piątek, 7 marca 2014

Idź, odbierz pismo z sądu. A właściwie - z podłogi

Nie jestem pierwszym i nie jestem ostatnim, który doświadczył na własnej skórze łamania monopolu Poczty Polskiej. Ale nie mogę sobie odmówić opisania i pokazania...

Awizo wypisane było dość chaotycznie i z błędem, ale nic to, dajmy im szansę - pomyślałem, udając się na poszukiwanie punktu odbioru przesyłek dostarczanych przez InPost.






Pojechałem samochodem. Lokalny urząd pocztowy mam 300 metrów od domu, ale rozumiem, że łamanie monopolu Poczty musi kosztować - więc zapłaciłem za paliwo. Na szczęście nie musiałem płacić za parking dla gości peryferyjnego, zaniedbanego biurowca, w którym zlokalizowano placówkę InPost. Samo szukanie placówki zajęło trochę czasu (skromna tabliczka przy bocznych drzwiach), więc przy okazji udało się znaleźć darmowe miejsce do parkowania.

Z zakurzonego korytarza wszedłem do malutkiego pomieszczenia (jakieś 4 mkw), oddzielonego od równie malutkiego zaplecza szybą i ustawioną tyłem szafą zabezpieczoną z tyłu brązową płytą pilśniową.
Pociągająca (nosem, w powodu silnego przeziębienia) blondynka z zakolczykowaną brwią, w dżinsach i skórzanej kurteczce urzędowała przy biurku z postawioną zakurzoną plastikową skrzynką wypełnioną papierami. W placówce można też chyba nadać paczkę - najwyraźniej służy do tego ustawiona w kącie, na starej wykładzinie waga pocztowa.

Pociągająca (nosem) blondynka wzięła moje awizo i stanęła przy regale składającym się z szeregu szafek z pootwieranymi drzwiczkami. Na szafkach - samoprzylepne karteczki z datą pozostawienia awiza. Sprytne.

Z "mojej" szafki wyjęła kilka pakietów przesyłek, położyła je na podłodze i zaczęła przeglądać w poszukiwaniu odpowiedniej przesyłki.
Znalazła, resztę wrzuciła z powrotem do szafki, przymykając drzwiczki. Podsunęła do podpisu sądowe potwierdzenie odbioru oraz jeszcze jedną listę i.... już. Załatwione.

Właściwie powinienem być zadowolony. Właściwie powinienem chwalić instytucje państwowe (była to przesyłka z sądu) za to, że w trosce o oszczędzanie budżetowych pieniędzy podpisują kontrakt z tańszym operatorem. Właściwie powinienem cieszyć się, że wolny rynek uczyni cuda i że dzięki konkurencji Poczta Polska będzie działać lepiej.

Ale czy to naprawdę jest konkurencja?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz