wtorek, 19 października 2010

Albania. Języki i Francesco

Znacie albański? Pewnie nie znacie. Ale i tak się dogadacie. Albańczycy sporo podróżują. Wielu z nich pracuje za granicą (Niemcy, UK, Włochy), skąd przywożą nie tylko auta na niemieckich i brytyjskich blachach, z kierownicami po różnych stronach, ale również znajomość języków obcych. W rezultacie - jeżeli zagadnięty Albańczyk nie zna obcego języka, to na pewno w pobliżu znajdzie się zaraz ktoś, kto chętnie potłumaczy. Kelner w restauracji, sternik na promie, zupełnie przypadkowy facet na przystani, przechodnie na ulicy, mechanik w warsztacie, młody chłopak zapytany w górach o drogę... Z każdym z nich dogadywaliśmy się bez problemu. Wszyscy kojarzyli Polskę (albo przynajmniej zręcznie udawali), a niektórzy rzucali nawet nazwiskami - Wałęsa, Gomułka (!).

Największe zdumienie wywołał jednak 10-letni Francesco, syn właścicieli małego gospodarstwa agroturystycznego w Theth (wieś w górach, szkoła do której uczęszcza 10 dzieci). Powitał nas przy wjeździe, sprawną angielszczyzną z ładnym akcentem. Później zorganizował obiad (zaganiając do tej roboty mamę), w oczekiwaniu na posiłek oprowadził po wsi, pokazując lokalne atrakcje, potem zagadywał, opowiadał o swojej rodzinie, o turystach, o lokalnych zwyczajach. Niesamowity chłopak. Angielskiego nauczył się podczas zajęć letniej szkoły, prowadzonej przez angielskiego wolontariusza.




Piotr, jak my wszyscy zaszokowany otwartością i obrotnością Francesco, w pewnym momencie zaczął do niego mówić per "Mr President". Miał rację, młody - jak nic - zostanie w przyszłości KIMŚ.

2 komentarze:

  1. Byliście tam w październiku 2010? A my we wrześniu 2010. Spaliśmy właśnie u rodziny Francesco. Jego angielski jest naprawdę imponujący:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, byliśmy w październiku. Spaliśmy w samochodach, więc u rodziny Francesco zatrzymaliśmy się jedynie na obiad. A chłopak oprowadził nas po wsi. Masz rację, trudno go nie zauważyć ;))

    OdpowiedzUsuń