wtorek, 18 stycznia 2011

Niemcy. Jeszcze bardziej nieznani

Fascynowały mnie. Wiklinowe koszyki, gipsowe krasnale, stojące na poboczu obskurne budki z ćmikami - specjalnie dla Niemców (właściwie - "tylko dla Niemców"). Zadziwiali faceci sprzedający przed granicą w Świecku zwisające beznadziejnie wędzone węgorze (a jeszcze bardziej - zadziwiali nabywcy tychże). Z niesmakiem spoglądałem na
równie kolorowo i krzykliwie, co obskurnie, wyglądające burdele przy transeuropejskiej trasie (nazwane - naturlich - "Extra Clubami" czy jakoś tak).

Wspominałem. Podróże na Zachód, przez socjalistyczne Enerdowo, kiedy to naburmuszeni, śmiertelnie ponurzy enerdowscy pogranicznicy ustępowali miejsca erefenowcom - też Niemcom, ale jakże innym. Uśmiechniętym, zadowolonym, życzliwym.

Zastanawiałem się. Czy ci mili, sympatyczni, serdeczni starsi Niemcy, spotykani w różnych towarzyskich okolicznościach, faktycznie w czasie wojny "tylko wykonywali rozkazy" albo "służyli w formacjach pomocniczych na zapleczu".

Słuchałem. Babci, z sentymentem opowiadającej o przyjacielu pradziadka - zamożnym Niemcu, który rokrocznie przyjeżdżał w odwiedziny i rokrocznie płacił pradziadkowemu pracownikowi całe 10 złotych (wówczas - spora kwota) za umycie samochodu. I próbowałem dociec, czy to faktycznie była przyjaźń i dobre międzynarodowe relacje, czy to może upływ czasu wyidealizował tamte dni...


Do tego wszystkiego wracam po lekturze zbioru reportażu Włodzimierza Nowaka (w części wspólnie z Angeliką Kuźniak napisnych). Ktoś powiedział, że to reportaże z pogranicza polsko-niemieckiego. Słusznie. Wspólny geograficzny mianownik ściśle je wiąże. Ale o wiele bardziej fascynuje możliwość zanurzenia się w subtelną analizę polskie i niemieckie mentalne pogranicze. W ludzką naturę, która - na skutek zbiegu historycznych i kulturowych okoliczności - rodzi skutki. Czasem tragiczne, czasem paranoiczne, czasem śmieszne...

Aspekt historyczny jest bardzo istotny. Co prawda Nowak sięga wstecz ledwie kilkadziesiąt lat (do czasów przedwojennych), ale to wystarczy. Wystarczy, by opowiedzieć o fenomenie poparcia dla faszyzmu (i komunizmu) w Niemczech, by opowiedzieć o nazistowskiej paranoi, o polskiej wojennej traumie, o powojennej polskiej "półwolności" i enerdowskim zamordyzmie.

Wojenne relacje świadków przywołanych przez autora są przede wszystkim wstrząsające (jak opowieść o bestialstwie w wykrwawionej powstaniem Warszawie czy masowych "honorowych" samobójstwach Niemców uciekających do nieba przed bolszewickimi żołdakami). Ale wzruszają też prostymi opowieściami o pogmatwanych bardzo prywatnych losach rodzin, uwikłanych w chory system niemieckich Lebensbornów (hodowli dzieci czysto nordyckiej rasy).

Druga epoka (chyba równie znacząca historycznie, choć już nie tragiczna) drobiazgowo zdokumentowana przez Nowaka, to szeroko rozumiane lata 90. Moment upadku Muru, otwarcie granic, eksplozja przygranicznej przedsiębiorczości, kapitalizm, trudność w odnalezieniu się w nowych czasach i Polaków i Niemców.

Całość - warsztatowo świetna, bibliograficznie opisana i literacko bardzo atrakcyjna.

Wiem o wiele, wiele więcej. Ale Niemcy wciąż pozostają zagadką.

1 komentarz:

  1. Dobrze wiedzieć. Temat polsko-niemiecki długo jeszcze będzie bolący i pogmatwany. Dzięki za recenzję.

    OdpowiedzUsuń