sobota, 28 stycznia 2012

Jeden BOY. Czyli dwie dziewczyny


Na okładce płyty dwie dziewczyny. Na oko - studentki. Siedzą na podłodze, a nadęty przez jedną z nich balon gumy do żucia wprowadza kompletnie niepoważną i niezobowiązującą atmosferę. Ot, takie zwykłe spotkanie w gronie młodych inteligentnych idealistów, dzielących się swoim spojrzeniem na świat: na rzeczywistość, na politykę, na realia obyczajowe, na sztukę. Taka jest pierwsza płyta dwóch młodych pań ukrywających się pod przewrotną nazwą Boy. Niezobowiązujące spotkanie. A raczej początek spotkania.


Album "Mutual Friends" nie odkrywa przed nami fascynujących muzycznych perspektyw, nie szokuje nowymi artystycznymi chwytami, nie zachwyca pięknem kompozycji czy maestrią wykonawczą. To wszystko już gdzieś było, gdzieś to słyszeliśmy, podobne rzeczy już nuciliśmy. Były już neo-folkowe klimaty, charakterystyczne brzmienie indie, było inteligentne śpiewanie pań wykonujących szlachetny pop.
Bynajmniej, to wcale nie jest wada.

Dwie Europejki pokazują po pierwsze, że Stary Kontynent odżywa i po dziesiątkach lat bezwzględnej dominacji muzyków brytyjskich i amerykańskich (pozostawiających Europie tylko działkę taneczną) przyszedł czas na pozbawione kompleksów, zdolne pokolenie wartościowych twórców.
Jednocześnie Valeska Steiner i Sonja Glass sygnalizują tym bardzo przyzwoitym albumem, że są na dobrej drodze, że niejedna ciekawa rzecz w ich głowach się jeszcze urodzi.

Lubię, kiedy pierwsza płyta jest raczej obiecująca niż rewelacyjna.
Bo ze spotkaniami jest tak: na początku musi być nieco leniwie, a potem rozmowa rozkręca się i dochodzi do kulminacji...
Posłuchajmy zatem i poczekajmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz