sobota, 20 listopada 2010

Po Marszu Równości - wszyscy szczęśliwi

Takie coś nieczęsto się zdarza. Z marszu pod hasłami równouprawnienia wszystkich i niedyskryminowania nikogo, okrzyczanego i bluzgami oraz groźbami obrzuconego przez grupę radykalnych kiboli (walczących - jak tłumaczą - z promowaniem homoseksualizmu), cieszą się wszyscy. Tu nie ma poszkodowanych, sami wygrani.

Cieszą się:
- kibole, bo pokrzyczeli na pedałów, wyrazili swoją złość i brutalną troskę o zdrowie moralne społeczeństwa,
- organizatorzy marszu, bo bez odpowiednio kontrastowego tła w postaci groźnej opozycji przecież marsz nie miałby sensu,
- geje i lesbijki, bo mają w ręku kolejne dowody dyskryminacji i potwierdzenie tezy o "ogromnym zagrożeniu",
- media, bo mają o czym pisać i mówić (spokojne przejście tej grupy przez miasto byłoby największą tragedią),
- policja, bo dobrze wykonała swoją robotę,
- mieszkańcy miasta, bo wymienieni wyżej przeszli, poszli do domu i... teraz znów rok świętego spokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz