poniedziałek, 13 grudnia 2010

Chopin. Nie, nie żaglowiec

Ciemno, lekki szmer lekko zdezorientowanych, nieprzyzwyczajonych do "nowych zwyczajów", zwiedzających. Nieco nerwowe okręcanie w palcach magnetycznej karty, pierwsze nieśmiałe próby uruchamiania multimedialnych gadżetów, zaskoczenie zupełnie innym sposobem pokazania tego, o którym zawsze uczyli się, że "wielkim kompozytorem był".

Do ultranowoczesnego Muzeum Fryderyka Chopina w warszawskim Pałacu Ostrogskich przychodzimy dlatego, że zwabiła nas aura nowoczesności, ekspozycyjnej awangardy - skutecznie wykreowana przez specjalistów od promocji. Nic dziwnego. Każde polskie muzeum chciałoby mieć wyposażenie, które oszałamia możliwościami i wabi-bawi. Rzecz jasna, stać na nie nielicznych. Tu akurat, z okazji Roku Chopinowskiego, znalazły się fundusze. Ina gruntowny remont Pałacu, na opracowanie zbiorów (i zakup nowych), na włoskich projektantów, na zakup dzieł stworzonych przez polskich artystów zainspirowanych Chopinem. Tym po prostu (choćby nie wiem jak perfekcyjna merytorycznie byłaby sama ekspozycja) należy się chwalić.





Miał być sztandarowy obiekt polskiego muzealnictwa? Jest! Przyjeżdża prezydent Rosji? Proszę bardzo, prezydencka małżonka zabiera prezydencką małżonkę do Muzeum. Przylatuje książe Karol? Jasne, księżna Camilla chętnie obejrzy eksponaty. Że nie wspomnę o tysiącach "zwykłych" zwiedzających. Miał być sukces? Jest! O dziwo, Muzeum przynosi nawet ZYSKI, zarabiając więcej niż wydaje.

Nic to, że katowane codziennie przez setki ludzi komputery, słuchawki, czujniki - odmawiają posłuszeństwa. Niezniszczalnych urządzeń tego typu nie produkuje się. Kupuje się więc zniszczalne, a potem trzeba je regularnie konserwować, naprawiać i wymieniać. Ale na to trzeba już... systematyczności.I tu dochodzimy do sedna. 

Okazuje się, że chęć "posiadania" (w zasięgu władzy) muzeum jest co najmniej tak duża jak jego atrakcyjność. Kłócą się (a raczej przepychają) jedni z drugimi, blokując sobie możliwość działania. Skomplikowane relacje między zarządzającymi, twórcami, państwem i Wielką Polityką - skutecznie uniemożliwiają normalne zarządzanie.
Dochodzą do tego wzajemne animozje, naruszone poczucie dumy i ambicji, zaściankowe kompleksy i zwykła zazdrość.

Chore? Niestety nie. Chyba normalne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz