wtorek, 23 listopada 2010

Poznań staje się Warszawą. Niedługo będzie stolicą

Obrazkiem, który w ciągu ostatnich lat chyba najbardziej kojarzył mi się z Warszawą, były rozłożone na przystankach tramwajowych w samym centrum miasta stoiska handlarek. Sznurowadła, ręczniki, gacie, rajstopy - wszystko to estetycznie (po wyjęciu z charakterystycznych wielkich toreb w szerokie pasy) wyłożone na gustownych płachtach. W oczy rzucała się również wielka hala tuż obok Pałacu Kultury (plus "szczęki" w bonusie - to tu, to tam).

Rozumiałem, że drobni sprzedawcy gaci i sznurowadeł muszą z czegoś żyć, nie rozumiałem natomiast dlaczego władze miasta (ze zbrojnym ramieniem w postaci straży miejskiej) nie chcą/nie mogą poprosić handlarzy o przeniesienie się np. na targowisko czy ryneczek - żeby wilk był cały i owca syta. W naiwności swojej myślałem, że reprezentacyjne miasto, z wyrastającymi wszędzie imponującymi budynkami, piękniejące z roku na rok, tętniące Wielkim Życiem, powinno mieć reprezentacyjne chodniki i przystanki tramwajowe.

Uznałem wreszcie, że to ja się mylę. Zrozumiałem, że stoiska z gaciami i sznurowadłami na chodniku najgłówniejszej ulicy, są elementem niezbędnym do podkreślenia stołeczności. Że bez nich (tak jak bez Zamku Królewskiego, Syrenki, Krakowskiego Przedmieścia) Stolica nie byłaby stolicą, nie byłaby miastem jednoznacznie określanym jako Centrum Kraju, Serce Rzeczypospolitej.

Kamień spadł mi z serca.

A ostatnio (i teraz przechodzę do własnego ogródka) widzę, że i Poznań zaczyna aspirować do podobnej roli. Domyślam się, że władze naszego miasta podpatrzyły warszawskie wzorce i zręcznie wprowadzają do naszej rzeczywistości to, co niestety wyrugowano na początku lat 90. ubiegłego stulecia*. Na razie stoisk jest stosunkowo niewiele (zaledwie kilkanaście), niestety wciąż wyglądają zbyt profesjonalnie (namiociki na stelażu), ale... idziemy w odpowiednią stronę. Zarówno jeżeli chodzi o asortyment (gacie, sznurowadła) jak i lokalizację na prawie głównej ulicy (jeszcze nie Aleje Jerozolimskie, dopiero Półwiejska, ale kierunek odpowiedni).

Wierzę w to że władze miasta dopilnują, by słuszna tendencja była utrzymana. W końcu nam wszystkim zależy na tym, żeby Poznań był Stolicą! Idźmy dalej! Nie poprzestawajmy na terminie "Stolica Wielkopolski"! Jedyna poprawka - nie wolno ograniczać spontanicznego handlu do ul. Półwiejskiej. Dlaczego inni mają mieć gorzej? Niech też poczują powiew wielkiego świata.



* Kiedy kończyłem szkołę średnią, w Polsce nastał kapitalizm. W drodze ze szkoły do domu niemal codziennie przechodziłem ul. Półwiejską. A właściwie - lawirowałem między łóżkami polowymi, stoliczkami, płachtami, stojakami, prowizorycznymi budkami. Zachwycałem się rozłożonymi tam, wcześniej niedostępnymi, dobrami. Podobnie było na św. Marcinie, na 27 grudnia z Placem Wolności, na Paderewskiego, na Gwarnej, Dąbrowskiego itd...

PS. Z góry rozwiewam wątpliwości Przyjaciół z Warszawy: to nie jest post przeciwko Waszemu Miastu :)) Zresztą u Was hali już nie ma, a i tych gaci mniej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz