sobota, 1 stycznia 2011

Zbigniew. Wolność na mrozie - z Cobenem i Maksymiukiem

Z daleka obozowisko wygląda jak mini-wysypisko śmieci. Worki, kawałki plastiku, stare meble, płachty poszarpane kolczastymi krzakami.

Ale namiot jest ustawiony rzetelnie, dobrze zamocowany, obłożony dodatkową białą (maskującą?) folią, z wejściem od strony rzeki. Za chwilę okaże się, że ma nawet podłogę - dla izolacji od zmrożonej ziemi całość zainstalowana jest na drewnianej palecie.
Początkowa ciekawość, która kazała zboczyć kilkadziesiąt metrów ze ścieżki, ustępuje trosce. Czy aby wszystko w porządku?
W namiocie słychać jakiś ruch.

- Halo, dzień dobry?!?!
- Dzień dobry. (przez tkaninę namiotu).
- Wszystko w porządku, nie trzeba pomocy? (czy można zadać idiotyczniejsze pytanie bezdomnemu?)
- Nie, wszystko gra... (charakterystyczny odgłos odpinanego zamka błyskawicznego)



To znaczy nie wszystko gra. Radio (teraz) nie gra. Zbigniew oszczędza baterie, bo dzisiaj o 17.05 będzie koncert noworoczny. Będzie dyrygował ten... no ten co tak szybko mówi... tak, Maksymiuk.
Zegarek zużytym paskiem opasujący nadgarstek zżółkniętej, brudnej dłoni, pokazuje dopiero piętnastą.
Na drugim przegubie kilka silikonowych, modnych kiedyś bransoletek. Na najbardziej rzucającej się w oczy, żółtej, słowo RESPECT.

Czyta. Jest w połowie "Mistyfikacji" Harlana Cobena. Fachowo recenzuje: dobra książka, ta poprzednia Cobena była trochę gorsza. A czytał pan "Twierdzę szyfrów"? Mogę pożyczyć... Albo to, niech pan zobaczy.
Podaje inną sensacyjną powieść. W kolorowej okładce, współczesne wydanie za 38 złotych. Kartki książki tylko trochę przybrudzone.

Nie, nie jest mu zimno. Ma na sobie kilka warstw odzieży (widać bluzę z kapturem, kurtkę, nogi giną w barłogu), dogrzewa się butlą gazową i świeczkami. Zresztą dzisiaj jest ciepło, jakieś minus dwa. A było już minus dwadzieścia.
Woda rzeki też opadła. Dzisiaj o 25 centymetrów, w "jedynce" mówili. To dobrze, nie będzie trzeba się przenosić
- poprzednim razem Zbigniewa zalało i musiał szukać nowego obozowiska.

Grosze na życie zdobywa wybierając ze śmietników różne skarby. Jedzenie sobie kupuje, gotuje na butli gazowej. Narzeka na kradzieże (obecne radio jest już trzecie, wcześniej zginęły również dwa odtwarzacze CD), ale nie narzeka na życie.

Nie, nie pójdzie do schroniska. Zbyt wiele tam obowiązków, reguł, zakazów. Nie przeszkadza mu samotność, za to chwali sobie niezależność. Nic nie musi, nigdzie się nie spieszy, robi co chce.
Pewnie dlatego tak trudno mu teraz zabrać się za jakąś robotę. Bo nauczył się już być wolnym człowiekiem. Bez mieszkania, ale z książkami i radiem.






PS. Żegnając się, życzy wszystkiego najlepszego w nowym roku. Życzenia brzmią szczerze. Bardzo szczerze.

2 komentarze:

  1. Tak. Tak trzeba. Kuba, pozdrawiam w Nowym Roku. Zbychu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki. Również serdecznie pozdrawiam. Kuba

    OdpowiedzUsuń