piątek, 9 listopada 2012

Dlaczego jestem taki drogi? bo TANIEJ SPRZEDAJĄ TYLKO BANKRUCI

Pod drzwiami biura znalazłem ulotkę. Prymitywną graficznie, z żenująco prostackim kalendarzem na 2013 na odwrocie, słowem - dzielnicowy standard. Chociaż pewnie i tak nie potrzeba ładniej, bo to reklama sprzedawcy i serwisanta kas fiskalnych. Dla lokalnych właścicieli sklepów i punktów usługowych liczy się niezawodność kasy, sprawność serwisu, duży interwał między obowiązkowymi przeglądami i uwolnienie od kontaktów ze skarbówką ("Oferujemy reprezentowanie podatnika w urzędzie skarbowym i załatwienie wszystkich formalności"). Czy liczy się również cena? Z pewnością. Ale drobny przedsiębiorca odważnie informuje innych drobnych przedsiębiorców, że ceny ma takie, jakie ma, a "taniej sprzedają tylko bankruci".



Bardzo mi się to spodobało. Mam wrażenie, że ten, raczej niezbyt zamożny i niezbyt silny biznesowo, sprzedawco-serwisant, jest odważniejszy. Odważniejszy od tysięcy firm produkcyjnych i usługowych, które godzą się na praktycznie każde warunki, żeby tylko - w świecie morderczej konkurencji - sprzedać swój produkt.
Sprzedają więc po kosztach (albo taniej) licząc, że gdzieś uda się dodatkowo uszczknąć kilka groszy, albo uciec od jakiegoś podatku by utrzymać firmę... Ta choroba w niektórych branżach objawia się przypadkami sporadycznymi, w innych - skalą odpowiadającą totalnej epidemii. Tylko nieliczne przypadki biznesowej asertywności potwierdzają regułę (czy ktoś zna może podatnego na negocjacje cenowe autoryzowanego serwisanta markowych urządzeń gazowych? ;)).
Z drugiej strony - ten sam nabywca, który np. twórcy strony internetowej chciałby płacić 500 złotych (zamiast 2000), bez odrobiny sprzeciwu wykłada jakieś 150 000 na ładny samochód...

Mam wrażenie, że to zjawisko miażdży normalność. I nawet nie chodzi o to, że sztuczne zaniżanie cen sprawia, że wielu usługodawcom grozi głód, nie chodzi o to, że zbijanie honorarium musi mieć wpływ na jakość otrzymywanego produktu (czyli niekorzystnie wpływa na wizerunek wykonawców jako takich). Najgorsze jest poniżenie. Ktoś, zmuszony do przyjęcia pokornej roli żebrzącego o pracę, w końcu mimowolnie staje się żebrakiem. Traci poczucie wartości, traci wiarę w siebie, motywację. To jest nie do odbudowania.

Oglądam czasem tablicę ofert chyba najpopularniejszego polskiego serwisu kojarzącego usługobiorców z usługodawcami. Rzucam okiem na zapytania do copywriterów, a raczej - na ofertowe odpowiedzi na te pytania.
Wierzcie mi lub nie. Nie brakuje copywriterów (a może "copywriterów") gotowych przygotować "od zera" stronę tekstu za... 5 złotych. Wobec takiego dictum nawet mi głupio powiedzieć - jaką stawkę ja traktuję jako normalną. Bo zaraz usłyszę, że jestem krwiopijcą, że przeceniam swoje umiejętności i że "kto to słyszał, żeby tyle brać za coś, co KAŻDY może zrobić". A przecież moja stawka to ledwie porządny Volkswagen wobec Maybachów będących w ofercie dużych agencji reklamowych.

Mam to szczęście pracować dla ludzi i firm, którzy/re potrafią ocenić i docenić kompetencje. Zwalnia mnie to z konieczności przekonywania, że "taniej sprzedają tylko bankruci". Ale rozumiem te problemy. I cieszą mnie takie sygnały. I wierzę, że skoro potrafimy szanować pracę fabryki dobrych samochodów czy pracę serwisanta kotła gazowego, to możemy nauczyć się szanować pracę serwisanta kas fiskalnych, dziennikarza, czy grafika.
Niech przeminie kapitalizm. Albo przynajmniej - niech przyjmie "ludzką" postać...

1 komentarz:

  1. Aż dziwi brak mądralińskich komentarzy.

    Czyżby wszyscy się kurwili za grosze?

    OdpowiedzUsuń