wtorek, 4 listopada 2014

Czwarta władza. Skuteczna, w przeciwieństwie do trzech pozostałych

To bardzo istotna informacja. Dawny potentat finansowy i senator, doskonale znany w latach 90. większości Polaków, został zatrzymany. Prokuratura podejrzewa, że mógł mieć związek z zaginięciem (w domyśle - śmiercią) poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Ziętara zajmował się między innymi opisywaniem afer gospodarczych, jedna z hipotez prowadzących śledztwo zakłada, że ktoś postanowił go "uciszyć".

Czy Aleksander G. faktycznie ma coś na sumieniu - oceni sąd. W każdym razie, w porównaniu do poprzednich "zwrotów akcji", tym razem wygląda to wyjątkowo poważnie...

Chciałbym jednak zwrócić już teraz na wielki sukces czwartej władzy. W tym akurat przypadku reprezentowanej przez jednego człowieka - Krzysztofa Kaźmierczaka, wieloletniego dziennikarza najpierw Gazety Poznańskiej, a później Głosu Wielkopolskiego. To właśnie dzięki niemu ta dawna sprawa (od zaginięcia Jarka minęły 22 lata!) nie pokryła się kurzem na najdalszej półce prokuratorskiego archiwum.



Krzysztof Kaźmierczak bywa uciążliwy. Nie brakuje ludzi, z którymi dziennikarsko zadarł (czasem wdając się w niepotrzebne pyskówki i nie zawsze mając rację), ale bez wątpienia to on przez te wszystkie lata naciskał i pilnował policjantów, prokuratorów, sędziów. Nie odpuszczał politykom i organom administracji.

Można powiedzieć, że "robił" za część z nich: zbierał informacje, porządkował je, sugerował wątki, protestował przeciwko umorzeniom, był inicjatorem dziennikarskich apeli. Posłowie, urzędnicy, policjanci, prokuratorzy - mieli już serdecznie dość. Kaźmierczaka i całej sprawy, która psuła im statystyki.

Przyznaję, obserwując działania Krzysztofa miewałem wrażenie, że to nie ma sensu. Że zbyt wiele czasu minęło, że nie ma już szans na uzyskanie odpowiedzi na pytania "co się stało?", "dlaczego?"
Ba, momentami miałem nawet irytujące poczucie, że nie tylko prokuratorom, ale i mi Kaźmierczak wierci dziurę w brzuchu, w totalnie beznadziejnej sytuacji.

Myliłem się.
I mam nadzieję, że będę miał okazję poczuć to jeszcze mocniej, kiedy sprawa zaginięcia Jarka Ziętary się ostatecznie wyjaśni. Kaźmierczak zrobił swoje, nie pozwolił zapomnieć. Teraz niech biorą się do roboty ci, którzy powinni.  


PS. 1
KK swoją karierę rozpoczynał na początku lat 90. Czy równą zawziętością w walce o wyjaśnienie sprawy zaginionego przyjaciela wykazałby się dziennikarz (a może "dziennikarz") wchodzący do zawodu w roku 2014?

PS. 2
Aż strach wyobrazić sobie, ile może być niewyjaśnionych spraw, które nie mają swojego Kaźmierczaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz