biznesmani) nie zagłosują nogami uciekając do konkurencji. Będą wracali do p. Sowy. By dyskretnie prowadzić swoje, niekiedy bulwersujące, rozmowy. No bo gdzieś trzeba je prowadzić :)))


PS. Swoją drogą jeszcze ciekawiej byłoby, gdyby TAŚMY zostały nagrane w jakimś mniej ekskluzywnym miejscu, np. w pubie czy przystępnej pizzerii. W takim przypadku właściciel lokalu miałby pole do popisu. Mógłby stworzyć całkiem niezłą atrakcję turystyczną, przyciągając publiczność hasłami typu "na tym krześle siedział Sienkiewicz, a na tamtym - Belka", "to wino pił Nowak" itd.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz