środa, 26 listopada 2014

W szalupie. Przypowieść polityczna*

Sztorm.
Płynie szalupa, w której siedzą przelęknieni, a jednocześnie potwornie zmęczeni wiosłowaniem przez fale ludzie.
Kilku z nich jest powiedziało wcześniej pozostałym, że zna sposób na ratunek. Uwierzono im.
Pierwszy z wybranych mówi "płyńmy w tamtym kierunku, tam jest bezpieczny brzeg", drugi mówi "nie, płyńmy w przeciwną stronę, to tam jest port".
A trzeci nie wskazuje kierunku. Mówi, że dwaj pozostali oszukują rozbitków i... zaczyna kołysać łodzią. Liczy na to, że ci, którzy boją się takiego nerwowego huśtania, sami wysiądą. Albo będą go błagać o to żeby przestał huśtać.
Wtedy pozostanie jedynym wybranym.  


* Polityki z założenia nie komentuję. Ale teraz po prostu, bardziej niż kiedykolwiek, poczułem się wiosłującym pasażerem szalupy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz