niedziela, 29 listopada 2015

Crimetainment. Kto pierwszy znajdzie Ewę - żywą lub martwą?

W przedwojennych gazetach też były rubryki kryminalne, opisy zbrodni również były sugestywne, czytelnikom nie szczędzono szczegółów, a redakcje z poważniejszych spraw robiły wieloodcinkowe story. Potem doszło radio, później telewizja i wszelkie crime-formaty (od najprostszych po najbardziej rozbudowane, wykorzystujące potęgę nowoczesnej techniki video).

A potem pojawił się internet.


To dopiero pokazało jak bardzo krwiożerczy są odbiorcy. Jak bardzo pragną żerować  na cudzym nieszczęściu, nałogowo karmić się sensacją.
Jasne, wiedzieliśmy już wcześniej że "czytelnicy kochają krew" i "nic tak nie ożywia gazety jak dobry trup". Odbiorcy chętniej kupowali gazety, chętniej oglądali relacje telewizyjne. Ale było to takie niedopowiedziane.

To internet (a szczególnie media społecznościowe) daje szansę bezpośredniego uczestnictwa w wydarzeniu. I z szansy tej korzystamy.

Współczuję rodzinie zaginionej Ewy. Współczuję wszystkim rodzinom wszystkich zaginionych, wszystkich ofiar, wszystkich oskarżonych i karanych. Dotąd w Waszą prywatność, z domysłami i komentarzami, wkraczali tylko dziennikarze. Teraz wkraczają wszyscy.

Tradycyjne media, adaptujące się do internetowo-socialmediowej rzeczywistości, muszą trzymać rękę na pulsie. Akcji poszukiwania dwudziestokilkuletniej Ewy, która zaginęła w drodze z imprezy do domu, przypatrują się bardzo uważnie, na bieżąco relacjonując wszystko na stronach internetowych, na fanpage, korzystając z twittera. Ścigają się - pod którym z wpisów pojawi się więcej komentarzy i lajków, który z postów będzie najchętniej przekazywany dalej przez spragnionych sensacji internautów. Cóż, konkurencja. Nie rozgrzeszam, po prostu rozumiem.

Internauci - ścigają się na komentarze, hipotezy, oceniają prowadzących śledztwo, ba! oceniają postępowanie samej zaginionej. Ścigają się też na... słowa pocieszenia dla zrozpaczonej i roztrzęsionej rodziny. Niewielka część komentujących to osoby, które kiedykolwiek miały jakikolwiek kontakt z zaginioną. Większość - uczestniczy w tym wydarzeniu jak w przerażającym, atrakcyjnym, internetowym show. Równie nierealnym i pop-kulturowym jak ostatnie przygody Jamesa Bonda.

Jak od tego uciec, kiedy zgiełk tego show jest tak głośny?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz