poniedziałek, 5 września 2016

Pokemony się przejadły. Bogu dziękować

Mobilna gra Pokemon Go w ciągu kilku tygodni zawładnęła umysłami. To, co działo się tego lata, było niesamowite. Ale i symptomatyczne. Kosmiczny wzrost liczby graczy, niewyobrażalnie wręcz intensywna moda i częstotliwość publikacji poświęconych tej zabawie (od nieporadne recenzji młodocianych użytkowników po poważne traktaty naukowców renomowanych uczelni).

To było zaskakujące. W pewnym momencie okazało się, że kilkoro znajomych nie tylko zna tę grę, ale i doszło w niej do całkiem wysokiego poziomu zaawansowania. Na własne oczy mogłem też obserwować gwałtowną konwersję tych, którzy prychali na tę "ogłupiającą zabawę", by chwilę później oddać się grze z gorliwością neofity.




Kiedy jednak zobaczyłem sporą grupę ludzi, którzy wieczorem pojawili się na jednym z placów norweskiego Bergen TYLKO DLATEGO, by łapać tam pokemony i chwalić się nimi przed znajomymi - zaniepokoiłem się. 
Chyba zgodnie z regułą: "czego nie rozumiem, tego się boję". Bo zrozumieć jednak nie byłem w stanie, choć sam łatwo wpadam w różne nawyki związane z używaniem nowinek technicznych.

Kiedy ostatnio dowiedziałem się, że po gwałtownym wzroście grupa grających w Pokemon Go równie gwałtownie się zmniejszyła - odczułem ulgę. 

Mimo wszystko tli się jednak taki niepokój - a może tych nierozumianych zjawisk faktycznie będzie coraz więcej? Może już nie jestem w stanie dogonić rzeczywistości? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz