sobota, 12 października 2013

Wraca nadzieja. Musisz to mieć.

Na rynku muzycznym zrobiło się dziwnie. Popularność zdobywają produkty przemysłu rozrywkowego - wystylizowane panny, które oprócz przeciętnych umiejętności wokalnych nie reprezentują sobą nic, albo zwiewni, malowniczo potargani i zamyśleni chłopcy, swoje proste jękliwe piosenki lokujący w hipsterskim mainstreamie.
A tu nagle - ŁUPS!




Płyta:
- z prawdziwą muzyką, wymyśloną od A do Z,
- z naprawdę wartościowymi, mądrymi tekstami,
- z pięknie i starannie (a przede wszystkim - z SERCEM) zagranymi i zaśpiewanymi piosenkami,
- przemyślana, konsekwentna, piękna.

Jak za starych dobrych czasów, kiedy przyzwyczajeni byliśmy do tego, że przed ARTYSTĄ klękamy, a nie - że rzemieślnikowi mówimy "no fajnie, fajnie".

Edyta Bartosiewicz jest ARTYSTKĄ.
I kłaniam się jej bardzo nisko.
Bo nagrała piękną płytę.
I przywróciła mi nadzieję, że we współczesnej muzyce można znaleźć coś wartościowego.

Cieszę się, że ten comeback okazał się udany.
Edyto, dziękuję.

PS. Kupcie tę płytę. Takich twórców należy doceniać i głosować na nich własnym portfelem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz