sobota, 8 stycznia 2011

Junip. Poleciały piłeczki, przyleciała płyta. Fajna

Pamiętacie tę reklamę? Po oświetlonej i rozgrzanej amerykańskim słońcem ulicy San Francisco staczają się, radośnie podskakując, tysiące kolorowych piłeczek. Lecą w dół na łeb na szyję, spontanicznie, nieprzewidywalnie, z naturalnym entuzjazmem. W tle kameralna piosenka odśpiewana do akustycznej gitary przez faceta o ciekawym głosie. Dopiero na końcu hasło reklamujące serię nowych telewizorów Sony.

Z tej reklamy zadowoleni byli wszyscy: widzowie (bo była ładna), Sony (bo była skuteczna), branża (bo było o czym gadać na reklamiarskich przeglądach), słuchacze (bo przy okazji odkryli nowego wykonawcę).



No właśnie, piłeczki odkryły dla świata Jose Gonzaleza - pieśniarza i gitarzystę, jak samo nazwisko wskazuje... ze Szwecji (dobra, podobno z południowoamerykańskimi korzeniami). Artystę z charakterystycznym głosem, hipnotyzującym bardzo podobnymi do siebie, ale jednocześnie - klimatycznymi piosenkami.

Dwie pierwsze jego płyty podtrzymały ten wizerunek, a trzecia - nagrana wspólnie z dwoma partnerami w ramach projektu Junip - zmodyfikowała nieco tę wizję neo-folkowego, miejskiego grania, okraszonego oldskulowymi brzmieniami. To był bardzo dobry krok. Bo o ile Jose solo był ładny, to Junip jest intrygujący, umiejętnie łącząc akustyczne brzmienie gitary i łagodnego głosu lidera z przesterowanymi klawiszami rodem z lat 60 i intrygującymi współczesnymi bębnami.

W notatkach promocyjnych przeczytamy o odwołaniach do klasycznego duetu Simon & Garfunkel (są, momentami wręcz dosłowne cytaty, choćby rytmiczne), przeczytamy o
duchu psychodelii (no, niech będzie). Pewnie - ilu odbiorców, tyle interpretacji. A ta płyta jest po prostu dobra.

Bardzo dobra.

PS. W bonusie przypomnijcie sobie reklamę z piłeczkami i zobaczcie jak powstawała ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz