niedziela, 24 października 2010

Albania. Złe bunkry, dobry zasięg

Enver Hodża był dyktatorem. Przez kilkadziesiąt lat rządził Albanią. I jak każdy dyktator - nie zapisał się dobrze w historii swojego kraju. To właśnie jemu przypisuje się stworzenie paranoicznego systemu represji, doprowadzenie do społecznej i gospodarczej ruiny. Podobno "udało" mu się zrobić to, czego dzięki Bogu nie zrobili przywódcy w innych krajach, również testujący socjalizm i komunizm na ludziach. Albania upadła i teraz mozolnie się podnosi.
Bodaj najbardziej rzucającą się w oczy pamiątką po Hodży są tysiące bunkrów, ustawionych dosłownie wszędzie. Przywódca (jak na dyktatora przystało - całkiem nieźle, we Francji, wykształcony) przekonany o istnieniu planów inwazji na Albanię, przerażony wizją utraty władzy, kazał rozrzucić te prefabrykowane pseudo-schrony po całym kraju. Widać, że były budowane byle jak, miały prymitywną konstrukcję, zresztą samo ich rozmieszczenie często każe wątpić w istnienie jakiegoś strategicznego planu. Od znanych nam poniemieckich umocnień dzieli je przepaść.
Oczywiście, nikt z nich nigdy nie korzystał, przynajmniej w celach obronnych.

Teraz część przydaje się jako magazynki, komórki czy schronienie dla pasterzy w górach. Niestety, choć słabe i niezbyt mocno zakotwione w ziemi, są zbyt ciężkie by je usunąć. Zarastają więc, bardzo powoli poddając się przyrodzie. Ta pewnie wchłonie je dopiero za kilkaset lat...

Albańczycy bunkry pozostawili, bo mają na głowie o wiele poważniejsze problemy. Nie radzą sobie z odpadami (widać to na nizinach i nad morzem), stara sieć energetyczna dyszy ostatkiem sił (tzn. właściwie już umarła i prywatne agregaty prądotwórcze przy domach czy sklepach muszą włączać się bardzo często), robią wszystko żeby jak najszybciej zbudować choć podstawowy szkielet dobrych dróg łączących najważniejsze miasta.

Za to znakomicie działa sieć komórkowa. Zaskakiwał nas widok ustawionych w niedostępnych górach, błyszczących nowością masztów stacji bazowych (z pyrkającymi generatorami, bo oczywiście "prądu nie dowieźli"), zadziwiał maksymalny poziom sygnału w naszych komórkach, nawet w najbardziej zapadłych wsiach, na przełęczach, w głębokich górskich dolinach. Doceniliśmy to już po powrocie do Polski, gdy nagle okazało się, że niewysoka górka i kawałek lasu są dla naszych rodzimych operatorów problemami nie do przejścia.

Czyli: bunkry (poniemieckie) mamy lepsze, zasięg mamy gorszy.

1 komentarz:

  1. A jak tam z TV sat i możliwością śledzenia na bieżąco "Mody na sukces"?... :)

    OdpowiedzUsuń