środa, 21 listopada 2012

Sznurek, druciki i bateryjki. Porażka wizerunkowa ABW i żółta kartka dla świata polityki

Oj, to się nasze wspaniałe służby spisały. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ujęła Brunona K., zdaniem prowadzących sprawę - przygotowującego się do wielkiego zamachu bombowego na przedstawicieli władz. Już ze szczątkowych informacji wynika, że ABW mogła mieć rację i prewencyjne działanie było uzasadnione. Ale jednocześnie ta sama ABW, wraz z prokuraturą, poniosła sromotną wizerunkową klęskę.




Całą sprawę przedstawiono w sposób, który miał przysporzyć chwały prowadzącym śledztwo i działania operacyjne. Oto dzielni funkcjonariusze, korzystający z nowoczesnych zdobyczy techniki umożliwiających wcześniejsze wychwytywanie informacji o zbrodniczych planach, udanie infiltrowali podejrzaną grupę i zapobiegli najgorszemu.

Ale jednocześnie w mediach pochwalono się niestety tym "nowoczesnym warsztatem" i w tym momencie cały Internet radośnie zarżał.

Bo:
- domniemany zamachowiec wylewał swoje żale i namawiał do zamachu otwartym tekstem, na otwartych forach dyskusyjnych,
- domniemany zamachowiec publicznie, otwartym tekstem, zapraszał do współpracy potencjalnych współzamachowców,
- domniemany zamachowiec nie ukrywał swojego prawdziwego, służbowego adresu e-mail.

Czyli oficerowie ABW wykazali się kwalifikacjami zbliżonymi do umiejętności przeciętnego ucznia gimnazjum, wyposażonego w komputer z dostępem do internetu i wyszukiwarkę Google...
(z małym wyjątkiem - gimnazjalista nie miał do dyspozycji agentów zakolegowujących się z desperatem, no i nie mógł go zatrzymać).

Super, bardzo dobrze. W słusznym celu należy korzystać ze wszystkich, nawet najprostszych i najbardziej oczywistych narzędzi. Ale nie należy, na Boga, chwalić się tym w mediach... O wiele skuteczniejsze byłoby (biorąc pod uwagę również innych wariatów, których ten przypadek ma zniechęcić) czarowanie, że "służby wykorzystały najnowocześniejsze metody śledcze, których zdradzać, z oczywistych powodów, nie możemy".

-------

No i druga sprawa.
Donald Tusk mówi, że ten sygnał politycy powinni traktować poważnie. Że zła atmosfera i niekonstruktywna, pełna agresji, wojna polityczna prowokuje agresywne zachowania wśród obywateli.

Rozszerzyłbym to.
Tu nie chodzi, Panie Premierze, tylko o wzajemną agresję polityków. Tu chodzi o to, że wy wszyscy - z lewej, środkowej i prawej strony, nie spełniacie oczekiwań ludzi, którym macie służyć.
Nie ma niewinnych, politycy wszystkich opcji są w podobnym stopniu winni tego, że klasa polityczna, jako całość, nie cieszy się szacunkiem i nie brakuje głosów "to towarzystwo należy rozpędzić".
Plany Brunona K. były naturalną, choć skrajną, konsekwencją tych głosów. Pewnie dlatego planował rozpieprzyć wszystkich... demokratycznie.

Donaldzie, Jarku, Leszku, Januszu, Januszu i inni - to dla Was żółta kartka.

PS. Tytułowe "sznurek, druciki i bateryjki" w arsenale Brunona K. wyglądały równie pociesznie (na co od razu odpowiedzieli internauci, spontanicznie publikując na Facebooku zdjęcia rupieci wyciągniętych z własnych szuflad), jak chwalenie się wykorzystaniem Google. Drodzy prokuratorzy, nie mogliście ograniczyć się do pokazania efektownych próbnych wybuchów?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz