niedziela, 25 października 2015

PiS bierze wszystko. Dzięki Bogu.

Było wiadomo, że Prawo i Sprawiedliwość wygra. Mówiąc szczerze, stawiałem na jednoznaczną i całkowitą wygraną ekipy Jarosława Kaczyńskiego - będącą przez ostatnie lata wyjątkowo skuteczną opozycją i wyjątkowo skutecznym siewcą czarnego PR-u.

Ostatnie godziny przed ogłoszeniem wyników to jednak była wątpliwość (bo a nuż Polacy nagle przerzucą się na Razem sympatycznego Zandberga albo odrodzi się słabość do Korwina). A potem - tuż po godzinie 21 - ulga. Bo to bardzo dobrze, że PiS bierze wszystko. 

Obawiałem się koalicyjnego rządu Szydło-Kaczyńskiego z Kukizem, Korwinem czy innym PSL-em... Bo to oznaczałoby rozmycie odpowiedzialności i łatwość ucieczki od wcześniejszych obietnic PiS ("chcieliśmy zrobić super-Polskę, ale przeszkodził nam nasz koalicjant").

Teraz nie będzie wątpliwości. PiS ma pełnię władzy ustawodawczej, wykonawczej oraz prezydenckiej. Nie będzie wymówek. Skoro obiecali (a obiecali przecież tak wiele), to teraz mają wszelkie narzędzia, by te obietnice spełnić. Super.

Tak czy owak, wygrywam.

1. Jeżeli PiS spełni swoje obietnice, to jako rodzic otrzymam silne wsparcie ("dla rodzin"), nowy rząd pomoże mi również jako przedsiębiorcy, nie będę musiał bać się kontroli skarbowej, że o zmniejszeniu obciążeń podatkowych nie wspomnę...

2. Jeżeli okaże się, że PiS ściemniał i nie jest w stanie spełnić obietnic wziętych z księżyca - będzie już wiadomo, że "król Jarosław jest nagi" i wreszcie będziemy mogli normalnie rozmawiać o politykach, nie przypisując im boskich cech.

To dobry wieczór.
Szkoda tylko, że w Sejmie zasiądą znów te same twarze.  


PS. Zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego - za wikipedią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz