sobota, 25 kwietnia 2015

Władysław Bartoszewski. Desperacko poszukując Autorytetu

Zmarł Władysław Bartoszewski. Sędziwy polityk odszedł z dnia na dzień, zupełnie niespodziewanie. Zniknął nagle z życia publicznego, w którym był bardzo aktywnie obecny, do ostatnich chwil. Jego intelektualna kondycja, psychiczna siła i wytrwałość - zaskakiwała. W połączeniu z talentem do celnej riposty i bezpośredniością głoszenia poglądów - cechy miażdżące. Myślę, że dla wielu, młodszych od niego o 2-3-4 pokolenia, był uosobieniem marzenia "jeżeli się zestarzeć, to właśnie tak". Pewnie między innymi dlatego był idolem. Idolem również młodego pokolenia. Bo, powiedzmy to sobie szczerze, mentalnie był dwudziestolatkiem obdarzonym mądrością starca.

Odszedł, więc (zupełnie zrozumiałe) wielu podzieliło się ze światem smutkiem i żalem. Że "odszedł ostatni taki człowiek", że "teraz nie będziemy mieli już autorytetu".

No właśnie, do kogo mają się odwołać młodzi (albo młodsi) Polacy? Czy ma być tak jak prorokuje jeden z popkulturalnych myślicieli - musimy sami wziąć odpowiedzialność?

A jeżeli nawet, to czy czujemy się na siłach, by podołać temu wyzwaniu?



Ponieważ Bartoszewski w ostatnich latach życia wsparł swoim autorytetem Platformę Obywatelską, oczywiście druga strona z wielkim zaangażowaniem zaczęła podważać zasługi polityka.
Czy nie był kolaborantem? A jeżeli nie, to dlaczego udało mu się wyjść z nieopuszczalnego Auschwitz? Czy lżył Polaków? Dlaczego nie reagował na obraźliwe oświadczenia w izraelskim Knesecie? Dlaczego bezprawnie używał tytułu profesorskiego, skoro nie miał nawet magisterium?
Nic to, że Władysław Bartoszewski był przyjacielem rodziny Kaczyńskich... Nic to, że z Lechem Kaczyńskim współministrował w jednym rządzie (obaj pełnili ważne funkcje).
Nieustannie zadziwia mnie, jak deklaracja polityczna i jakaś wygłoszona publicznie niewygodna opinia może "zmienić" życiorys człowieka. Wystarczyło, że Bartoszewski poparł PO, a już stał się... zdrajcą.

Ale nie o tym miało być. Idiotyczne, nieustanne sprowadzanie każdego istotnego wydarzenia, każdego życiorysu, do kontekstu wojny PiS-PO, już nawet nie jest męczące...

Ważniejsze jest co innego.
Mianowicie: odpowiedź na pytanie "kto będzie autorytetem"?
Bo rozglądając się widzę wszędzie takie pytania. Paradoksalnie - również z przeciwnej (Bartoszewskiemu) strony.

Przywołuję postaci życia publicznego i... jakoś nikt mi nie przychodzi do głowy. Na pewno nie będą nimi aktywni politycy. Na pewno nawet na to nie liczą. Pomijam to, że Bronisław Komorowski czy Jarosław Kaczyński są absolutnie nieakceptowalni dla swoich politycznych oponentów... Po prostu - nie mają tych zdolności.

A inni? Naukowcy? Artyści? Społecznicy?
Albo umoczeni politycznie, albo... nieznani.

A może macie jakieś pomysły?


(fot. Mariusz Kubik, via wikipedia)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz