niedziela, 11 października 2015

Wróg zewnętrzny, wróg wewnętrzny. Jawna wojenka wyborcza (m.in. w PO)

To oczywiste, że obowiązująca ordynacja wyborcza, z dość skomplikowanym systemem obliczania ostatecznych wyników, prowadzi do jawnej walki politycznej. Nie tylko między poszczególnymi ugrupowaniami, ale również - między poszczególnymi kandydatami danej partii. Rzecz w tym, że głosy oddane na kandydata znajdującego się na dalszym miejscu, przekładają się wprost na szanse "jedynki". Nierzadko zdarza się, że to właśnie poparcie dla osoby na odległym miejscu "wpycha" do parlamentu mniej popularnego kandydata z pierwszego miejsca, choć logika (i poczucie sprawiedliwości) nakazywałoby co innego.

Nie jest tajemnicą, że konkurencja między kandydatami jednej partii bywa zażarta. Że wielu z nich mniej gra "na partię", a bardziej - na swoje nazwisko. Licząc na to, że właśnie ich kandydatura przebije się w tłumie potencjalnych parlamentarzystów.

Plakat wyborczy jednego z polityków PO jest tego najwyraźniejszym przykładem.



Jakub Rutnicki, zabiegający o reelekcję w północnej części Wielkopolski, jednoznacznie komunikuje, że "choć jest drugi na liście, to jest pierwszy w działaniu". Czytaj: jest bardziej pracowity od... no właśnie, od osoby, która jest na pierwszym miejscu.
A na pierwszym miejscu północnowielkopolskiej listy PO jest poseł Maria Janyska, partyjna koleżanka Rutnickiego.

Tu nawet nie ma pola do interpretacji. Kandydat nr 2 wprost mówi - "jestem lepszy od nr 1". Właściwie to nic dziwnego (jestem przekonany, że w każdym ugrupowaniu występują mniejsze lub większe tarcia), ale ujawnianie tej "wojny domowej" i takie publiczne podgryzanie lidera listy rodzimej partii, to jednak nowość.

Chyba.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz