poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Gienek. Jak tysiące Gienków w USA

Posłuchałem sobie płyty Gienka Loski - Białorusina wsławionego występami w telewizyjnych show dla debiutantów. Przed dwoma laty Giennadij wygrał polską edycję programu X Factor. Słusznie, należało się, bo wartościowym wokalistą jest (chociaż przyklejanie doświadczonemu muzykowi łatki debiutanta było lekkim nadużyciem - ale to już inna sprawa).

Płyta DOM (premiera była kilka dni temu) jest banalna. Banalnie tradycyjna, banalnie przewidywalna, banalnie zagrana. Jak jakieś 150.000 podobnych płyt ukazujących się co roku za oceanem.
Rzecz w tym, że tam takich Gienków jest 150.000, a u nas - jeden. W dodatku - zaimportowany. Jednym słowem - towar deficytowy.



W ogóle nie przeszkadza mi to, że muzyka na płycie DOM nie grzeszy nieprzewidywalnością. Bo to jest dobra muzyka, bardzo dobrze skomponowana, zaaranżowana i zagrana, z naprawdę dobrymi tekstami (dopiero po wysłuchaniu płyty dowiedziałem się, że za słowa do części piosenek odpowiada Michał Zabłocki).

No i całe szczęście, że się sam do Polski zaimportował z Białorusi. Bo dzięki temu, po odejściu legendarnego Czesława Niemena, mamy choć jednego wokalistę prawdziwego, szczerego w głosie i życiu, śpiewającego z pasją i pięknym wschodnim akcentem.

Ładna płyta.



(foto: Jarosław Roland Kruk)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz