wtorek, 7 marca 2017

VOO VOO - 7. Doskonałe

To ogromna przyjemność. Zupełnie niespodziewanie, bo po zapowiedziach Wojciecha Waglewskiego, że szykują coś "niepokornego", spodziewałem się raczej czegoś totalnie odjechanego i ciężkostrawnego.

A dostałem spokojną, wyważoną, wysmakowaną płytę z ładnymi piosenkami. Programowo przemyślaną, oszczędną. Nie waham się powiedzieć - taką płytę VOO VOO, o jakiej od dawna marzyłem. Płytę, która podoba się już przy pierwszym odsłuchu.

Panowie, dziękuję.



7 to po prostu siedem dni tygodnia. Według tego klucza Waglewski snuje powolne opowieści o zwykłym życiu - takim z dystansem, pełnym życiowej mądrości. O prostych uczuciach, dobrych i złych, o miłości i przywiązaniu, o względności tego, co w codzienności nas mierzi a nawet popycha do obłędu.

Jednak tym, co mnie ujęło najbardziej (bo do liryki Waglewskiego już dawno przywykłem) to brzmienie płyty. W muzyce tej jest dużo powietrza, przestrzeni, pozornie przypadkowych dźwiękowych drobniutkich artefaktów składających się na wyjątkowy klimat...
Oczywiście to ma swoje konsekwencje - "7" nie nadaje się raczej do samochodu czy do biegania. Jest zbyt subtelna i zbyt wiele walorów ukryto w detalach.

Co ciekawe - dopiero po przesłuchaniu zorientowałem się (patrząc na listę utworów w odtwarzaczu), że te piosenki są kosmicznie długie - jak na współczesne realia. Najkrótsza ma 5:47, a najdłuższa 8:17! W ogóle tego nie słychać!

Serio, jestem pod wrażeniem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz