wtorek, 14 października 2014

Polecam na podróż, w promocji... doskonałą Karolinę

Powiem od razu - cover "Hera, koka, hasz, LSD" traktuję jako środek uświęcony celem. Czyli coś, co pozwoliło Karolinie Czarneckiej przebić się do masowej świadomości, nagrać płytę i pokazać ją światu.
Dawno nie słuchałem tak dobrego materiału tak młodego artysty. Materiału o wiele lepszego niż kabaretowa piosnka o narkotykach robiąca furorę w Sieci.



Włączyłem "Córkę" Karoliny Czarneckiej podczas podróży pociągiem, patrząc przez okno na umykający krajobraz. Niechcący trafiłem w punkt. Bo Czarnecka rapuje i śpiewa o podróży. Podróży fizycznej (z Polski D - "wschodu, ciemnej strony narodu") i podróży metafizycznej, w poszukiwaniu własnej tożsamości, szczęścia.

To historia biednej, zahukanej, zagubionej Tiny, trafiającej do Warszawy z nadzieją na spełnienie "minimalnych aspiracji" ("chcę tylko pracy, miłości i kasy"), Tiny zanurzającej się w zamęt wielkiego miasta, szukającej spełnienia w przypadkowych relacjach, Tiny udającej pewność. I ta historia właściwie banalna. Bo ileż takich historii słyszeliśmy i czytaliśmy.

Ale można takie historie opowiadać dobrze i... genialnie. Czarnecka to robi genialnie. Wszystko jest na miejscu. Od bardzo czytelnego, a jednocześnie subtelnego pokazania emocji dziewczyny trafiającej do wielkiego świata, przez piękny szkic współczesnej metropolii, po psychiczne rozedrganie kogoś, kto nie wytrzymuje tempa i napięcia.

Formalna spójność (rany, jaki fajny prolog - zobacz niżej) i dopracowana narracja, wspólny muzyczny mianownik i warsztatowa sprawność Artystki - to bonusy, które mogą tylko radować.

Powiem tak - dopiero co wyszła płyta, a ja już nie mogę się doczekać następnej.
By znów ją pochłonąć jak słuchowisko - w całości, delektując się każdym słowem i dźwiękiem.


PS. Prolog w utworze "Rozdział I Lepszy", fragment:

Gdy mi się nudzi, zaczepiam ludzi.
Jeżdżę stopem, ludźmi się zajawiam, ich historie zbawiam.
Przyjaźń, miłość i rozstania,
zdrady, śmierci, porody, rozwody, zakochania.
Pełna ludzi moja bania.
Wciągam, wchłaniam, otumaniam, przerabiam
i robię z nich cudeńka do sprzedania 
na straganie z tanimi historiami  
w podziemnym przejściu na Dworcu Centralnym
między peronami.
Polecam na podróż, w promocji,
trochę prawdziwych ludzkich emocji.


(ilustracja - za stroną www.czarneckakarolina.pl)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz