poniedziałek, 14 lipca 2014

Jest festyn. Jest luz

Mówcie co chcecie. Lubię festyny. Lubię partyzantkę techniczną i organizacyjną, która wobec szczerego emocjonalnego zaangażowania nie ma najmniejszego znaczenia. Lubię lokalnych wykonawców bez zadęcia, szczerych. Takich, dla których to czysta przyjemność, bez komercyjnego ssania... Lubię producentów wędlin, przetworów, gospodynie przygotowujące legendarne ciasta, właścicieli pasiek, magików słynnych na całe województwo z niepowtarzalnych nalewek. Oczywiście chcą skorzystać z okazji i za swoje produkty otrzymać jak najwyższe ceny. Ale czy coś w tym złego?

Że wiochą trąci?

O wiele bardziej wiochą trącą miastowi wczasowicze, którzy na takie festyny patrzą z pobłażaniem i poczuciem wyższości...



Festyn w Wiciu właśnie taki był.


Grał zespół folklorystyczny Złoty Łan z Wiekowic.
Były ciasta.
Były wędzone (w starej szafce BHP) ryby.
Były miody i nalewki.
Byli zachwyceni wczasowicze.
Byli sarkający wczasowicze.

Wszystko na miejscu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz