czwartek, 21 sierpnia 2014

Sho(r)t bar. Początek końca epoki?

Ta moda zaczęła się (chyba) od warszawskiego baru "Przekąski i zakąski" na Krakowskim Przedmieściu. Miejsca, które stało się kultowe bardzo szybko.  Miejsca, którego legenda błyskawicznie poszła w Polskę. Miejsca, które szybko znalazło naśladowców, pragnących uszczknąć z tej nowej gastronomicznej mody.

Shot-bary, oferujące wódeczkę w zgrabnych jednołykowych porcjach, piweczko i pożywne przekąski (im bardziej tradycyjne, tym lepiej), zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu. W Poznaniu również.

A teraz jeden z nich zamknął podwoje. Znak czasu?



Urok nowości przemija szybko. Całodobowe utrzymanie shot-baru tanie nie jest, a na duży ruch właściciele mogą liczyć właściwie tylko w weekend. Na kielicha albo kufelek nie zajrzą tam raczej oszczędni mieszczanie czy nieco starsi klienci (bo towarzystwo jest tam wybitnie młodzieżowe, a stylistyka siermiężna), na turystów, nie rozumiejących PRL-owskich odwołań ("jeden szybki", "lorneta z meduzą", "salceson") też nie ma co liczyć.

Zrozumiałe zjawisko. Mody, również te gastronomiczne, przemijają. Większość tych biznesów ma swoje pięć minut. Wygląda na to, że zegarek w lokalu Białe Wino i Owoce już odmierzył tych 300 sekund.
Ciekawe, czy tylko tam...
Porządni mieszczanie, narzekający na plagę weekendowych klientów wódczanych "mordowni", byliby zachwyceni.


PS. Gastronomiczną modą 2014 są lodziarnie, sprzedające lody własnego wyrobu, w ekscentrycznych (im bardziej szalone, tym lepiej) smakach. Korzystajmy, teraz 5 minut lodów...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz