sobota, 18 maja 2013

Warszawskie słoiki. Genialny projekt. Słaba reakcja

Warszawa dała ciała. Ściślej - mieszkańcy Warszawy dali ciała. Dokładniej - warszawskie osobistości dały ciała. Przez grzech zaniechania.

W konkursie na nowy neon - symbol stolicy, wygrał projekt przedstawiający słoiki.
Pojęcie "słoik" ma w Wwie zdecydowanie negatywny wydźwięk. Oznacza osobę przyjezdną, która:
- wychowała się gdzie indziej (czytaj - na prowincji),
- mieszka w stolicy, bo po studiach znalazła tam pracę,
- nie identyfikuje się z problemami "prawdziwych" mieszkańców miasta,
- często zameldowana jest w swojej dawnej pipidówie (i tam płaci podatki),
- zabiera "prawdziwym mieszkańcom" miejsca w przedszkolach, przestrzeń w komunikacji miejskiej, spokój w parkach itd,
- masowo opuszcza stolicę w weekendy czy w przeddzień świąt, by powrócić z torbą albo bagażnikiem wypakowanym słoikami z wałówką od mamy...

Słoiki nie są lubiane. Wysyłane do towarzyskiego getta moszczą się tam, odnajdując w swojej słoikowej kaście namiastkę bezpieczeństwa na wygnaniu. Mur rośnie.

Konkursowy werdykt podgrzał atmosferę. Dotychczasowe animozje wybuchły z nową silą.

A warszawskie Osobistości właśnie zaprzepaściły szansę - by mur rozbić i ze słoików zrobić - również w sferze emocjonalnej - siłę napędową Wielkiej Warszawy.
By przyjezdni zaczęli z miastem utożsamiać się i tworzyć jego legendę.



Warszawa ma przecież wielkie tradycje budowania specyficznej tożsamości na miksie tożsamości wielu imigrantów z prowincji. Miasto po wojnie zbudowało zupełnie nową społeczność, ledwie w ułamku nawiązującą do przedwojennej tradycji.

Warszawa (jeżeli chodzi o wykorzystanie tej zaimportowanej energii) mogłaby być Nowym Jorkiem, ale bez wad Nowego Jorku.
Do NY zawsze zjeżdżali ludzie z całego świata, widząc w tym ogromnym mieście swoją szansę. Podobnie - do Warszawy - zjeżdżają ludzie z różnych części kraju, wierząc w swoją przyszłość.
W Nowym Jorku imigranci, z powodów językowych i kulturowych, zamykają się w swoich enklawach: włoskiej, chińskiej, rosyjskiej, polskiej... W Warszawie nie mamy tego problemu. Wszyscy są razem. Fizycznie, ale nie psychicznie.


Ale dlaczego zawiniły autorytety?
Bo konkurs na neon i plebiscytowe zwycięstwo projektu ze słoikami dały szansę na oswojenie tego drażliwego tematu. Na pokazanie zalet otwarcia na świat i swoistej dumy, że Warszawa jest tak dynamiczna, różnorodna i ma tak ogromny potencjał, że przyciąga rzesze spragnionych sukcesu. Jak Eldorado.

Co mogli zrobić znani politycy, aktorzy, celebryci, dziennikarze, muzycy, ....?
Zadeklarować, że oni też czują się słoikami. Może trochę starszymi, ale słoikami. Że dostrzegają zalety tego otwarcia, że im się to podoba, że to ma wartość.

Co mogli zrobić miejscy urzędnicy? Iść za ciosem - inspirując choćby akcje społecznościowe, kręcąc na fali zainteresowania filmy przedstawiające imigrantów z prowincji w dobrym świetle, pokazując, że ich "słoikizm" jest stanem przejściowym, że za chwilę się zasymilują i będzie super. Zapłacą podatki i zadbają o dobro SWOJEGO miasta.

Jakoś tego nie zauważyłem.

Słoiki nadal są słoikami, nikt ich społecznie nie przytulił. Nikt nie rozpoczął promocyjnego kontrataku w reakcji na ksenofobiczne komentarze. VIPy najwyraźniej nie chcą mówić o swojej słoikowej przeszłości.

Czyżby kompleksy?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz