czwartek, 23 grudnia 2010

Świąteczna piosenka. Jak zwykle

Ufff, udało się. Tradycji stało się zadość. Choć długo brakowało tekstowego pomysłu (żeby złamać nieco to przesłodzone blablabla o błyszczących bombkach, dzwoniących dzwonkach sań).

Pierwsza piosenka powstała kilka lat temu. Malusieńka Młoda (nawet jeszcze dobrze nie mówiła) przepięknie zaśpiewała "Gdy śliczna panna", kolejna była "Cicha Noc", a potem rozpoczęły się utwory własne ;).

Dwa lata temu śpiewaliśmy (do świetnego tekstu Młodej) o Małym Jezusku, któremu dziwi się zaglądający do stajenki lisek; w zeszłym roku - o pieczeniu i zdobieniu pierników ("...pierników pachnących znów pełne są blachy").
W przedświątecznym zabieganiu znalezienie chwili spokoju (i weny!) wcale nie jest łatwe. W dodatku tak się jakoś składa, że zawsze wszystko jest na ostatnią chwilę. I słowa, i melodia, i nagranie, i zgranie. Swoją drogą - to moment, kiedy Rodzina wreszcie ze zrozumieniem i uznaniem spogląda na skrzyneczki, kabelki, mikrofoniki, statywiki, programiki - przez większą część roku traktowane raczej jak przeszkoda zagracająca mieszkanie.

Jest więc piosenka. Klipu nie ma. Może kiedyś ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz