środa, 24 maja 2017

"Mariusz, wracaj do domu". Nie ma się z czego śmiać...

"Zostaw nową żonę, wróć do mnie" - apeluje do byłego męża Anna Kamińska, była żona Mariusza Antoniego Kamińskiego, posła PiS. Jej uduchowiony monolog, nagrany w kościele, obiegł internety i wywołał oczywiście ogólny rechot. Bo religijnie wzmożony, bo dotyczący człowieka z PiS-u (promującego przecież konserwatywne, chrześcijańskie wartości), bo w formie jednak grafomański i w pewnym sensie - tabloidowy. Bo kto to słyszał, żeby głośno wołać do byłego męża, który już ułożył sobie nowe życie z nową rodziną, kto słyszał, żeby nadawać temu tak mocny religijny charakter?




A ja rozumiem p. Annę. Może nie tyle rozumiem, co szanuję. Bo emocjonalna burza związana z małżeńskimi komplikacjami nie ma politycznych barw, nie ma też jedynej słusznej metodologii radzenia sobie z problemem. Cóż z tego, że p. Anna desperacko (obawiam się, że nieskutecznie) próbuje uratować ten związek modlitwą, w dodatku publicznie eksponowaną?
Inni sprzedają swoje emocje plotkarskiej prasie, jeszcze inni szukają ratunku w terapii małżeńskiej u psychologa, kolejni udają, że "nic się nie stało", maskując w ten sposób swoją prywatną klęskę...

Każdy przeżywa małżeńskie kryzysy i katastrofy na swój sposób. Naśmiewanie się z tego, że ktoś akurat wybrał TEN sposób, jest po prostu słabe.

Bo to może dotknąć również Ciebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz