niedziela, 27 września 2015

Krzemowa praca organiczna. Skutecznie, ale po cichu

Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe. Nazwa (o ile mieszkasz w Poznaniu) mogła ci się kiedyś obić o uszy, zwłaszcza jeżeli troszkę interesujesz się techniką. Ale tylko "mogła", bo PCSS nie jest specjalnie znaną instytucją, a już zupełnie przeciętny zjadacz chleba nie ma zdaje sobie sprawy z tego, jak niesamowite to przedsięwzięcie.

Znakomicie zarządzane, z bardzo kompetentnym zespołem, wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt na świecie, skutecznie uczące polskich naukowców korzystania ze zdobyczy techniki i udostępniające badaczom obłędną infrastrukturę.

Wielka szkoda, że wizerunkowo przegrywa z skromniutkimi start-upami, które po strychach i garażach tworzą kolejne przereklamowane appki i gadżety, a którym nie brakuje tupetu i umiejętności lansu.

Na spotkaniu miłośników dronów (tak, tych latających) na poznańskim lotnisku Ławica były stoiska firm, które sprzedają drony do zabawy, do filmowania wesel albo obserwacji pól uprawnych. Były stoiska drobnych przedsiębiorców, którzy specjalizują się w świadczeniu takich usług.
Ale było też stoisko Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego. W ciasnym boksie zaprezentowano drona z podwieszoną kamerą Phantom Flex 4k. Taka kamera kosztuje jakieś pół miliona złotych. I jest to koszt uzasadniony, bo potrafi w obłędnej rozdzielczości rejestrować materiał video z szybkością od 900 do 3000 klatek na sekundę. A to pozwala dokonywać na przykład niesamowicie precyzyjnych obserwacji różnych zjawisk, eksperymentów i badań.  

W Polsce są trzy takie urządzenia, z tego dwa - w PCSS. I trzeba dodać, że te dwa Phantomy to ledwie ułamek tego, czym poznańskie centrum dysponuje i co w praktyce wykorzystuje...
Do siedziby Centrum trafia nierzadko sprzęt dopiero wchodzący do użytku. Więcej, to we współpracy z pracownikami PCSS producenci udoskonalają swoje urządzenia. 

Po zachłyśnięciu się cenami supersprzętu, nową, doskonale wyposażoną siedzibą PCSS wybudowaną za bodajże 100 milionów złotych czy parametrami sieci komputerowej i mocą komputerów udostępnianych środowisku naukowemu, przychodzi czas na rozmowę o wykorzystaniu tych wszystkich cudeniek. Specjaliści z PCSS lubią o tym rozmawiać i mówią o tym z pasją.

Fantastyczne uczucie. Nagle okazuje się, że nasi naukowcy mają już dostęp do narzędzi takich jak ich koledzy z najlepszych instytutów na świecie (albo i lepszych), że każda z drogich zabawek (jak ta kamera) to inwestycja w wielką SZANSĘ. Oj, zadziwią jeszcze naukowy świat.

I tylko wielka szkoda, że PCSS tych pokrzepiających serca wieści nie głosi wystarczająco głośno. Techniczna i naukowa niesamowitość, a schowana gdzieś pod korcem.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz