środa, 9 lipca 2014

Od przybytku głowa rozbolała. Wizerunek i tak nie ucierpi

Afera taśmowa. Tygodnik Wprost systematycznie karmi opinię publiczną sensacyjkami i sensacjami, podsłuchanymi przy drogich przystawkach, winie i wódce. Oprócz tego, że po raz kolejny przekonaliśmy się, że polityka to bagno, a media zeszły na psy, publikacja nagrań zrealizowanych nielegalnie w warszawskich restauracjach NIC nie zmieni.
NIC w rozumieniu publicznego wizerunku bohaterów zamieszania.

Bo opinia publiczna to świat całkowicie różny od tego co wyobrażają sobie politycy i dziennikarze.



- Politycy przeżywają, z drżeniem czekają na upublicznienie nagrań z nimi w roli głównej. Boją się głównie o swoje polityczne losy - czy lider ich partii, nie kopnie ich w tyłek, broniąc swojego.
- Biznesmani zastanawiają się, czy ujawnienie treści rozmów, które prowadzili z politykami i urzędnikami nie zamknie im drzwi do gabinetów tychże bądź ich następców (przerażonych wizją utraty wygodnego, dobrze płatnego, nie obciążonego odpowiedzialnością, stanowiska).
- Dziennikarze miotać się będą między zazdrością (hałas wokół Wprostu) a pogardą dla tych metod działania, przy okazji demonstrując swoje zaskoczenie upadkiem dziennikarstwa (jakby sami w tym nie uczestniczyli od lat).

I właściwie tylko te trzy grupy nadal będą się interesowały sprawą. Cała gigantyczna reszta, począwszy od widzów/słuchaczy/czytelników zainteresowanych polityką (bo tych natłok informacji związanych z aferą już totalnie zmęczył) a skończywszy na tych, którzy już od dawna nie interesują się polityką, coraz skuteczniej będzie puszczała kolejne sensacje niekończącego się serialu Wprost - mimo uszu.
Nuuuda.

Zresztą i tak wszyscy już zapomnieli o co poszło, kto brał udział w tej zabawie i dlaczego należy go za to krytykować...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz